Pismo z żądaniem wydania Polańskiego do szwajcarskiego ministerstwa sprawiedliwości zawieźli urzędnicy ambasady
USA w Bernie. Wniosek w ciągu najbliższych dni trafi do władz Kantonu Zurych, a potem do sędziego sądu deportacyjnego, który ostatecznie podejmie decyzje o przekazaniu reżysera w ręce amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości. Zgodnie ze szwajcarskim prawem sędzia ma najpierw wysłuchać racji oskarżonego i jego obrońców. Na specjalnym przesłuchaniu Polański będzie zapewne wyjaśniał szczegóły feralnej spotkania w wilii Jacka Nicholsona w Los Angeles sprzed 32 lat. 10 marca 1977 r. uprawiał w niej seks z 13- letnią Samanthą Gailey, za co został później aresztowany i postawiony przed sądem. Odkąd rok później, by uniknąć wieloletniej odsiadki rok uciekł do Europy, Amerykanie poszukują go listem gończym. Na jego podstawie miesiąc temu aresztowano go w Szwajcarii i osadzono w areszcie deportacyjnym.
Nie wiadomo jaką taktykę przyjmą obrońcy Polańskiego. Po wpłynięciu wniosku z USA prawnicy nabrali wody w usta. Wcześniej sugerowali, że będą udawadniać, że reżyser nie ma w USA szans na uczciwy proces. Innym argumentem ma, być fakt, że ofiara dawno Polańskiemu wybaczyła i wyraziła życzenie, by mógł wreszcie bez obaw pracować jako reżyser w USA.
Nawet jeśli sąd nakaże ekstradycję reżysera, nie oznacza to, że Polański natychmiast zostanie wysłany za ocena. Reżyser będzie mógł odwołać się do wyższej instancji, a gdy to nie przyniesie efektu, do szwajcarskiego sądu najwyższego. Cała procedura może ciągnąć się nawet latami.
W środę jednak jeden z adwokatów reżysera zasugerował, że gdyby ekstradycja miała się przedłużać, to Polański jest gotowy dobrowolnie polecieć do Kalifornii i stanąć przed tamtejszym sądem. 76- letni reżyser fatalnie znosi areszt, cierpi na coraz głębszą depresję. Prasa zastanawia się nawet, czy przeżyje za kratami kolejne miesiące.