Projekt ustawy o powołaniu komisji zaprezentował wczoraj przewodniczący klubu rządzącej partii Grzegorz Schetyna, do niedawna wicepremier i szef MSWiA.
Schetyna przypomniał komisję Rywina, którą za rządów
SLD kierował koalicyjny wicemarszałek Tomasz Nałęcz (był w Unii Pracy). Nie podając nazwiska kandydata, powiedział, że będzie to przewodniczący "na miarę Nałęcza". To sugestia, że Platforma chce, by na czele komisji stanął ludowiec.
PSL mówi "nie" Ale ludowcy powiedzieli "nie". - To nie nasza wojna, to wojna PO z PiS, nie damy się w to wciągnąć - mówi nam jeden z liderów PSL. Dlatego szef komisji będzie pewnie z Platformy.
Według projektu PO chce, by komisja zbadała prace na tzw. ustawą hazardową w okresie rządów SLD (od 2003 r.), poprzez rządy PiS (2005-07), do października tego roku. Wtedy ujawniono podsłuchy CBA, z których wynikało, że czołowi politycy Platformy - Zbigniew Chlebowski i
Mirosław Drzewiecki - kontaktowali się z biznesmenami branży hazardowej. Na skutek tych kontaktów do prac nad ustawą próbowano wprowadzić korzystne dla tej branży zmiany. Chodziło o rezygnację rządu z dopłat od wygranych na automatach.
Platforma chce, aby komisja śledcza liczyła siedem osób: trzy z PO, dwie z PiS, po jednej z lewicy i PSL.
Zakończą do lutego? PSL poparło projekt PO. Według źródeł "Gazety" koalicjanci ustalili, że komisja ma zakończyć prace do lutego przyszłego roku. To ważne. Byłaby to pierwsza komisja śledcza z tak ograniczonym czasem pracy.
Oficjalnie Platforma motywuje to chęcią przyspieszenia i zdyscyplinowania prac. Ale wiadomo, że chodzi też o to, by działalność komisji nie nałożyła się na przyszłoroczne wybory prezydenckie i nie dała opozycji amunicji do ataku na premiera Donalda Tuska, który najpewniej w nich wystartuje.
Dlaczego PO chce, by komisja zbadała lobbing wokół ustawy od 2003 r.? Sebastian Karpiniuk (PO), współtwórca projektu, przypomina, że za czasów rządów PiS branża hazardowa też "chodziła wokół ustawy". I to skutecznie.
Jak pisała "Gazeta", w maju 2007 r. resort finansów zaproponował zmianę w ustawie o grach. Też chodziło o wprowadzenie 10-proc. dopłat od kasyn i automatów. Ale po sześciu dniach projekt wyszedł z rządu znacznie okrojony - została wyłącznie propozycja podwyżki zryczałtowanego podatku, który płacą właściciele automatów do
gry.
"Puls Biznesu" napisał wówczas, że to Przemysław Gosiewski (PiS) był głównym rozgrywającym przy tej ustawie. W kancelarii premiera to do niego trafiały wszystkie projekty ustaw.
Gosiewski tłumaczy dzisiaj, że tylko koordynował działalność ministerstw, i grozi procesem wszystkim, którzy oskarżą go o uleganie lobbystom przy ustawie hazardowej.
- Ale fakty są takie, że rząd PiS uległ lobbingowi - twierdzi Karpiniuk.
Portret przewodniczącego Według naszych rozmówców z PO kandydat na przewodniczącego komisji już jest. Nie udało nam się poznać jego nazwiska.
- Ma naturę rozjemcy, certyfikat dostępu do tajnych materiałów i pełnił już stanowiska państwowe - usłyszeliśmy od jednego z polityków Platformy.
Najlepiej do tego portretu pasuje Marek Biernacki, szef MSWiA w czasach rządów AWS. Ale ten zdecydowanie zaprzecza:- Kieruję pracami komisji Olewnika i chcę tę pracę zakończyć.
Te warunki spełniają też Schetyna, Paweł Graś (minister w kancelarii premiera), Sławomir Nowak (szef kancelarii) Rafał Grupiński (szef doradców premiera) i Andrzej Czuma (były minister sprawiedliwości), ale ich kandydatury nie wchodzą w grę, bo komisja zajmie się m.in. rolą instytucji, w których pracowali, lub też wprost nimi samymi (Schetyna, Czuma).
Jest jeszcze Konstanty Miodowicz - ma certyfikat i pełnił państwowe funkcje. Ale jego osoba byłaby nie do zaakceptowania przez lewicę, która utożsamia go z prowokacją przeciwko Włodzimierzowi Cimoszewiczowi w wyborach prezydenckich 2005 r.
Zresztą sam Miodowicz powiedział nam, że nie zgodziłby się, bo "nie wierzy w sens komisji śledczych".
Z PiS Kempa i Wassermann? To pokaz siły ze strony PO - komentuje projekt Platformy rzecznik PiS Mariusz Błaszczak. - Premier mówił, że chce wyjaśnić sprawę, ale słowa Grzegorza Schetyny przeczą tym zapowiedziom. Jeśli szef komisji będzie z Platformy, komisja nic nie wyjaśni. Oni nie mają posła, którego byłoby stać na własne zdanie. To zakończyłoby jego karierę w PO - mówi "Gazecie".
Krytykuje zapowiedź, że komisja zbada również czasy rządów PiS: - Nie mamy nic do ukrycia. Ale to znaczy, że na wyjaśnienie afery hazardowej PO zabraknie czasu.
PiS wie, że ma w komisji mniejszość. Jedynym ratunkiem jest więc odpowiednie nagłaśnianie interesujących PiS wątków. To oznacza, że do komisji powinien trafić ktoś, kto dobrze radzi sobie w mediach i umie sobie zjednać opinię publiczną.
Błaszczak nie chce zdradzić, kto to będzie: - Zaczęłaby się dyskusja na temat tego, czy nasi kandydaci są kontrowersyjni, czy nie, a nie o meritum sprawy. Mogę tylko powiedzieć, że nasz kandydat nie da się sprowokować Platformie i skupi uwagę opinii publicznej na sprawie, a nie na swojej osobie.
Nieoficjalnie politycy PiS wymieniają dwa nazwiska. To była wiceminister sprawiedliwości Beata Kempa (dziś w komisji ds. śmierci Barbary Blidy) i były minister koordynator służb specjalnych
Zbigniew Wassermann. - To dobry tandem. Ona jest dobra pod względem prawnym, on jako były prokurator wie, jak się przesłuchuje. To ważne, bo bez doświadczenia pewne rzeczy mogą umknąć - mówi nam jeden z posłów PiS.