To była najgłośniejsza inauguracja roku akademickiego w lubelskim UMCS od lat. Idące do auli władze uniwersytetu sprzątaczki, szatniarki i uczelniani dozorcy obrzucili jajkami.
Wszystko dlatego, że prof. Andrzej Dąbrowski, rektor UMCS, z liczącej 691 osób obsługi uniwersytetu chce zwolnić z pracy blisko 400. W ten sposób uczelnia chce ratować
budżet - obecnie ma 54 mln zł długu. Zwolnionych mają zastąpić firmy zewnętrzne. Władze uczelni twierdzą, że zatrudnienie w nich znajdzie blisko połowa osób, które wkrótce dostaną wypowiedzenia. Zwalniani w te zapewnienia nie wierzą. - Na Wydziale Artystycznym sprzątam od 17 lat, mam wykształcenie podstawowe. Na rękę dostaję 950 zł. Mąż nie pracuje. Kto zatrudni kobietę po 50?! - pytała wczoraj jedna z protestujących sprzątaczek.
Rektor zapowiedział, że od planowanych zwolnień nie odstąpi.
W organizacji protestu pracownikom UMCS pomaga Kancelaria Sprawiedliwości Społecznej, fundacja, która w przeszłości angażowała się m.in. w blokowanie eksmisji lokatorskich.