To sprawi, że w trakcie roku szkolnego ceny kursów wzrosną o 22 proc. Zapewne wielu kursantów, w pocie czoła uczących się języków, będzie musiało zrezygnować z nauki. A przecież
kursy językowe to dla wielu Polaków - zwłaszcza ze wsi i z małych miast - wciąż jedyna szansa szlifowania języka.
Powód podwyżki jest zapewne prozaiczny - trzeba budżetowi zapewnić dodatkowe dochody. Fiskus wyciągnie z kieszeni uczniów lub ich rodziców jakieś 100 czy 200 mln zł. Tylko czy
gra jest warta świeczki?
Dziś nowelizacją ustawy o VAT zajmie się rząd. Resort finansów spodziewa się zapewne protestów, także ze strony ministrów rządu. Postanowił więc sprawę załatwić po cichu. Niby chodzi o drobne, wręcz stylistyczne zmiany, w uzasadnieniu projektu nie ma mowy o tym, że to uderzenie w szkoły językowe.
Nowe przepisy wprowadza się niby po to, żeby dostosować stawkę VAT w edukacji do - a jakże - dyrektyw unijnych. Ale Komisja Europejska w ogóle nie czepiała się tego fragmentu naszej ustawy o VAT. Resort finansów, który kilkakrotnie szedł na udry z Komisją, tym razem postanowił być po prostu nadgorliwy.
Czy w praworządnym państwie można wprowadzać tylnymi drzwiami, w tajemnicy i pod fałszywym pretekstem przepisy decydujące o losie tysięcy firm i ich klientów? Nie. To skandal.
Znajomość obcego języka jest oknem na świat. Fiskus właśnie próbuje je przymknąć.