http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Biskup nieświętego spokoju

Marek Zając*
2009-10-24, ostatnia aktualizacja 2009-10-24 13:13

Wbrew powszechnym opiniom nie jest liberałem. Ale przez lata łamał zasady poprawności, bez których zdaniem wielu biskupów autorytet Kościoła musi upaść

Marek Zając
Fot. Waldemar Kompa3a / AG
Marek Zając
Bp Tadeusz Pieronek z dziennikarzami, zdjęcie zrobione w Krakowie w sierpniu 1999 r.
Fot. S3awomir Kaminski / AG
Bp Tadeusz Pieronek z dziennikarzami, zdjęcie zrobione w Krakowie w sierpniu...
ZOBACZ TAKŻE

W Jubileusz Tadeusza Pieronka, biskupa, raduje się moja dusza
i innych dusz kupa.

Fraszka Jana Turnaua na 75. lecie biskupa Pieronka



Gdybym miał scharakteryzować bp. Tadeusza Pieronka za pomocą anegdot, opowiedziałbym dwie.

Kilka lat temu biskup zachorował i poprosił, żebym zrobił mu zakupy. Były sekretarz generalny Episkopatu nie ma gospodyni, gotuje sobie sam, zresztą dobrze. Jeszcze zanim przekroczyłem próg mieszkania, zapytał:

- A słyszał pan najnowszy kawał o mnie? Umarłem i poszedłem do nieba - zaczął. Dowcip nabiera dodatkowego ciężaru, gdy jego bohater ma podkrążone, błyszczące od gorączki oczy, niezdrowo wychudłą twarz i blady jest jak ściana. - Pukam do bram raju, podwoje się uchylają, głowę wystawia św. Piotr i pyta: "Kto tam?". "Jestem biskup Tadeusz Pieronek i przyszedłem do nieba". "Biskupów tu nie przyjmujemy". Cóż robić, obracam się na pięcie, ale drzwi znów się otwierają, a św. Piotr woła: "Zaraz, zaraz. Jak?". "Biskup Pieronek. Przyszedłem do nieba". "A, Pieronek! Właź, jaki tam z ciebie biskup ".

I druga historia: w wywiadzie-rzece "Kościół bez znieczulenia" bp Pieronek ujawnił, że podczas posiedzeń Episkopatu niektórzy hierarchowie tupali, by zablokować debatę o Radiu Maryja. Ta wypowiedź wzbudziła szalone kontrowersje, nigdy bowiem z zamkniętych, otoczonych tajemnicą obrad konferencji biskupów nie wyciekła równie bulwersująca sprawa. Nic dziwnego, że podczas spotkania autorskiego w Lublinie jeden z księży wstał, książkę bp. Pieronka pokrętnie pochwalił, ale wreszcie oświadczył, że kulis prac Episkopatu zdradzać się nie godzi. Bo nie powinno się wrogom Kościoła dostarczać amunicji i nie wolno biskupowi kalać własnego gniazda.

Riposta bp. Pieronka była natychmiastowa: - Tylko kto kala własne gniazdo: ja czy ci, co tupali?



Biskup bez ziemi

Tadeusz Pieronek, by użyć sformułowania ks. Józefa Tischnera, "nie zbiskupiał". Temu góralowi z pochodzenia i charakteru genetycznie obce są eklezjalny konformizm i karierowiczostwo. Nawet po wyświęceniu przez Jana Pawła II na biskupa w 1992 r. i nominacji na sekretarza generalnego Episkopatu w roku następnym łamał niepisane zasady ostrożności i poprawności, bez których zdaniem wielu hierarchów upaść musi autorytet Kościoła.

Od jednego z watykańskich kurialistów usłyszałem kiedyś, że egzystencję bezproblemową zapewnia kościelnym urzędnikom przestrzeganie reguły: "Po pierwsze - nie myśl. Jak już pomyślałeś, to nie mów. Jak powiedziałeś, to nie pisz. Jak napisałeś, to nie podpisuj. A jeżeli pomyślałeś, powiedziałeś, napisałeś i podpisałeś, to się potem nie dziw". Bp Pieronek zawsze wolał kierować się inną logiką - streszczającą się w zdaniu przypisywanym ks. prof. Janowi Kracikowi, które trafnie diagnozuje największą być może bolączkę rodzimego katolicyzmu: "Nie każdy spokój jest święty".

I tak za sabotaż uznano fakt, że bp Pieronek bez owijania w bawełnę mówił, co myślał - na dodatek także dziennikarzom z redakcji niekatolickich. Zgorszenie wywołała np. jego wypowiedź dla "Trybuny", gdy kpił z plotek, jakoby ks. Tischner miał za nieprawomyślne poglądy stanąć przed Kongregacją Nauki Wiary. Biskup ironizował, że filozof z Krakowa spłonie na stosie na Campo di Fiori - kłopot tylko w tym, że w Rzymie zabrakło siarki i smoły, ale na szczęście nadeszła oferta sprzedaży z Polski.

