http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Gazeta Wyborcza >  Teksty

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum RSS Wyborcza.pl

Błąd jest piękny i wzruszający

Rozmawiała Dorota Wodecka
2009-10-23, ostatnia aktualizacja 2009-10-23 08:40

Ja chcę być samotny, ludzie mi przeszkadzają. Potrzebuję spokoju. Nie jestem jednak eremitą czy zwolennikiem hardcore'owych rozwiązań na linii ludzie - ja. Po prostu bardzo powoli przetwarzam rzeczywistość
Fot. Grzegorz Dąbrowski / AG
Ja chcę być samotny, ludzie mi przeszkadzają. Potrzebuję spokoju. Nie jestem...
ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
A kiedy kobieta staje się obciążeniem?

- A skąd ja mam takie rzeczy wiedzieć? Przychodzi mi do głowy myśl w stylu największego z żyjących fałszerzy myśli, to jest Paolo Coelho. Ta podróbka myśli brzmi: jeden człowiek staje się obciążeniem dla drugiego człowieka, kiedy jest obciążeniem dla samego siebie.

Co jest pana zdaniem najtandetniejszą koncepcją szczęścia?

- Dom z ogródkiem, ona, on i dziecko. Może kiedy się tego szczęścia doświadczy, to ono nie jest trywialne, ale jak już o tym myślę, to straszny banał wychodzi.

A raj też banalnie pan sobie wyobraża?

- A tu, proszę pani, mam dwie jego wizje. Jedna to tzw. pogodna starość, kiedy niedosłyszę, niedowidzę i mogę zagrzebać się we wspomnieniach. Kiedy już złe rzeczy nie bolą. Raj to taki rodzaj pogodnej demencji. Czyli spokój.

A druga, która z nią wcale nie konkuruje, to komora derywacji sensorycznej. Szkoli się w niej kosmonautów. Zamyka się ich w kapsule wypełnionej cieczą o temperaturze ciała. Jest ciemno, nie ma dźwięku. Po pewnym czasie niektórzy wariują, bo okazuje się, że nie wiesz, gdzie się kończysz, gdzie zaczynasz, bo mózg się zawiesza. Zaczyna fiksować, ponieważ nie docierają do niego bodźce, do odbioru których został przygotowany. To dla mnie kusząca wizja raju. Nie wiem, jakbym to zniósł, ale sądzę, że by mi się podobał taki stan, że niby mnie nie ma, ale jednak istnieję.

No, chyba że by pan zwariował.

- Możliwe i to, ale daję sobie prawo do błędów. To jedna z najważniejszych rzeczy, które posiadam. Bo prawo do błędów to wolność. I jedyny moment, kiedy doświadczam, że wolna wola nie jest żadnym wymysłem. Wierzę, że wolna wola to nie jest wymysł. Wydaje mi się, że byłbym w stanie zetrzeć się z kimś, zdecydować się na wyrzeczenia czy jakieś różne przykre rzeczy, gdyby ktoś próbował mi odebrać moje prawo do błędów. To znaczy - to jestem ja, to jest moje życie i mogę je sobie spierdolić, jak sobie winszuję. Sądzę, że u podstaw człowieka i całego świata legł najpiękniejszy błąd na świecie, czyli błąd stworzenia. Czyli skłaniam się ku takiej konstrukcji, trochę emocjonalnej, trochę teoretycznej, że błąd jest z jednej strony siłą napędzającą świat, a z drugiej strony podstawą, na której to wszystko się opiera, takim głębokim, prawdziwym fundamentem. Błąd jest piękny i wzruszający.

Co jeszcze jest wzruszające?

- Gazety codzienne, bo podejmują heroiczną próbę zatrzymania czy ogarnięcia świata. W dobie internetu są na przegranej pozycji, ale ta ich przegrana mnie uspokaja. Bo w czasie teraźniejszym czytam czas przeszły. I to mnie uspokaja. Bo nie lubię gnać do przodu.

Wzruszająca jest także głupota ludzka. To jest inny rodzaj wzruszenia, ale naprawdę go doświadczam. Szczególnie kiedy słucham w internecie Gosi Andrzejewicz, która jest chyba najgorszą piosenkarką świata, i w dodatku ma debilne teksty. Więc kiedy jej słucham, nagle coś się we mnie dzieje i chciałbym ją przytulić, trochę jak niepełnosprawne dziecko, naprawdę. Jest coś takiego we mnie, że Gosia Andrzejewicz mnie wzrusza. Czuję się przez chwilę jak Matka Teresa z Kalkuty, tylko ona zajmowała się bezdomnymi i trędowatymi, ja natomiast przygarniam te wszystkie debilątka, które robią muzykę albo po prostu są celebrytami. To jest taki dosyć perwersyjny rodzaj wzruszenia.

Pan się lubi katować.

- Nie można żyć tylko w tym wysokim świecie. Potrzebny jest taki kop, coś, co ściąga na dół. Andrzejewicz należy do najlepszych sztabek ołowiu na rynku.

A jakby ktoś tak mówił o pana książkach, to chyba nie byłoby panu miło?

- Ależ proszę pani! Ja marzę o tym, by napisać najgorszą książkę świata. Gombrowicz marzył o napisaniu najgorszej książki świata. To jest wspólne marzenie pisarzy. Marzenie wstydliwe. Bo powala nie tylko to, co jest piękne i wzniosłe. Pośliznąć się można i na psiej kupie. Trochę głupio, ale leży się na chodniku tak samo, jakby się upadło na widok najpiękniejszej kobiety świata.

Ale z czego zamierza pan z czerpać? Bo jak pana słucham, to mam wrażenie, że mimo 33 lat życia to właściwie już je pan przeżył. Wszystko wie o pasjach, namiętnościach, nadziejach. Może pora umierać?

- A wie pani, że to niegłupi pomysł. Śniłem swoją śmierć kilka razy w różnych wariantach, co się podobno rzadko zdarza. Szedłem ulicą i tuż obok mnie rozbił się samolot. Poczułem ogromny spokój i zobaczyłem siebie leżącego na ziemi. Tył czaszki miałem ścięty, ale wyglądałem bardzo spokojnie. Byłem wpasowany w chodnik. Nigdy nie czułem takiego szczęścia i spokoju jak wtedy, gdy patrzyłem na siebie martwego. Że to wreszcie, że to już. Że teraz jest dobrze.

To może pan już umarł?

- Jeżeli umarłem i mimo to rozmowa się nagrała, to albo dyktafon jest zepsuty, albo pani też nie żyje.

Ignacy Karpowicz. Rocznik 1976. Autor powieści "Niehalo", "Cud" "Nowy Kwiat Cesarza" i "Gesty", za którą był nbominowany do tegorocznej Nagrody Nike. Tłumacz z angielskiego, hiszpanskiego i amharskiego. Mieszka pod Białymstokiem.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

4.2

19 głosów

W środę z ''Gazetą''
* Gazeta Dom
* Zdrowa środa: Urazy ortopedyczne