Piotr Pacewicz: Rozmawiamy na Wydziale Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego. Studiowaliśmy tu razem 30 parę lat temu. To samo ponure gmaszysko, te same obłożone dziurkowanymi płytkami korytarzyki, w których nie sposób się minąć. I nagle szok - aluminiowa winda! A czy coś się zmieniło dla studenta? Prof. Maria Lewicka: Dziesięć lat temu otworzyliśmy płatne
studia wieczorowe. Z zaocznych zrezygnowaliśmy, by nie produkować absolwentów drugiej kategorii. Wieczorowym dajemy dokładnie to samo co dziennym, zwłaszcza, że oni płacą. Zreformowaliśmy program, korzystając z wzorów zachodnich - ja przez 11 lat uczyłam w Norwegii.
Za naszych czasów była rozpiska zajęć dla każdego roku, sztywna siatka... ... którą robiła umowna pani Zosia z sekretariatu na kratkowanym papierze i może jedno-dwa zajęcia fakultatywne. Jako grupa inicjatywna (wtedy kilka osób, teraz jest nas więcej) postanowiliśmy, że każdy ze studentów ma sam kształtować swoją naukę.
Prof. Tytus Sosnowski: Został szkielet zajęć obowiązkowych, dwadzieścia kilka przedmiotów przez pięć lat studiów, głównie wykłady. Obudowane zajęciami do wyboru.
ML: Już w 1997 r. wprowadziliśmy komputerową rejestrację dla studentów. Wtedy - to była rewolucja.
Na lepsze zajęcia trudno się dostać? ML:
Tak, prowadzący dokonuje selekcji według znanych kryteriów... TS: ...np. średniej ocen.
A kursy niepopularne? ML: Są zamykane. Kolejna rewolucja to indywidualny tutoring studentów, od II roku.
Tutoring? TS: Tutor to taki opiekun, który akceptuje wybór zajęć dokonany przez studenta i prowadzi jego pracę roczną. Na II roku to praca teoretyczna, na III empiryczna, a na IV i V - magisterska. Od marca studenci - dzienni, i wieczorowi - zaczynają polować na tutorów.
ML: Zredukowaliśmy zasadniczo liczbę "siedzeniogodzin"
Oj, pamiętam tamte męki. ML: Nasi studenci mają ok. 16 godzin lekcyjnych tygodniowo. Tyle ile w Europie.
Za naszych czasów? ML: Było 30 godzin lub więcej.
W 2004 r. otworzyliśmy też...
TS: ...bez żadnego wsparcia zewnętrznego, to podkreślmy!...