Najwięcej elektrowni, bo ponad czterdzieści, miało powstać na Dunajcu i jego dopływach - alarmowaliśmy w "Gazecie" w ubiegłym tygodniu. Urzędnicy byli zalewani wnioskami budowlanymi, bo inwestorzy zwietrzyli dobry interes. Polska zobowiązała się, że część energii będzie produkować z odnawialnych źródeł. Ponieważ UE dopłaca do budowy każdej elektrowni dla inwestorów, oznacza to duże zyski. Po naszej publikacji minister środowiska
Maciej Nowicki wstrzymał inwestycje na Dunajcu. Innego wyjścia nie było. Gdyby doszło do budowy, rzeka zostałaby przecięta co kilka kilometrów betonowymi zaporami. Jednocześnie minister zdecydował, że wydane dotychczas dla inwestycji decyzje środowiskowe będą poddane audytowi.
Ale to nie wystarcza, bo w Polsce brakuje przepisów, które regulowałyby lokalizacje elektrowni. - Małe elektrownie ze względu na swój stosunkowo niski potencjał energetyczny przy jednoczesnych znacznych szkodach środowiskowych nie powinny powstawać wszędzie - mówi minister Nowicki. - Lokalizacja powinna uwzględniać wyłącznie istniejące już w tej chwili spiętrzenia na rzekach. Aby to zagwarantować, potrzebne są zmiany w prawie.
W ciągu miesiąca pod nadzorem Krajowego Zarządu Gospodarki Wodnej mają być przygotowane propozycje nowych przepisów, które jasno określą zasady powstawania małych elektrowni na rzekach.
Ekolodzy wskazują, że problem dotyczy nie tylko Dunajca. Do Zarządów Gospodarki Wodnej w całym kraju wpłynęło już blisko pół tysiąca zapytań i wniosków w sprawie możliwych lokalizacji elektrowni.