http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Kiedy Piskorski i Schetyna pójdą na emeryturę?

Dominika Wielowieyska
2009-10-26, ostatnia aktualizacja 2009-10-26 10:12

Poniedziałkowa prasówka. Na dowód tego, że gazety zajmują się naprawdę istotnymi sprawami z punktu widzenia państwa i jego obywateli, a nie tylko jałowymi politycznymi bitwami, zareklamuję szanownym Czytelnikom dwa teksty.

Dominika Wielowieyska
Fot. Sławomir Kamiński / AG
Dominika Wielowieyska
SERWISY
Na żółtych stronach "Rzeczpospolitej" czytamy, że zmieni się prawo dotyczące publicznych przetargów. Trudniej będzie już składać odwołanie od decyzji przetargowej, w każdym razie będzie to o wiele bardziej kosztowne niż dotychczas. Sejm w piątek uchwalił odpowiednie przepisy. Rzec by można, że temat nudny jak flaki z olejem. Ale przepisy te są kluczem do przyspieszenia inwestycji w naszym kraju. Przetargi ciągnęły się bowiem w nieskończoność, bo w nieskończoność odwoływali się, ci który dany przetarg przegrywali. Nowelizacja jest oczywiście ryzykowna, bo urzędnicy poczują się bardziej bezkarni. Szanse na podważenie ich decyzji będą o wiele mniejsze. Ale bilans tych zmian może być pozytywny. Może szybciej ruszy budowa dróg, metra i kanalizacji.

A w "Polska the Times" wywiad z prof. Markiem Górą, współtwórcą reformy emerytalnej. Góra mówi twardo i słusznie: albo będziemy wszyscy dłużej pracować albo będziemy mieć bardzo niskie emerytury. Podkreśla, że zarówno kobiety jak i mężczyźni powinni przechodzić na emeryturę w wielu 67 lat. Ale żeby nie straszyć ludzi po czterdziestce, dodam, że prawdopodobnie reforma ta będzie rozłożona w czasie. Dzisiejsi czterdziestolatkowie mogą się obawiać co najwyżej, że ich czas pracy do emerytury wydłuży się o rok czy dwa.

A teraz trochę polityki.

Janina Paradowska zauważa na łamach "Polska the Times", że do nowych władz klubu PO nie weszła żadna kobieta, choć szef klubu Grzegorz Schetyna naprodukował cały tłum swoich zastępców. Paradowska przypomina, że większość pań w Platformie uznała, iż parytet promujący je w polityce, nie jest potrzebny. No i teraz mają to, czego chciały. Można się tylko śmiać z obietnic premiera, jak to płeć piękna będzie teraz w PO promowana. Ale taki jest właśnie los bardzo wielu zapowiedzi Donalda Tuska.

Niemal wszystkie gazety informują o kłopotach Pawła Piskorskiego ze swoją partią Stronnictwem Demokratycznym. Bunt podnieśli ci działacze, którzy nie chcą, by Piskorski wyprzedawał ich nieruchomości. Oni do polityki się nie palą, siedzą sobie na ciepłych posadkach i biorą pieniądze za wynajem lokali. Część z nich mieszka nawet w kamienicach, należących do SD. A tu przyszedł jeden ambicjoner, który chce zrujnować ich dotychczasowe życie. Trudno się dziwić, że się buntują. Tym bardziej, że nie wierzą w miraże sukcesu politycznego. SD w sondażach wypada bardzo blado.

Dawno już nie było nic o lustracji, więc "Rzeczpospolita" próbuje nadrobić zaległości. Dziś Sławomir Cenckiewicz lustruje jednego z gdańskich duchownych. Przebijam się przez ten tekst z mozołem i jak zwykle nigdzie nie mogę znaleźć żadnego wyjaśnienia czy odpowiedzi na zarzuty ze strony zlustrowanego księdza. Oskarżenia są natomiast bardzo poważne. Duchowny ów miał donosić SB o działaniach Kościoła po śmierci ks. Popiełuszki. Jedyny plus tej publikacji jest taki, że najbardziej ostry lustrator spokojnie opisuje tu rolę kierowcy ks. Jerzego Waldemara Chrostowskiego. Cenckiewicz przyznaje, że to dzięki Chrostowskiemu sprawcy zbrodni zostali ujawnieni. I nie ma tu nic o wcześniejszych, niepotwierdzonych oszczerstwach, jakoby Chrostowski współpracował z SB.

W "Gazecie Wyborczej" Ewa Siedlecka w artykule "Sędziowie w kręgu podejrzeń IPN", zwraca uwagę, że członkowie Trybunału Konstytucyjnego są poddawani niekończącej się lustracji. A to z kolei podważa ich niezawisłość i podkopuje autorytet Trybunału.

"IPN teoretycznie działa w granicach prawa. Jego zadaniem jest sprawdzanie oświadczeń lustracyjnych. I nie ma żadnego terminu, w którym owo sprawdzanie miałoby się zakończyć" I tak ta lustracja się miele i miele, a na ostateczne rozstrzygnięcia przyjdzie nam poczekać bardzo długo.

Kolejny tekst to felieton Jacka Żakowskiego, który ocenia prowokację "Gazety Wyborczej". GW powołała do życia lipną uczelnię, oferującą tytuł magistra już po dwóch latach. Zgłosiły się tłumy chętnych, nie brakowało też kandydatów na wykładowców. Z tej historii Żakowski wyciąga wnioski zgoła odmienne od redaktorów "Gazety". Skoro tylu było chętnych, to znaczy, że tego typu uczelnie nie są czymś powszechnym w polskim życiu akademickim. Żakowski przypomina, że zaraz po pojawieniu się ogłoszenia o lipnej szkole wyższej, wielu naukowców zaalarmowało minister nauki i szkolnictwa wyższego Barbarę Kudrycką, że dzieje się coś niedobrego. I zażądało kontroli. Zgadzam się z Żakowskim, że historia ta nie tyle świadczy o tym, że nasze uczelnie są kiepskie, ile o tym, że krętactwo jest w naszym kraju dość popularne i ludzie je akceptują jako coś naturalnego.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 5 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    22 głosy