To zaskakuje w sondażu "Gazety". Większość studentów uczelni prywatnych (71 proc.) nie chce wprowadzenia opłat za
studia na uczelniach państwowych. To niewiele mniej niż ich koledzy ze szkół publicznych (92 proc.).
- Widać, że mit bezpłatnego studiowania jest w uczelnianym środowisku głęboko zakorzeniony - komentuje prof. Edmund Wnuk-Lipiński, socjolog, rektor Collegium Civitas.
Jego zdaniem studenci uczelni prywatnych prawdopodobnie chcieliby zatrzymać - na wszelki wypadek - możliwość bezpłatnego studiowania. - Jakby na zapas. Ale i tak to nastawienie mnie dziwi. Przecież aktualny system jest niesprawiedliwy właśnie dla nich - uważa profesor.
Za to studenci prywatnych uczelni słabiej niż ci ze szkół publicznych tolerują darmowe studiowanie wielu kierunków naraz. Chociaż i tak aż 67 proc. jest przeciwne wprowadzeniu takich opłat.
A wykładowcy? Ci z prywatnych uczelni częściej (28 proc.) niż ich koledzy ze szkół publicznych (19 proc.) opowiadają się za wprowadzeniem płatnych studiów. Ale i tak stanowią mniejszość.
- Nie znam żadnego wykładowcy, który by uważał, że czesne byłoby złe - przyznaje prof. Jerzy Błażejowski, szef Rady Głównej Szkolnictwa Wyższego. - Te wyniki to sygnał, jak trudno opłaty będzie wprowadzić w życie.
W Polsce działa 460 uczelni, z tego 328 to uczelnie prywatne, a tylko 132 uczelnie publiczne oferują studia dzienne bez czesnego. Teraz za naukę płaci prawie 60 proc. studiujących - ci ze szkół prywatnych oraz studenci zaoczni i wieczorowi. To argument, dla którego rektorzy z Konferencji Rektorów Akademickich Szkół wyższych postulują wprowadzenie powszechnego obowiązku opłat za studia.