Zastrzeżenia operatora sieci Era dotyczą przede wszystkim w pierwszej, tzw. "unijnej" części prawa telekomunikacyjnego, która weszła w życie w lipcu i miała dostosować nasze prawo do dyrektyw Wspólnoty.
- Nakłada ona na operatorów obowiązek informowania klientów na piśmie o każdej zmianie cennika - tłumaczy Cezary Albrecht z PTC. To właśnie narzucenie formy pisemnej oburza operatora. - Każdemu z 6,5 mln abonentów musimy za każdym razem wysyłać pismo. To są koszty - tłumaczy Albrecht. - Tymczasem wystarczyłoby dopuścić formę SMS-a lub e-maila - zaznacza.
Nie podoba się też obowiązek pisemnego zawiadomienia klienta o zmianach w umowie, na które się zgodził podczas rozmowy z telefonicznym biurem obsługi. - Nasze biuro odbiera 2 mln rozmów miesięcznie. Podczas wielu z nich konsultant proponuje różne promocje. Jeśli klient je wybierze, musimy wysłać do niego list. I mamy obowiązek zrobić to w ciągu 14 dni od rozmowy, a zatem nie możemy tego połączyć np. z wysyłką rachunku. W tym przypadku także nie możemy zrobić tego SMS-em - zaznacza Albrecht. Jego zdaniem może to doprowadzić do absurdów. - Nietrudno wyobrazić sobie sytuację, gdy operator oferujący filmy w ramach usługi
wideo na żądanie za każdym razem wysyła do klienta pismo, w którym informuje go, że wypożyczył film - dodaje.
Wątpliwości operatora budzi też jeden z przepisów zawartych w drugiej części nowelizacji prawa telekomunikacyjnego - te przepisy mają dopiero trafić do Sejmu. Chodzi o spam. - Jeśli informacja operatora wysłana do własnego klienta ma nie być spamem, musiałaby obok głównej treści zawierać też wiele szczegółowych danych, które zabiorą co najmniej połowę standardowego SMS-a - przekonuje Albrecht.
Magda Borowik, analityk rynku telekomunikacyjnego w IDC Polska nie ma wątpliwości, że problem trzeba naprawić. - Nietrudno zgadnąć, kto tak naprawdę płaci za miliony listów rozsyłanych przez operatorów i za etaty osób, które te listy muszą pakować do kopert. Te koszty są przerzucane na konsumenta - zaznacza.
Poglądy Ery podziela też KIGEiT - izba zrzeszająca operatorów alternatywnych.
- W dobie komunikacji elektronicznej przepis nakazujący operatorowi informować na piśmie o każdej zmianie w cenniku jest anachronizmem - przekonuje Eugeniusz Gaca z KIGEiT. Jego zdaniem innym postanowieniem w "unijnej" nowelizacji wymagającym zmian jest zapis o windykacji należności. - Operator nie może przekazać długu klienta - np. wynikającego z zalegania z płatnościami - firmie windykacyjnej, zanim sprawa nie zostanie rozstrzygnięta przez prezesa UKE. Tyle że odpowiedni wniosek do Urzędu złożyć może wyłącznie klient. Co więcej nie określono nawet terminu, w jakim ma to zrobić. Przepis miał chronić klientów, a może tworzyć pewnego rodzaju paragraf 22 - zaznacza Gaca.