Co o tym sądzisz? Napisz: listydogazety@gazeta.pl
Chwieje się plan ratowania zabagnionych finansów publicznych poprzez wyprzedaż państwowego majątku. Polski dług rośnie, w przyszłym roku groźnie się zbliży do 55 proc.
PKB. To ok. 740 mld zł, czyli po 19,5 tys. na obywatela.
Jeśli przebije tę granicę, rząd musi przygotować na 2012 r.
budżet, w którym wydatki będą miały pokrycie w dochodach. Jak? Tnąc wydatki i podnosząc podatki. Zgodnie z ustawą o finansach publicznych rząd musi zamrozić m.in. pensje w budżetówce, a rencistom i emerytom zrekompensować tylko wzrost inflacji.
Minister finansów Jacek Rostowski, ogłaszając przyszłoroczny deficyt ponad 52 mld zł, nie krył, że jedyną szansą uniknięcia tych konsekwencji jest wyciśnięcie z prywatyzacji w tym i przyszłym roku co najmniej 28,5 mld zł.
W tym roku minister skarbu Aleksander Grad dostał zadanie uzyskania 12 mld zł, w przyszłym 25 mld zł. Od tygodnia wiadomo, że to się nie uda. Niemiecki koncern RWE nie kupi energetycznej spółki Enea. A był jedynym chętnym. Transakcja miała przynieść 6-7 mld zł i zapewnić "wyrobienie planu".
Wczoraj minister Grad wyznał: - Nie ma już szans na to, by uzyskać w tym roku 12 mld zł z prywatyzacji.
Sprzedaż mniejszych firm i resztówek w bankach przyniosła do tej pory 4,2 mld zł. Prywatyzacja Giełdy Papierów Wartościowych (resort przesunął właśnie termin składania ofert na 6 listopada) może dać kolejny miliard. Wciąż za mało.
Inne duże prywatyzacje, np. spółek chemicznych Ciech, Azoty Tarnów, Azotów Kędzierzyn, raczej nie zakończą się w tym roku. A mniejsze, np. lokalne PKS-y, dadzą w najlepszym razie kilkadziesiąt milionów złotych. Ale nie miliardy.
W tym roku liczymy na około 11 mld zł z dywidend - mówi wiceminister skarbu
Czy zatem popłyniemy z finansami w nieznanym kierunku? Minister Rostowski i resort skarbu zapewniają, że nie. Pieniądze z prywatyzacji będą zastąpione "z naddatkiem" dywidendami od firm z udziałem państwa.
- Po ostatniej nowelizacji budżetu planowaliśmy 7,1 mld z dywidend. A teraz nasze możliwości to już około 11 mld zł - mówi "Gazecie" wiceminister skarbu Joanna Schmid.
Dotąd państwo zebrało od swoich spółek 3,5 mld zł. Ale niebawem nastąpi wysyp. Od
PZU skarb dostanie 3,5 mld zł. Z banku PKO BP, PGE, Taurona i ZA Puławy - ponad 1,7 mld. Do tego ponad 1,5 mld zł z kilkudziesięciu mniejszych spółek i z giełdy.
Resort zapewnia, że tegoroczne fiasko prywatyzacji nie zawali strategii na lata 2009-10. Po prostu więcej spółek sprzeda się w przyszłym roku. Jeszcze przed styczniem minister Grad zacznie drugie podejście do sprzedaży Enei. W 2010 r. zaoferuje mniejszościowe udziały w koncernach energetycznych Tauron i PGE oraz w KGHM i Lotosie. Do tego większościowe pakiety w Zakładach Azotowych Puławy i Police, kopalni węgla Bogdanka plus resztówki i kilkadziesiąt mniejszych spółek.
Czy ten ambitny plan jest realny? - Chyba tak, choć nie mieliśmy w historii takiej determinacji rządu - mówi "Gazecie" prof. Witold Orłowski, główny ekonomista PricewaterhouseCoopers. - Ale teraz rząd walczy, by nie przekroczyć 55-proc. progu zadłużenia. Warunki rynkowe powinny się polepszać, więc i wyceny prywatyzowanych spółek.
W 2010 r. dochody z dywidend mają być dużo niższe niż tegoroczne - 4,86 mld zł.