Co o tym sądzisz? Napisz: listydogazety@gazeta.pl
O Akademii Humanistyczno-Ekonomicznej "Gazeta" pisze od lipca. Wykryliśmy, że największa polska uczelnia niepubliczna z siedzibą w Łodzi to masowa fabryka magistrów i licencjatów, która narusza podstawowe standardy szkolnictwa wyższego. AHE kształci ok. 35 tys. studentów - nie tylko w Polsce, ale także za granicą. Wielu studentów nie uczy się w Łodzi, lecz w swych miastach (jest ponad 60 zamiejscowych punktów rekrutacyjnych), nie mają często dostępu do profesorów ani bibliotek.
Tak jest m.in. w Gorzowie, gdzie zajęcia są prowadzone w salach w budynku Zespołu Szkół Ekonomicznych.
AHE proponuje wyjście awaryjne Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego rozpoczęło już procedurę likwidacji uczelni. Bo: * w punktach rekrutacyjno-informacyjnych rozsianych po kraju nie mogła uczyć, bo nie miała uprawnień; * miała zbyt mało wykładowców; * część zajęć była fikcyjna.
Ale na większości kierunków AHE może jeszcze kształcić magistrów. 13 października ministerstwo zabrało uczelni uprawnienia do nadawania tytułów naukowych z zarządzania po 28 lutego 2010 r. Ta decyzja dotknie ponad 6 tys. studentów w całej Polsce!
Np. w Gorzowie studiuje ok. 80 słuchaczy. Są na drugim roku studiów drugiego stopnia (mają już licencjat, uczą się na magistrów). W normalnym trybie mogliby się bronić w czerwcu, a nawet wrześniu przyszłego roku. Co mają zrobić, skoro z końcem lutego uczelnia nie będzie mogła wydawać tytułów magistra?
Studenci z Gorzowa zażądali spotkania z rektorem AHE. W zeszłym tygodniu przyjechała dziekan kierunku zarządzania Aneta Woźniakowska-Moskwa.
Radziła studentom, jak wybrnąć z tej sytuacji. Np. zachęcała do przejścia na indywidualny tok studiów.
- Napiszecie wniosek do dziekana i będziecie mogli się obronić do 20 lutego. Później już nic nie będziemy mogli dla was zrobić - mówiła Woźniakowska-Moskwa.
W praktyce nie jest to proste, bo studenci musieliby zaliczyć ok. 20 przedmiotów i napisać pracę magisterską w niecałe cztery miesiące zamiast w dwa semestry. - To niemożliwe. Nie mamy jeszcze tematów prac, nawet promotorów nie wybraliśmy - mówi studentka AHE Jolanta Kaziów.
Poza tym studenci musieliby zapłacić 3600 zł do końca lutego, a nie w ratach do końca września.
Woźniakowska-Moskwa argumentowała: - W oddziale w Międzyrzecu Podlaskim studenci zgodzili się na indywidualny tok.
- Na indywidualne nauczanie można przejść, gdy studiuje się m.in. na dwóch kierunkach, uczestniczy w pracach badawczych lub wychowuje dzieci. Mogą też skorzystać z tej możliwości inwalidzi lub każdy, kto z powodu szczególnej sytuacji nie może realizować studiów - napisała do "Gazety" rzeczniczka AHE Aleksandra Mysiakowska. Na pytanie, czy sama dałaby radę przerobić dwa semestry w czasie jednego, odpowiedziała tylko, że "decyzja należy do studenta".
Pytanie z sali: - Mam kłamać, że jestem w ciąży, aby dostać indywidualny tok?!
Woźniakowska-Moskwa: - Na to pytanie proszę sobie samemu odpowiedzieć My tylko podpowiadamy, że można skończyć AHE w indywidualnym trybie.
Bartosz Loba, rzecznik resortu nauki, krytykuje pomysły AHE skrócenia studiów. - Nie można w ciągu jednego semestru zrealizować materiału przewidzianego na dwa. W standardach nauczania na kierunku zarządzanie w pierwszym zdaniu jest wyraźnie napisane, że "
studia drugiego stopnia trwają nie krócej niż 4 semestry" - tłumaczy "Gazecie".
Studenci - zdaniem władz uczelni - mają jeszcze inne możliwości. Równie kuriozalne: - Z zarządzania możecie przenieść się na pedagogikę. Taki kierunek jest w Gorzowie - proponowała dziekan gorzowskim studentom.
- Nie po to wybraliśmy zarządzanie, aby skończyć inny kierunek. Jak sobie to wyobrażacie?! Po czterech latach nauki! - dopytywali zirytowani studenci.
Uprzejmie informujemy, że pieniądze przepadły Woźniakowska-Moskwa do studentów: - Możecie też zakończyć naukę. Ale decyzją władz uczelni musicie zapłacić za październik. I poprosić o rozwiązanie umowy za porozumieniem stron.
- Czy odzyskamy nasze pieniądze? - pytała Anna Wesołowska, studentka drugiego roku.
- Można napisać do rektora, ale nie sądzę, aby to coś dało. Nie ma takiej możliwości, aby odzyskać pieniądze. Pozostaje droga sądowa - nie ukrywała Woźniakowska-Moskwa.
- Wdrożyliśmy procedury likwidacji uczelni, a te okoliczności, o których dowiadujemy się od "Gazety", na pewno nie stawiają uczelni w dobrym świetle. Weźmiemy je pod uwagę w naszym postępowaniu - zapewnia Bartosz Loba z Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego.
Część studentów na pewno nie odpuści: - Chcemy złożyć pozew do sądu w sprawie bezprawnych działań uczelni. Gwarantowano nam naukę w trakcie czterech semestrów. Jeszcze w środę wydano nam zaświadczenia z takim zapisem. A przecież wiemy, że uczelnia się z tego nie wywiąże. Chcemy zwrotu pieniędzy, bo zmarnowaliśmy dwa lata - mówi Anna Wesołowska.
Jej koleżanka z roku Jolanta Kaziów o sprawie opowiedziała nie tylko "Gazecie", ale także prokuraturze.