Co o tym sądzisz? Napisz: listydogazety@gazeta.pl
Ambasador Feinstein w weekend w
TVN 24 wyraził wdzięczność za to, że "prezydent i premier Polski deklarują utrzymanie wojsk polskich w Afganistanie, a nawet zwiększenie polskiej obecności wojskowej".
- Ani premier, ani minister spraw zagranicznych, ani minister obrony narodowej nie deklarowali stronie amerykańskiej zwiększenia kontyngentu - stwierdził Klich. Wypowiedź ambasadora określił "dyplomatyczną gafą", ale przypomniał, że są to pierwsze dni obecności ambasadora na nowej, pierwszej jego placówce".
Zamieszanie zaczęło się od artykułu w "Gazecie", w którym kilka źródeł potwierdziło nam, że
MON wiosną przyszłego roku - kiedy wyjedzie do Afganistanu kolejna, siódma zmiana - zwiększy kontyngent o 600 żołnierzy.
Klich zapewnił wczoraj, że do końca obecnej zmiany kontyngent nie będzie większy. - Nie ma żadnych uzgodnień między resortem a kancelarią premiera co do zwiększenia kontyngentu - mówi Klich. Równocześnie podkreślił, że rozważa, czy wiosną, gdy w górach stopnieją śniegi, co może spowodować zwiększoną aktywność rebeliantów, nie należałoby wysłać do Afganistanu 200-osobowego odwodu.
Minister potwierdził też, że rozważany jest wariant zwiększenia polskiego kontyngentu. Pytany o następną zmianę powiedział, że wojsko przygotowuje się na różne okoliczności.
Na niedawnym nieformalnym szczycie MON w Bratysławie szef NATO oświadczył, że nowa strategia wymaga wysłania dodatkowych 40 tys. żołnierzy do Afganistanu. Szef sztabu generalnego gen. Franciszek Gągor pytany, czy to zwiększenie odbędzie się bez udziału Polaków, stwierdził, że "nie może odpowiadać na tak stawiane pytania".