Żaneta już zamknęła kasę, rozliczyła się z pieniędzy i właśnie miała wychodzić do domu. Ale kierowniczka woła ją na zaplecze.
- Dopuściła się pani dwóch uchybień: żucie gumy i brak uśmiechu dla klienta. Na pewno pani go pamięta.
- Co pani mówi, dla wszystkich jestem miła... - Żaneta nie dowierza własnym uszom.
- Wszystko jest nagrane. Proszę tu podpisać - kierowniczka podsuwa kartkę.
Jak mam kolejkę, to do toalety nie idę
- Tak wyglądało moje pierwsze spotkanie z kierowniczką, od kiedy zaczęli nas nagrywać - opowiada Żaneta, czterdziestoletnia, tleniona blondynka. Pracuje w jednym z hipermarketów Real w północnej Polsce. Przy kasie od 12 lat.
- Kto was obserwuje?
- Szefostwo działu kas i ich asystenci. To ci ludzie, których wzywamy, gdy trzeba anulować transakcję. Jesteśmy zależne od ich humorów. Ciągle mają pretensje: a to, że krzywo patrzysz na klienta, albo, że nie patrzysz w oczy.
Żaneta miała pierwszą "kontrolę ponagraniową" w połowie września. Do dziś nie wie, czy za brak uśmiechu i żucie gumy zostanie ukarana. - Okaże się przy wypłacie.
Teresa, starsza i bardziej doświadczona kasjerka, pierwszą kontrolę przeszła śpiewająco. - Nie wiedziałam, o co chodzi, gdy przyszła kierowniczka z tym raportem - opowiada. - Niby to ankieta, niby taka notatka służbowa. Pytania i krótkie odpowiedzi: czy się uśmiecha? Czy mówi "dzień dobry"? Jak się zachowuje w stosunku do klienta? Mnie nic zarzucić nie mogli. Kłaniam się i uśmiecham do każdego. Lubię swoją pracę, całe serce w nią wkładam. W Wielki Czwartek przez dziewięć godzin nie poszłam do toalety.
Teresa w Realu dorabia do emerytury. Wie, że monitoring widzi wszystko. - Kiedyś mnie wpuścili tam na górę, żebym zobaczyła, jak to wygląda. Na ekranie można obejrzeć nawet to, co notujemy w zeszycie, nawet najmniejsze literki. Okropnie jest myśleć, że ktoś mnie tak podgląda, nawet gdy przy kasie kolejki nie mam. Największy problemem, że nie dostałam kopii tego raportu z podglądania. Tam jest dużo wolnego miejsca, nie wszystkie rubryki zapisane. W każdym momencie mogą coś dopisać i niewygodnego pracownika zwolnić.
- Nie poprosiła pani o kopię?
- Co ja mam wychodzić przed szereg i pyskować? W kolejce do mojej kasy czeka ogonek chętnych, dużo młodszych. Ale jak przyjdą do mnie, żebym zrobiła "test wózkowy" koleżance, na pewno się nie zgodzę.
Playstation w klockach lego
"Testów wózkowych" w Realu boi się każda kasjerka. Zadanie jest niby proste - musi złapać złodzieja. Dotąd testy najczęściej wykonywali pracownicy ochrony. Teraz to również zadanie dla kasjerek. Jak wygląda taki test? Na przykład do pudełka od suszarki za 22,90 zł wkłada się suszarkę o 100 zł droższą. Kasjerka ma obowiązek zajrzenia do środka i oszustwo wykryć.
- Z suszarką to jeszcze łatwo - mówi Kasia, 27-latka, pracująca przy kasie od roku. - Gorzej, gdy do opakowania z klockami lego wciskają na przykład playstation. Jak to wykryć?
Kasia jeszcze "testu wózkowego" nie miała. - Każdego dnia boję się, że to właśnie teraz mnie testują. Ja tam koleżance takiego świństwa bym nie zrobiła.
Teresa już oblała "test wózkowy". - Przyszła do mnie koleżanka z kasy, pewnie czterdzieści lat młodsza ode mnie, taka spokojniutka, ułożona dziewczynka, uśmiechnięta. I wkopała mnie - opowiada emerytka. Do pudełka z kremem pod oczy włożyła krem o 20 zł droższy.
- U nas każdy każdego się już się boi - mówi Żaneta. - Asystenci donoszą na nas do kierowników, inne kasjerki donoszą nawzajem na siebie do asystentów. Nie można nikomu ufać. Nawet najlepsza koleżanka na polecenie służbowe może ci wbić nóż w plecy.
Kasia już szuka sobie innej pracy. - To ponad moje nerwy - mówi.- Jedna z koleżanek kiedyś pracowała na kasie, była dzień po pogrzebie ojca. Obsługiwała klientów grzecznie, ale sucho, nie wdawała się w pogawędki, nie uśmiechała. Wylądowała na dywaniku. Zarzut? Że na kasie nic nie robi poza pik-pik.
Źródło: Gazeta Wyborcza