Kolejny raz odwleka się podpisanie wiążącej umowy o sprzedaży przez GM kontrolnego pakietu 55 proc. akcji
Opla wskazanemu przez rząd Niemiec konsorcjum austriacko-kanadyjskiej firmy Magna i rosyjskiego państwowego banku Sbierbank. Niemiecka prasa zapowiadała, że stanie się to w połowie października, potem przesuwała termin na koniec miesiąca. - Teraz wiadomo, że umowy nie będzie przed 3 listopada, kiedy nad transakcją ponownie zastanowi się rada dyrektorów GM - zapowiedział w ostatni piątek w swoim
blogu John Smith, wiceprezes GM i główny negocjator koncernu w sprawie Opla.
Tego samego dnia przed Kongresem
USA wystąpi kanclerz Niemiec Angela Merkel, jako pierwszy od ponad 50 lat szef niemieckiego rządu. Zgoda GM na transakcję może być prezentem z tej okazji od Ameryki dla pani kanclerz.
Amerykański koncern nie krył zastrzeżeń do oferty Magna/Sbierbank, ale na początku września rada dyrektorów GM zaakceptowała tego nowego inwestora dla Opla. Jednak od tego czasu propozycje Magna/Sbierbank zmieniły się, a na dodatek Komisja Europejska wysunęła zasadnicze zastrzeżenia wobec transakcji, więc władze GM muszą ponownie zatwierdzić umowę - tłumaczy Smith.
Chodzi o to, czy rada dyrektorów GM potwierdzi na piśmie, że nie wybrała nowego inwestora dla Opla pod presją władz Niemiec. Do GM zwrócił się o to minister gospodarki Niemiec Karl-Theodor zu Guttenberg na żądanie komisarz UE ds. konkurencji Neelie Kroes.
W połowie października komisarz Kroes zwróciła uwagę, że rząd Niemiec obiecał 4,5 mld euro pomocy dla Opla. O kontrolę nad Oplem zabiegało czterech inwestorów. Mimo to
Berlin uzależnił przyznanie pomocy od przejęcia kontroli nad firmą przez Magna/Sbierbank. Taki warunek jest sprzeczny z unijnymi zasadami pomocy publicznej i konkurencji.
Aby rozwiać wątpliwości, Kroes zażądała, by rząd Niemiec na piśmie zobowiązał się do pomocy Oplowi niezależnie od wyboru inwestora dla firmy i jego planów. Ale Berlin nie kwapi się do tego, skoro prosi GM o alibi wobec oskarżeń KE. Bo
Niemcy obawiają się, że GM mógłby wycofać się ze sprzedaży Opla i dalej rozwijać tę firmę po swojemu, korzystając z pomocy zagwarantowanej przez Niemcy i inne państwa UE - jak pisał o tym wczoraj tygodnik "Der Spiegel".
Wtedy misterny plan wykorzystania kryzysu, by odbić Opla i wyrzucić Amerykanów z europejskiej branży motoryzacyjnej, wziąłby w łeb.
GM będzie musiał się jednak zaprzeć, by dać alibi potrzebne Niemcom dla KE. Prasa za Odrą przyznaje, że GM nie wybrał dobrowolnie oferty Magna/Sbierbank. Tak wpływowi niemieccy politycy jak szef rządu Nadrenii-Palatynatu Kurt Beck z SPD czy kierujący Hesją Roland Koch z CDU publicznie uzależniali pomoc dla Opla od przejęcia tej firmy przez konsorcjum z udziałem Rosjan. Także kanclerz Merkel latem na dwóch szczytach z prezydentem Rosji Dmitrijem Miedwiediewem publicznie popierała Magna/Sbierbank. A po tych szczytach niemiecka i rosyjska prasa zapowiadały polityczną presję na prezydenta USA Baracka Obamę, by zmusił znacjonalizowany GM do zgody na transakcję.
O presji rządu Niemiec na rzecz wyboru Magna/Sbierbank szeroko opowiadał prasie także Dirk Pfeil - czołowy polityk FDP, który zasiada we władzach funduszu powierniczego zarządzającego przeznaczonymi na sprzedaż akcjami Opla. Gdy we wrześniu fundusz ten zatwierdzał sprzedaż Opla rosyjskiemu konsorcjum, Pfeil wstrzymał się od głosu - nie popierając transakcji, ale też nie blokując jej. Dziś zastrzeżenia Pfeila nabrały nowego znaczenia, bo w wyborach parlamentarnych pod koniec września FDP odniosła tak duży sukces, że tworzy nowy rząd wraz z CDU/CSU kanclerz Merkel.
Wiadomo jednak, że po wyborach FDP nie paliło się do blokowania krytykowanej wcześniej transakcji z Magna/Sbierbank. - To już niemożliwe. Kontrakty podpisano, obietnice złożono - mówił dwa tygodnie temu wiceszef FDP Rainer Brüderle.