Z czasem dyżurnym punktem posiedzeń Episkopatu stała się krytyczna analiza publicznych wypowiedzi bp. Pieronka. W przerwie obrad zaprzyjaźnieni biskupi podchodzili i zapewniali: "Przykro mi, Tadeusz, że tak ostro cię potraktowali". Odpowiadał pytaniem: "Czemu w takim razie milczałeś, zamiast mnie bronić?".

Dziś, z perspektywy czasu, widać, że po 1989 r. bp Pieronek zrewolucjonizował medialną politykę Episkopatu, często będąc właściwie jego jedynym czytelnym głosem. Ośmielał tym samym innych, bo pokazywał, że mediów nie wolno en bloc traktować jak wroga. Przekonywał, że Episkopat nie może komunikować się ze społeczeństwem niemal wyłącznie przez sążniste listy pasterskie, z których wielu wiernym - jak powtarza abp Damian Zimoń z Katowic - w pamięć zapada jeden cytat: „Podpisali kardynałowie, arcybiskupi i biskupi...”.

W latach 90. ceną za niezależność była utrata stanowiska sekretarza Episkopatu: nie wybrano go na następną kadencję, co powszechnie odczytano jako wotum nieufności. Potem stracił też miejsce w Komisji Wspólnej Przedstawicieli Rządu i Episkopatu. Biorąc pod uwagę to, że ze względu na obowiązki poza diecezją przestał być też biskupem pomocniczym w Sosnowcu, Tadeusz Pieronek cieszy się w Episkopacie statusem ekstraordynaryjnym. Pozostał przewodniczącym Kościelnej Komisji Konkordatowej, ale de facto jest biskupem bez ziemi, pomijając oczywiście czysto tytularną diecezję Cufruty. Na marginesie: kiedy wspomniany fakt ujrzał na łamach „Tygodnika Powszechnego” światło dzienne, czytelnicy od razu zaproponowali reaktywowanie afrykańskiego biskupstwa z IV wieku, ochotniczo zgłaszając się na pierwszych diecezjan.



Frankenstein i sumienie

Najdziwniejsze jednak, że powszechnie uważa się bp. Pieronka za liberała. Nawet Wikipedia nie pozostawia cienia wątpliwości: "W gronie biskupów wyróżniał się liberalnymi poglądami".

Sprawa nie jest taka prosta, mamy tu raczej do czynienia z powierzchownym zaklasyfikowaniem. Skoro bp Pieronek był ostrym krytykiem Radia Maryja i upolitycznienia Kościoła, piętnował antysemityzm i opowiadał się za wejściem Polski do UE, uznano, że musi należeć do skrzydła eklezjalnych liberałów, którym nieobca jest myśl o zmianach w samym Kościele, jego nauczaniu o seksualności, może nawet stosunku do kapłaństwa kobiet itd.

Tymczasem ze świecą szukać przykładów, gdy biskup chociaż na krok odstąpił od katolickiego nauczania, także w kwestiach budzących opór i dzielących samych katolików, jak stosowanie antykoncepcji czy in vitro. Mówił, że z reguły nie rozgrzesza małżonków stosujących inne niż dopuszczone przez Kościół metody planowania rodziny. W słowach nie przebiera w sprawie in vitro. W styczniu tego roku w rozmowie z portalem Onet.pl o zapłodnieniu pozaustrojowym powiedział: "Dziecko jest darem, a nie towarem, który możemy sobie kupić w klinice. Pary decydujące się na in vitro wolą kupić dziecko, niż je adoptować". Ostrzegał też, że rozwój metod sztucznego zapłodnienia może "doprowadzić do tego, że w przyszłości będziemy zamawiać sobie dzieci obdarzone określonymi cechami. Rodzice będą wybierać płeć, kolor oczu, włosów, wzrost, geny geniusza lub zbrodniarza. Będą jak twórcy Frankensteina. Czymże jest literackie wyobrażenie Frankensteina, czyli istoty powołanej do życia wbrew naturze, jak nie pierwowzorem in vitro?". Po tych słowach zawrzało na forach internetowych, rodzice dzieci tak poczętych poczuli się dotknięci do żywego.

Jeżeli można mówić o poglądach liberalnych bp. Pieronka, to tylko w kwestii jego spojrzenia na miejsce Kościoła w życiu publicznym. Już jako młody ksiądz zarażony przez kard. Wojtyłę ideami Soboru Watykańskiego II kładł nacisk na autonomię jednostki. A po demokratycznym przełomie taki głos był nie do przecenienia w Kościele, który po dekadach oblężenia przez komunizm miał kłopot z odnalezieniem swego miejsca w pluralistycznym społeczeństwie.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 14 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    20 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':