W ciągu doby przez Jaronowice w Świętokrzyskiem przejeżdża 10 tys. samochodów. Dużo, bo wieś leży na ruchliwej trasie Kielce - Katowice. Przejście na drugą stronę drogi nie jest proste, bo co chwila przemyka jakiś tir.
Jedziemy i my, kilometr przed Jaronowicami w CB
radiu zaczyna się burza.
- Chłopie, co ty robisz. Uważaj, tu jest fotoradar! Tylko te sk... dobrze go ukryły - krzyczy przez
radio jeden z kierowców.
- Mobile, uwaga, stoi na czwartym słupku na 176. kilometrze. Taki dom z cegły. Na balkonie - instruuje drugi.
Kilka minut później. - Schowali go naprzeciwko domu sołtysa w takim żółtym domu bez balustrad, za kwiatkiem. Nie ściemniam. Sam sprawdzałem. Stanąłem tam na chwilę i widziałem, jak błysnął - chwali się inny kierowca.
Za chwilę ktoś inny pyta: - Hej, mobile [tak mówią na siebie użytkownicy CB-
radia], gdzie dziś ten cholerny fotoradar stoi?
- Na balkonie w domu sołtysa. Ale oni go też w ogródku wystawiają - pada odpowiedź.
Włącza się pani Karolina ze Śląska, jeździ tą trasą prawie codziennie: - Ja już straciłam cierpliwość. Oni go chowają na balkonach prywatnych domów, raz ukryli go podobno w starej przyczepie od ciągnika i tylko specjalnie dziurę wycięli, żeby fotografował. W ciągu dnia robi tysiąc zdjęć. Sama dostałam kilka mandatów, a jechałam 72 na godzinę. Po co oni to robią? Nie chodzi o bezpieczeństwo, ale trzaskanie pieniędzy. Słyszałam, że znowu przenieśli go na balkon sołtysa.
Trąbią, grożą, że spalą - Proszę państwa, my mamy już dość. Jaki fotoradar? Na jakim balkonie? My nawet balkonu nie mamy - mówi rozgoryczona Olga Pawłowska, sołtys Jaronowic. I opowiada, jak od kilku miesięcy szykanują ją kierowcy z całej Polski: - Zatrzymują się tu i wygrażają rękami. Kilka razy fotografowali mój dom. Trąbią o czwartej nad ranem, były dni, że cały dzień jechali i trąbili, jak na weselu. Znajomi opowiadali mi, że przez CB grożą, że dom mi spalą, że mi samej też coś zrobią. A jak w niedzielę jechałam busem, kierowca mówił do pasażerów, że 18 tirów się zmówiło i będą trąbić, i jest już umówione, że spalą dom. To jest horror. Ja mam trójkę dzieci i tysiące kierowców za wrogów.
Nie tylko sołtys czuje się zagrożona. Szykanowana jest cała wieś. - Przed domem sąsiada kierowca się zatrzymał, wysiadł i w świerkach w ogródku szukał tego fotoradaru, a u innego w pojemniku na śmieci szukali. Bo sąsiad wyrzucił tam jakąś zepsutą lampkę, zabawkę dziecka, kawałek wystawał z kosza i ci już wzięli to za fotoradar i sobie przekazywali przez CB. Zatrzymywali się nawet, robili zdjęcia - opowiada mąż pani sołtys.
Celem kierowców czują się też Marta i Ryszard Bożkiewiczowie. Wszystko przez antenę internetową, którą zamontowali na balkonie. - Kierowcy przystają i patrzą, myślą, że to radar. Nocami trąbią, syn budzi się w nocy wystraszony i płacze.
Pani Marta pracuje w sklepie: - Mówię tym kierowcom, że my nie mamy żadnego fotoradaru. A oni dalej, że pod "czwórką" [ czwartym słupkiem] jest fotoradar.
- A ostatnio jak drogą jechały rowerem dwie miejscowe Bogu ducha winne starsze panie, to jakiś tirowiec oblał je wodą - wyliczają mieszkańcy. - To wszystko jeszcze skończy się nieszczęściem.
Jawnie to była katastrofa Kim jest i gdzie się ukrywa sprawca całego zamieszkania?
Nazywa się Multanova 6 - czyli przenośny fotoradar, który od wiosny ściga piratów drogowych w Nagłowicach. Gmina wynajmuje go od prywatnej firmy.
- Prawdziwe cacko, jest wielokanałowy, robi zdjęcia z przodu i z tyłu - zachwala Marek Michnowski, szef gminnej straży w Nagłowicach.
Od razu zarzeka się, że straż nie ustawia fotoradaru na żadnym balkonie, w kwiatku czy w śmietniku.
- To totalna bzdura. My nie wchodzimy na prywatne posesje. Owszem, jest ustawiany w Jaronowicach, ale wyłącznie w pasie drogi - podkreśla komendant Michnowski.