Rok 2009. Po wybuchu afery hazardowej jej główny aktor Ryszard Sobiesiak zapada się pod ziemię. Nie odbiera telefonów - ani komórkowego, ani we wrocławskim mieszkaniu. Nieuchwytna jest też jego córka Magdalena, współudziałowiec kasyna Polonia, firmy Golden Play zajmującej się automatami do gry i pensjonatu Szarotka, gdzie w 2008 roku w sylwestra bawił się Zbigniew Chlebowski, szef Klubu Parlamentarnego PO.
Znajomi Sobiesiaka mówią, że wyjechał na Florydę, gdzie ma dom: - Zawsze wyjeżdżał, gdy wokół niego działo się coś niedobrego. A teraz dzieje się coś, czego szczególnie nie lubi, jego nazwisko jest ciągle w mediach. Teoretycznie może być poza Polską, ile zechce. No ale jak długo można się chować.
Włodzimierz Mękarski, prezes spółki Golden Play, znajomy Sobiesiaka: - Jestem przekonany, że wróci i wytłumaczy swoje intencje. Przecież nie zrobił nic złego, walczył o korzystne zapisy dla swojej branży. CBA ujawniło rozmowy, jakie z większością polityków toczył przy golfie i tenisie.
Na razie znajomość z Ryszardem Sobiesiakiem całkowicie wymiotła z polityki Zbigniewa Chlebowskiego i ministra sportu Mirosława Drzewieckiego. Z podsłuchów CBA wynika, że majstrowali przy ustawie hazardowej, w której korzystnych zapisów chciał Sobiesiak.
Rysiek jako Struś Pędziwiatr
Rok 1978. Piłkarze Śląska grają towarzyski mecz z Panathinaikosem Ateny. Greków prowadzi Kazimierz Górski. Po prawej stronie boiska szaleje nowy nabytek wrocławskiego klubu - obrońca, ale bardzo ofensywny. Jest tak szybki, że rywale nie mogą go dogonić.
- To był pierwszy ważny mecz Ryśka Sobiesiaka w Śląsku. Po meczu śmialiśmy się, że jak tak zasuwa po tym skrzydle, kibice siedzący na trybunach po tej stronie stadionu czuli wiatr - wspomina Tadeusz Pawłowski, ówczesna gwiazda Śląska.
Aleksander Papiewski, trener Śląska w latach 70. i 80.: - Rysiek trafił do Śląska, bo prowadzący wtedy zespół trener Władysław Żmuda (zbieżność imienia i nazwiska ze słynnym zawodnikiem przypadkowa) szukał asystenta. Znalazł go w innym wrocławskim klubie - Pafawagu. I ten asystent powiedział, że weźmie ze sobą jeszcze utalentowanego zawodnika, i przyprowadził właśnie Sobiesiaka.
Anegdota o tym, że strzelił więcej goli samobójczych niż do bramki przeciwnika, jest prawdziwa. Ale więcej o Sobiesiaku jako piłkarzu mówią pseudonimy nadane mu przez kibiców i kolegów: "Struś Pędziwiatr" - bo taki szybki, "Nosorożec" - od dużego nosa i najpopularniejszy, "Pinokio" - od fizjonomii.
- Szczupły, kościsty, lekko zgarbiony. Specyficznie, trochę mechanicznie, człapał po boisku, przypominając trochę drewnianą marionetkę - charakteryzuje go Papiewski. - Może Rysiek nie był moim ulubionym piłkarzem, ale na pewno wiele dawał tamtemu zespołowi.
Do reprezentacji Polski nie trafił, ale przez pięć lat był podstawowym graczem Śląska.
W 1982 roku mógł nawet zostać mistrzem Polski. Ale zamiast walczyć o tytuł na boisku, Sobiesiak i jego koledzy zagrali o tytuł w pokera.
9 maja na klubowym stadionie przy Oporowskiej na sukces czeka 20 tysięcy ludzi. Złoto wydaje się pewne. Wrocławianie mają dwa punkty przewagi nad Widzewem Łódź i są w lepszej sytuacji. Grają u siebie z Wisłą Kraków, a Widzew (z Bońkiem, Młynarczykiem i Smolarkiem w składzie) na wyjeździe z broniącym się przed spadkiem z ekstraklasy Ruchem Chorzów.
Wisła była przeciętna, Śląsk mocny. Ale dla świętego spokoju wrocławscy piłkarze postanowili mecz kupić. Sprawy w swoje ręce wzięli najstarsi zawodnicy: jego gwiazda - Janusz Sybis, kapitan - Tadeusz Pawłowski, weteran - Mieczysław Kopycki, no i Sobiesiak.
Mecz miał kosztować 400 tys. zł, pieniądze wtedy ogromne. Piłkarze pożyczyli je od właściciela zakładu hydraulicznego z Dzierżoniowa i dali wiślakom. Ale ci przed meczem podbili stawkę. Bo Sobiesiak i jego koledzy nie wiedzieli, że ofertę piłkarzom Wisły złożyli też widzewiacy. Dodatkowe pieniądze udało się zebrać tuż przed meczem. Już na stadionie, w damskiej ubikacji, żona jednego z wrocławskich piłkarzy dała je dziewczynie krakowskiego zawodnika. Umówione było, w który róg ma strzelić karnego piłkarz Śląska, żeby bramkarz Wisły mógł się rzucić w przeciwny. Od początku jednak wiślacy zaciekle się bronili, a na początku drugiej połowy strzelili nawet gola. Stadion był w szoku, piłkarze Śląska w jeszcze większym. Przeciwnicy dawali im jednak znaki, że to podpucha - bronią się, żeby nie było podejrzeń.
Gdy sędzia w końcu podyktował karnego, wierzyli, że wszystko będzie, jak ustalono. I dopiero, gdy Pawłowski strzelił jedenastkę w róg, w który miał strzelić, a krakowski bramkarz rzucił się w ten sam i wybił piłkę, wrocławianie zrozumieli, że w tego pokera przegrali. Kasę, i to podwójną, od Śląska i Widzewa, zgarnęli piłkarze Wisły.
A mistrzami zostali łodzianie.
Rysiek z Mexico Platz
Rok 1985. Mexico Platz, słynne targowisko w centrum Wiednia. Handluje tu cała środkowa i wschodnia Europa. Sobiesiak jeszcze gra w piłkę, ale też dorabia. Kilka razy w miesiącu kursuje między Wrocławiem i Wiedniem. Ma kilkuletnią toyotę ze specjalnie dorobioną przyczepką. Kupuje wełnę i kawę, potem wiezie towar do Polski i sprzedaje z dużym zyskiem.
Pawłowski: - Gdy był już bogaty, pytano mnie: dlaczego właśnie jemu się udało? Bo bardzo chciał - odpowiadałem - i we właściwym czasie trafił na odpowiednich ludzi.
Źródło: Duży Format