Po raz pierwszy sądzony był cały
Kościół, a nie poszczególne osoby. Dlatego adwokat ofiar Olivier Morice nazwał wyrok historycznym. - Po raz pierwszy we Francji osoba prawna, jaką jest Kościół scjentologiczny, została skazana za zorganizowane wyłudzenie pieniędzy - cieszył się.
Za symboliczny najwyraźniej uznali swój wyrok także sędziowie. Nakazali publikację jego treści w gazetach we Francji i w
USA, m.in. w dzienniku "International Herald Tribune" i tygodniku "Time". Piszą w nim o "osobach, które wykorzystują doktrynę filozoficzną lub religijną (...), by umyślnie oszukać innych".
Wielu ekspertów uważa, że scjentolodzy osaczają i omamiają ludzi słabych psychicznie, by wyciągnąć od nich cały majątek. Założony przez amerykańskiego pisarza science fiction L. Rona Hubbarda Kościół twierdzi, że ludzie są w rzeczywistości zagubionymi Obcymi, i pomaga wiernym odkryć ich prawdziwą naturę poprzez kosztowny system kursów nazywanych "rehabilitacją" lub "oczyszczeniem". Przyciąga on wiele wpływowych osób ze świata show-biznesu, należą do nich m.in. aktorzy Tom Cruise i John Travolta. W niektórych krajach, np. w USA i Szwecji, uznawany jest za pełnoprawny Kościół. We Francji władze uważają go za sektę, w Niemczech i Belgii działalność scjentologów jest poważnie ograniczona.
Precedensowy francuski proces dotyczył dwóch przypadków wyłudzeń z 1998 r. na kwotę 21 tys. i 49,5 tys. euro.
Skarżąca scjentologów Aude-Claire Malton opowiadała na sali sądowej, że wszystko zaczęło się od "testu osobowości", który otrzymała w metrze i odesłała na wskazany adres. Była wtedy załamana po rozpadzie związku. Zadzwonił do niej przedstawiciel scjentologów, który sugerował, że jej przypadek wymaga opieki. Namówił ją na płatne kursy i zakup elektrometru za 4,8 tys. euro. To urządzenie zdaniem scjentologów jest niezbędne, by pozbyć się stresu. Eksperci uważają, że w ogóle nic nie mierzy.
Później Aude-Claire dała się namówić na 13-dniową sesję oczyszczającą, która składała się z czterogodzinnych pobytów w saunie przerywanych joggingiem. - Oni wykorzystali moją słabość, by zabrać moje pieniądze. W żadnym wypadku nie chodziło o pomoc - mówiła. Scjentolodzy przychodzili do niej do domu po czeki, razem z nią poszli do banku po kredyt. W sumie zapłaciła im 21 tys. euro.
Sąd nie zakazał działalności sekty, bo stwierdził, że jako organizacja nielegalna byłaby jeszcze bardziej niebezpieczna. Zdecydował się jedynie na grzywnę w wysokości 600 tys. euro. Przywódca francuskich scjentologów Alain Rosenberg skazany został dodatkowo na 30 tys. euro grzywny i dwa lata więzienia w zawieszeniu.
Wyrok nie był tak surowy, jak chciała prokuratura. Ta domagała się kary 4 mln euro i zakazu działalności sekty. Tak surową karę uniemożliwił jednak francuski parlament, który miesiąc przed rozpoczęciem procesu w dziwnych okolicznościach złagodził kodeks karny. Parlament wykreślił możliwość wydania zakazu działalności organizacjom skazanym za oszustwo.
W parlamencie na temat zmian nie odbyła się żadna debata. Skandal wybuchł dopiero we wrześniu, gdy media zaalarmowało rządowe centrum walki z sektami. Zaczęto dociekać, kto i dlaczego zmienił przepis. W parlamencie odbyło się wewnętrzne śledztwo. Marszałek Bernard Accoyer tłumaczył, że był to błąd jednego z urzędników podczas licznych zmian w 700-stronicowym dokumencie. Nie wszyscy w to jednak wierzą.
Francuscy przywódcy scjentologów kilkakrotnie byli już skazywani za wyłudzenia, a nawet za nieumyślne zabójstwa. Za to ostatnie został w 1997 r. skazany przywódca Kościoła w Lyonie, bo sąd uznał, że przyczynił się do samobójstwa jednego z członków sekty.
Scjentolodzy walczą też z dużym skandalem w USA. Znany scenarzysta Paul Haggis (dostał Oscara za film "Miasto gniewu") odszedł kilka dni temu z Kościoła w proteście przeciwko niechęci scjentologów wobec homoseksualistów. List otwarty Haggisa odbił się głośnym echem w mediach, a on sam przyznał, że ten protest może mu poważnie utrudnić dalszą karierę - scjentolodzy nakazują bowiem swym członkom zrywać wszelkie kontakty z ludźmi, którzy odeszli z Kościoła.