Kilkuset studentów stołecznego uniwersytetu znów chciało wczoraj pomaszerować pod gmach parlamentu. Zamieszki wybuchły, kiedy drogę zagrodzili im policjanci i wozy strażackie z armatkami wodnymi. Demonstranci zaatakowali policjantów kamieniami, policja użyła broni. Rannych zostało co najmniej trzech studentów, kilkudziesięciu demonstrantów i policjantów zostało poturbowanych.
W niedzielę ponad tysiąc demonstrantów wyklinających Amerykanów za rzekome spalenie Koranu podczas pacyfikacji jednej z wiosek w podstołecznej prowincji Wardak próbowało wedrzeć się do parlamentu. Demonstranci spalili amerykańską flagę i kukłę prezydenta Obamy. Wołali: "Śmierć Ameryce! Śmierć żydom i chrześcijanom!".
Dowódcy zachodnich wojsk, a także lokalne władze przysięgają, że dwa tygodnie temu Koran spalili w Wardaku miejscowi narkomani, a nie Amerykanie, a demonstranci dają posłuch plotkom rozpuszczanym przez mułłów i talibów. W zeszłym tygodniu do antyamerykańskich zamieszek doszło w Kandaharze i Dżelalabadzie, w niedzielę przeniosły się one do Kabulu, a w poniedziałek także do Heratu.
Cztery lata temu, na wieść, że amerykańscy żołnierze bezczeszczą Koran w więzieniu Guantanamo, zamieszki ogarnęły cały
Afganistan. Zginęło wówczas prawie 20 osób. W 2006 r. niemal we wszystkich afgańskich miastach doszło do demonstracji z powodu publikacji w jednej z duńskich gazet karykatur Mahometa. W maju 2008 r. do zamieszek, wywołanych pogłoskami o bezczeszczeniu przez Amerykanów Koranu, doszło w zachodniej prowincji Ghor.
Niektórzy afgańscy politolodzy obawiają się, że najnowsze antyamerykańskie zamieszki mogą być zapowiedzią znacznie większych niepokojów po zapowiedzianej na 7 listopada drugiej turze wyborów prezydenckich. Prezydent Hamid Karzaj, przymuszony do dogrywki przez Amerykanów, coraz chętniej sięga po antyamerykańską retorykę, by zjednywać sobie zwolenników. Jego rywal, dr Abdullah, odgraża się, że jeśli Karzaj wygra wybory dzięki oszustwom urzędników, w Kabulu dojdzie do ulicznej rewolty na wzór niedawnej rewolucji ulicznej w Teheranie. W poniedziałek Abdullah zażądał, by przed drugą turą wyborów Karzaj odwołał wyznaczonego przez siebie przewodniczącego centralnej komisji wyborczej, a także zawiesił do wyborów ministrów spraw wewnętrznych, oświaty oraz spraw plemiennych.
- W Afganistanie nie wyprowadza się tak łatwo ludzi na ulicę - uważa Harun Mir z kabulskiego Ośrodka Badań i Studiów Politycznych. - Ktoś chce przekazać przesłanie afgańskiemu rządowi i zachodnim wojskom.