http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Pierwsza barka. M-2 na Wiśle

Grzegorz Sroczyński
2009-10-23, ostatnia aktualizacja 2009-10-24 18:40

spływ do Portu Żerańskiego. - Na Żeraniu mamy fajny, industrialny widok z okien - mówi Joanna
spływ do Portu Żerańskiego. - Na Żeraniu mamy fajny, industrialny widok z okien - mówi Joanna
Fot. Anna Bedyńska

Pływajcie pod obcą banderą, to wszyscy będziemy mieć problem z głowy


Fot. Anna Bedyńska
Fot. Anna Bedyńska
Fot. Anna Bedyńska Joanna (z lewej) w salonie z widokiem na most Świętokrzyski
Fot. Anna Bedyńska
Joanna (z lewej) w salonie z widokiem na most Świętokrzyski
Od dwóch miesięcy na 512. kilometrze Wisły w Warszawie dwoje młodych ludzi mieszka na barce. Barka jest luksusowa: skórzane kanapy w salonie, podłoga z jesionu, kuchnia i łazienka jak z pism wnętrzarskich. Prąd z własnego generatora lub turbiny wiatrowej, woda, gaz. Najbardziej luksusowy jest nocny widok z okna sypialni - podświetlony most Świętokrzyski.

Jest to jedyna pływająca barka-mieszkanie w Polsce. Ma 40 metrów kwadratowych i kosztowała jak mały apartament: 350 tysięcy. Tyle nie mieli. Banki, nie wiedząc, jak zakwalifikować taki kredyt, na wszelki wypadek odmawiały. Uratowali ich rodzice i ich bogata znajoma.

Zostawili dom w podwarszawskim Konstancinie (dzielony z rodzicami) i poranne korki na Wisłostradzie. Do pracy mają teraz dziesięć minut spacerem, bo zacumowali na wysokości centrum miasta. Joanna jest projektantką mody. Sebastian - architektem.

Urządzili parapetówkę. Znajomi wpadli w entuzjazm. Picie wina na tarasie (dachu barki) z widokiem na most, Wisłę i strzeliste wieże katedry św. Floriana było "zajebiste", "tantryczne", "oczyszczające" oraz "medytacyjne". Gratulowali: jesteście niesamowicie odważni, zazdrościmy.

Rano nikt nie poprosił o namiar do firmy, która barkę zbudowała, ani o szczegóły techniczne przedsięwzięcia. Po południu ktoś zadzwonił z troskliwym pytaniem: - A tak w ogóle to gdzie nocujecie, bo chyba nie na tym statku?

Wieczorem z ciekawości zajrzał stary bosman. Obiecał dokładne mapy Wisły, która jest rzeką "wyjątkowo złośliwą". Rzeczywiście, Sebastian już dwa razy wpłynął na kamienie, których - według map oficjalnych - nie powinno tam być. Raz nawet pospadały szklanki w kuchni, a barkę trzeba było ściągać specjalną wyciągarką. Od początku trwały korowody urzędowe. Żeby zwodować barkę, musieli zdobyć pozwolenia na przewiezienie jej przez miasto. Czekali trzy tygodnie.

W urzędzie miasta nikt nie wiedział, jak zakwalifikować obiekt o nazwie "barka mieszkalna". Czegoś takiego nie ma w przepisach, więc nie istnieje.

Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej każe im płacić 150 zł miesięcznie. Nie wiedzą, za co. Pomysłowy urzędnik w końcu radzi: zarejestrujcie barkę w jakimś innym kraju Unii, jak będziecie pływać pod obcą banderą, to wszyscy będziemy mieć problem z głowy.

Zamawiają paliwo, ale kierowca beczkowozu odmawia tankowania: barka musiałaby być zarejestrowana w urzędzie celnym jako jednostka komercyjna. I przejść specjalny przegląd (kosztuje kilkanaście tysięcy). Sebastian po ropę biega więc z kanistrem.

Płyną do pobliskiej przystani Warszawskiego Towarzystwa Wioślarskiego. Jest tam stanowisko do tankowania wody (barka ma zbiornik 1300 litrów, co starcza na kilka tygodni). Urzędnik krzywi się: A dlaczego u nas? - pyta.

- A dlaczego nie?

- Bo ta wasza barka to trochę dziwny pomysł. Nie możecie kupować wody gdzie indziej?

Nie mają gdzie cumować. W Warszawie na Wiśle nie ma ani jednego pomostu do cumowania. Jest Port Czerniakowski, ale nie da się do niego wpłynąć z powodu łachy piasku przy wejściu.

Wiedzą, że w Amsterdamie mieszkańcy 2500 barek (słownie: dwóch i pół tysiąca) zakładają wspólnoty mieszkaniowe. Miasto wzdłuż kanałów wystawiło im skrzynki z prądem i wodą.

W Londynie barki kupuje na spółkę kilka rodzin i wymieniają się (część tych barek produkowanych jest w Polsce przez firmę z Tomaszowa Mazowieckiego). Mieszkają rodziny z dziećmi, psami, kotami, na jednej nawet widzieli miejsce postojowe dla auta.

Sebastian zapytał urzędników, czy nie warto zrobić małych przystani w kilku fajnych miejscach na Wiśle. - Nie da się - usłyszał - bo Wisła ciągle zmienia poziom.

- Wszędzie na świecie się da, tylko u nas - nie! - wścieka się Sebastian. - Są przecież sposoby, żeby to zrobić niezależnie od zmian poziomu rzeki.

Na dwa miesiące przycumowali do nieruchomej platformy stowarzyszenia STEP. Tydzień temu przepłynęli do Portu Żerańskiego.

Czasem myślą o domu w Konstancinie. Albo o mieszkaniu na 16. piętrze z pięknym widokiem na Warszawę, którego w zeszłym roku nie kupili. Albo o fantastycznym kilkusetmetrowym strychu, który miasto wystawiło na przetarg.

Wybrali barkę: 40 metrów (salon z kuchnią, sypialnia, łazienka i mnóstwo szaf). Więcej nie można, bo Sebastian musiałby mieć patent starszego sternika. Po zimie chcą zmienić widok za oknem, popłyną do Paryża. Myślą, żeby tam zostać.

- Ludzie są zbyt przewidywalni - mówi Joanna. - Jak już mają trochę kasy, to kupują samochód, najlepiej volkswagena, albo mieszkanie, najlepiej na Ursynowie, blisko metra. Chcieliśmy zrobić w życiu coś szalonego. Jak nie teraz, to kiedy?

Źródło: Duży Format
  • 4
  • 1
  • 91 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    147 głosów

Droższe papierosy = mniej palaczy

Podniesienie akcyzy na papierosy zwiększy wpływy do budżetu państwa i uratuje życie 7 proc. Polaków - twierdzi w najnowszym raporcie Światowa Organizacja Zdrowia

Prosty scenariusz z nieoczekiwaną puentą

Fakt, panie władzo, wystąpiłam w filmie porno, w trójkąciku. On jeden i nas dwie. Fakt, dostałam za to 1200 zł, ale liczyłam na dyskrecję! A teraz, fakt, dostałam SMS. Mam zapłacić 500 zł, bo inaczej wpuszczą film do sieci. No jak tak można?!