http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Zabójcza antykoncepcja Pospieszalskiego

Katarzyna Wiśniewska
2009-10-22, ostatnia aktualizacja 2009-10-22 11:33

Gdy radykał zapewnia, że chce odejść od sporu ideologicznego na rzecz "racjonalnych, medycznych argumentów", można spodziewać się najgorszego, zwłaszcza jeśli rzecz tyczy antykoncepcji. Jan Pospieszalski dotrzymał słowa, z jego ust ani razu nie padło słowo "grzech" czy "Kościół", udowadniał za to, że pigułka antykoncepcyjna nawet jeśli nie zabije od razu, to przynajmniej zdrowie odbierze, a już na pewno ubezpłodni

W telewizji pokazali "Warto rozmawiać"

Występująca w roli eksperta działaczka pro life Joanna Najfeld przekonywała, że kobieta stosująca antykoncepcję "godzi się na to, żeby być dostępna dla faceta jak piwo w lodówce", a ginekolodzy "wciskają środki antykoncepcyjni jak dealerzy, żeby uzależnić kobiety".

Jak wyznała, współczująca natura nie pozwala jej przyglądać się temu obojętnie. - Nie jest mi wszystko jedno, że kobiety umierają przez antykoncepcję, że pigułka krzywdzi kobiety.

Ujęła też problem pragmatycznie, w końcu "ona płaci na ten system, który potem leczy te kobiety z raka".

Gości, którzy mieli do powiedzenia coś sensownego i obalali wyświechtane mity, np. ten o złym wpływie pigułki na płodność, Pospieszalski jak zwykle starał się zdeprecjonować.

Wyświetlono nakręconą ukrytą kamerą rozmowę między dziennikarką "Warto rozmawiać" podającą za piętnastolatkę, która odbyła stosunek bez zabezpieczenia, a lekarzem przepisującym jej receptę na pigułkę "dzień po". Tym lekarzem okazał się obecny w programie Medard Lech. Kilka minut upłynęło na jałowych rozważaniach czy lekarz powinien kobietę zbadać przed zapisaniem pigułki, czy wystarczy sam wywiad. To zresztą najbardziej emocjonowało Marka Twardowskiego, wiceministra zdrowia (i internistę). Zapowiedział, że brak takiego badania będzie zgłaszał do Izby Lekarskiej.

Uwagi Katarzyny Kądzieli (przedstawionej jako feministka), że na wizytę u ginekologa w ramach NFZ czeka się miesiąc, a środki antykoncepcyjne nie będąc refundowane są dla wielu kobiet niedostępne, Twardowski pominął milczeniem.

Z Medardem Lechem ostatecznie rozprawiła się Najfeld, zapowiadając że to ona poskarży się na niego do Izby Lekarskiej. A Pospieszalski uznał, że wypisując receptę bez porozumienia z rodzicami "dziewczynki" lekarz prawdopodobnie popełnił przestępstwo.

- Wolałabym, żeby 15 czy 16 latka, jeśli już podejmuje decyzję o współżyciu, miała dostęp do antykoncepcji lub lekarza, który zapisze jej pigułkę "dzień po", niż żeby potem miała usuwać ciążę - ripostowała Kądziela. Mówiła też, że od 30 lat, odkąd robi badania, nie spotkała się z "wciskaniem" antykoncepcji przez lekarzy.

- Niech się pani nie przyznaje do wieku - zażartował subtelnie prowadzący. Joanna Najfeld uświadomiła wszystkich, że "większość kobiet, które miały aborcję, stosowały antykoncepcję".

Widz zdążył się jeszcze dowiedzieć (od Najfeld), że pigułka powoduje cellulitis, nadmierne owłosienie i oziębłość seksualną; zdążył spojrzeć na plansze ostrzegające przed miażdżycą i nowotworami. Informacji o tym, że pigułka wieloskładnikowa zmniejsza ryzyko zachorowania np. na raka jajników jakoś na planszach nie było. Nie usłyszeliśmy, jak te rewelacje skomentowałby minister Twardowski, bo Pospieszalski przerwał mu w pół słowa: - O matko, program się właśnie skończył.

O matko, panie Janie, niech już lepiej pan się skupi na powtarzaniu, że pigułka to grzech, mniej z tego szkody niż z uprawiania w publicznej telewizji średniowiecznej medycyny.

"Warto rozmawiać", 21 października, TVP2, godz. 21:40

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    191 głosów