Rzecz wyszła na jaw przy okazji wprowadzenia nowych francuskich tablic rejestracyjnych. Od kwietnia pojawia się na nich nie tylko numer wskazujący departament (np. 75 to Paryż), lecz także jego symbol. Inaczej niż dotychczas właściciele mogą jednak wybrać dowolny departament, nie są przypisani do miejsca zamieszkania.
Szybko okazało się, że mieszkańcy Paryża wybierają inne numery niż paryskie. Liczba samochodów na paryskich numerach spadła o 60 proc.
Czyżby paryżanie wstydzili się tego, że są z Paryża? - zastanawia się
radio France Info. Zapytany o to rzecznik francuskiego MSW Gérard Gachet tłumaczy: - Mówi się, że paryżanie to mieszkańcy prowincji, którzy przenieśli się do stolicy. Bardzo możliwe, że wybierają numery departamentów, do których są przywiązani lub gdzie mają rodziny.
Niewykluczone jednak, że chodzi o to, by ukryć swe miejsce zamieszkania - bo paryżanie nie są we Francji lubiani. Do niedawna francuska stolica uważana była za absolutne centrum wszystkiego, od francuskiego biznesu po kulturę i kuchnię. Do dziś Francuzi dzielą kraj tylko na dwie części - Paryż i tzw. prowincję.
To sprawiło, że animozje między stolicą a ową "prowincją" są jeszcze większe niż w innych krajach. Paryżanie mogą się więc obawiać, że z numerem 75 na tablicy nie będą w innych regionach Francji mile widziani. "Jeżdżę z numerem 75 po Normandii. W ciągu sześciu miesięcy zbito mi lusterko, światło i podrapano drzwi" - skarży się jeden z internautów na internetowym forum
radia Europe 1.
"Paryżanie wszędzie wtykają nos. Gdzie nie pojadą, wszystko im się należy, uważają się za królów świata. Nic dziwnego, że nie są lubiani. Nawet turyści uznają ich za bardzo niesympatycznych" - odpowiedział mu inny.
Ogromny spadek rejestracji zanotowano też w departamencie Hauts-de-Seine pod Paryżem (nr 92), gdzie mieszkają najbogatsi ludzie w kraju i skąd pochodzi prezydent Nicolas Sarkozy.
Miejsce zamieszkania starają się także ukryć - zapewne z odwrotnych powodów - mieszkańcy imigranckich blokowisk pod Paryżem, czyli departamentu Seine-Saint-Denis. Często przekonują się bowiem, że zły adres utrudnia zdobycie pracy czy wynajęcie mieszkania w stolicy.
Wyjątkowo popularne wśród obcych okazały się departamenty obejmujące Lyon, Marsylię i Tuluzę. Wzrost liczby rejestrowanych samochodów odnotowano też w Bretanii i na Korsyce, gdzie silne są tendencje separatystyczne.
Wprowadzeniu nowych tablic rejestracyjnych towarzyszyły gorące debaty. Jeszcze do niedawna we Francji unikano jakiegokolwiek podkreślania odrębności regionalnych, bo miało to rzekomo zagrażać jedności Republiki. W imię tej zasady niektórzy chcieli w ogóle wykreślić z tablic numery departamentów, a już absolutnym oburzeniem napawało ich wprowadzenie symboli (pojawiają się one po prawej stronie tablicy, po numerze; przed numerem są natomiast europejskie gwiazdki i oczywiście litera "F").
Ostatecznie jako kompromis wprowadzono właśnie zasadę, że numery i symbole będą, ale Francuzi będą mogli wybierać, jaki departament chcą na swoich tablicach.