Płk. Mąka oraz jego szef płk Krzysztof Bondaryk stanęli w czwartek przed sejmową komisją do spraw służb specjalnych. Posłowie chcieli się dowiedzieć, jak to się stało, że stenogramy z podsłuchu Sumlińskiego trafiły do cywilnego procesu Mąki. Wyszło to jaw podczas jawnej rozprawy w sądzie cywilnym na procesie, jaki przeciwko dziennikarzowi Cezaremu Gmyzowi wytoczył właśnie wiceszef
ABW. Twierdził, że Gmyz opisując list, jaki napisał Sumliński, gdy myślał o samobójstwie w związku z raportem
WSI, nierzetelnie go opisał sprawę, m.in. sprawę służbowego
mieszkania Mąki.
Szef ABW zgodził się, by Mąka wytoczył dziennikarzowi cywilny proces, ponieważ został przez niego pomówiony jako funkcjonariusz Agencji i w związku ze swoją pracą.
Gdy tydzień temu wyszło na jaw, że stenogramy z podsłuchu Sumlińskiego trafiły do pełnomocnika Mąki wybuchł skandal. Prokuratura niezwykle rzadko udostępnia taki materiał sądom cywilnym. A na dodatek z podsłuchiwanego telefonu Sumlińskiego korzystali dwaj dziennikarze Gmyz właśnie i Bogdan Rymanowski. I ABW podsłuchała i nagrała ich rozmowy. Na Mąkę padły podejrzenia, że znał nieoficjalnie treść podsłuchów i nadużył stanowiska, informując o niej swojego pełnomocnika.
Ale Mąka tłumaczył wczoraj, że o tych podsłuchach nic nie wiedział, nie mógł więc swego pełnomocnika o nich informować.
Jak pisała "Gazeta", z rozmów Sumlińskiego z dziennikarzami wynika, że czekał na informację o decyzji sądu od swojego pełnomocnika Romana Giertycha. Gdy usłyszał, że ma być aresztowany, zaczął telefonować m.in. do Rymanowskiego, Gmyza. Prosił, by przyjechali do kościoła. Rymanowski z Gmyzem przekonywali go, żeby nie podejmował dramatycznych kroków, bo tylko żywy może dowodzić swej niewinności.
Jednak w podsłuchach nie ma mowy o udziale Gmyza w pisaniu listu i mieszkaniu służbowym Mąki. A to oznacza, że Mąka i jego adwokat raczej nie wiedzieli, co jest w nagraniach.
Komisja nie podjęła żadnej decyzji, ponieważ prokurator, który się przed nią stawił nie znał akt sprawy i nie mógł odpowiedzieć na wiele szczegółowych pytań. Wyjaśnił natomiast, dlaczego stenogramy z podsłuchu Sumlińskiego nie zostały zniszczone, choć dotyczyły Gmyza i Rymanowskiego. - Bo miały być dostarczone w całości obronie, inaczej obrona miałaby podejrzenia, że prokuratura zniszczyła to, co nie pasowało do tezy oskarżenia - wyjaśnia wiceszef speckomisji Konstanty Miodowicz (PO).
Komisja czeka jeszcze na wynik wewnętrznej kontroli w prokuraturze, którą zarządził prokurator generalny. Prokuratura ma zbadać, czy Mąka, otrzymując podsłuchy był w pozycji uprzywilejowanej w stosunku do dziennikarza, z którym ma proces.