http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Lech Kaczyński, prawnicy i jednoręcy bandyci

AGKO, wyborcza.pl, PAP
2009-10-21, ostatnia aktualizacja 2009-10-21 15:02

Sopocka kancelaria prawna, z którą w latach 1995-1998 współpracował Lech Kaczyński, reprezentowała wtedy jednego z potentatów na rynku hazardu - pisze tygodnik Polityka. I sugeruje, że może to być powodem niechęci PiS, by sejmowa komisja śledcza badała lata wstecz. Kancelaria Prezydenta odpowiada: To poważne nadużycie, bez oparcia w faktach

Lech Kaczyński
Lech Kaczyński Fot. Wojciech Olkuśnik / AG
Lech Kaczyński
Klientem sopockiej kancelarii była trójmiejska firma Maxi Fun Group Poland, na rynku znana głównie z automatów do gier hazardowych. - Sopocka kancelaria, która jest znana z bliskich związków z prezydentem, reprezentowała interesy biznesu automatowego w od 1997 r. A więc w czasach, gdy opinie prawne pisał dla niej Lech Kaczyński. Przypominanie tych faktów przed kamerami w trakcie obrad komisji śledczej byłoby dla PiS-u co najmniej niewygodne. Interesy właściciela "jednorękich bandytów" reprezentowali: adwokat Andrzej Zwara (dziś patron aplikacji adwokackiej córki prezydenta Kaczyńskiego - Marty) i radca prawny Marek Głuchowski (za rządów PiS dzięki poparciu Kaczyńskiego został szefem rady nadzorczej państwowego banku PKO BP, był wówczas uważany za nieformalnego doradcę prezydenta w sprawach ekonomicznych) - czytamy w "Polityce".

Tygodnik podaje, że firma MFGP wynajęła sopocką kancelarię, by ta pilnowała na polskim rynku jej interesów i tego, by właściciel spółki nie stanął przed sądem za nielegalną działalność hazardową. Zaczęła się korespondencja z ministerstwem finansów, by to uznało, że gry prowadzone na automatach MFGP nie są grami losowymi. Tak się stało w marcu 1998 roku. A to spowodowało, że ówczesna Prokuratura Wojewódzka w Gdańsku umorzyła prowadzone w tym czasie postępowanie w sprawie Maxi Fun Group Poland. Nie można było już jej ścigać za nielegalne prowadzenie gier hazardowych - wyjaśnia "Polityka".

Jednak sprawa nie skończyła się. Firma MFGP chciała jeszcze więcej. I znów zaczęła się korespondencja między sopocką kancelarią a ministerstwem finansów. O tym, że spółka wprowadza na rynek dwa nowe modele automatów, które również nie mogą być uznane za losowe, a przez to nie podlegają przepisom o grach hazardowych. Tym razem kancelaria i firma MFGP miały mniej szczęścia. Tygodnik podaje, że po serii ich publikacji o "o podejrzanej przychylności niektórych urzędników Ministerstwa Finansów w stosunku do branży jednorękich bandytów, ówczesny szef resortu - Leszek Balcerowicz zarządził wewnętrzną kontrolę." W listopadzie 1998 roku automaty MFGP zostały uznane za losowe, co firma bezskutecznie zaskarżyła do Naczelnego Sądu Administracyjnego.

Na środową publikację "polityki" od razu zareagowała Kancelaria Prezydenta. W specjalnym oświadczeniu napisano: "Lech Kaczyński w latach 1996-98 przygotował dla tej kancelarii, prowadzonej przez pracowników naukowych Uniwersytetu Gdańskiego, w ramach jednorazowych zleceń, około dziesięciu opinii prawnych z zakresu prawa pracy. Był to okres, gdy pracował jako wykładowca na Uniwersytecie Gdańskim i nie zajmował się czynnie polityką. Próba łączenia osoby Lecha Kaczyńskiego z opisywaną przez tygodnik działalnością kancelarii, której nigdy nie był ani współwłaścicielem, ani nawet pracownikiem, jest poważnym nadużyciem i nie znajduje żadnego oparcia w faktach. Jest też próbą odwrócenia uwagi od afery hazardowej i osób w nią zamieszanych" - czytamy w komunikacie.

- Równie dobrze można by zarzucić komuś, kto przechodził kiedyś obok banku, a kilka dni wcześniej dokonano by tam napadu, że ma związki z rabusiami. To jest taka logika i to jest żenujące - stwierdził Władysław Stasiak, szef Kancelarii Prezydenta. - To jest wręcz żenujące i śmieszne, że ze sprawy wykonania kilku opinii próbuje się budować całą hipotezę, całą historię odwrócenia uwagi od afery hazardowej. To jest rzecz niebywała - ocenił.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    32 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':