Oszkár Molnár, poseł konserwatywnego Fideszu i burmistrz ponad 10-tys. miasta Edelény, opowiadał te i inne antysemickie brednie rok temu na antenie jednej z lokalnych telewizji. Sprawa została nagłośniona niedawno i na Węgrzech wybuchła burza. Molnár to znany ksenofob, który we wrześniu przekonywał, że Cyganki w ciąży biorą specjalne leki, by wywołać choroby u swoich dzieci i dostawać wyższe zasiłki.
Mimo oburzenia mediów i organizacji żydowskich Fidesz nie pozbył się Molnára. Cyganki, które pomówił, wytoczyły mu proces, ale na nic zdała się próba pozbawienia go immunitetu - w głosowaniu w miniony poniedziałek posłowie prawicy i chadecji wstrzymali się od głosu, co wystarczyło, by poseł pozostał nietykalny.
Viktor Orbán, przywódca Fideszu, b. premier i kandydat opozycji na szefa rządu, odciął się od słów Molnára, ale zamiast go wyrzucić, powiedział tylko, że "poseł musi ostrożniej dobierać słowa".
- Przed wyborami, które zapewne będą w kwietniu 2010 r., Orbán musi grać na różnych fortepianach, także na tych słuchanych przez skrajną prawicę - tłumaczy "Gazecie" socjalistyczny deputowany Gabor Hars. - A na Węgrzech nastąpił poważny wzrost nastrojów antyromskich i antysemickich.
Zdaniem Harsa antysemityzm rośnie w siłę m.in. dlatego, że przedłuża się
kryzys gospodarczy, który na Węgrzech zaczął się znacznie wcześniej niż na świecie, a lewica rządzi nieudolnie, co kompromituje politykę głównego nurtu. Węgrzy, którzy - jak pokazują międzynarodowe badania - są największymi pesymistami w Europie, mają coraz większą skłonność do obwiniania za wszystko co złe, "obcych" - głównie Romów i Żydów.
Jak przekonuje prof. Andras Kovacs z Uniwersytetu Środkowoeuropejskiego w Budapeszcie, poziom antysemityzmu w społeczeństwie wzrasta przed każdymi wyborami, by po wyborach opaść znów do stabilnego poziomu ok. 10 proc. Te kilkanaście procent to zapewne potencjalny elektorat skrajnie prawicowego i rasistowskiego Jobbiku.
Zdaniem analityków Orbán boi się, iż wyrzucony Molnár przeszedłby natychmiast do Jobbiku, który przyjąłby go z otwartymi rękami. Tym samym Fidesz straciłby jedno miejsce w przyszłym parlamencie i być może kilka procent głosów.
Na Fidesz chce głosować trzy razy więcej ludzi niż na socjalistów, a socjalistom depcze po piętach Jobbik prowadzący kampanię właśnie pod hasłem "
Węgry dla Węgrów". - To straszne, ale mamy ledwie 3-4 proc. zwolenników mniej niż socjaliści - mówi nam Hars.
Orbán, który już nie raz grał na nacjonalistycznych nastrojach, by wygrać wybory, tym razem stąpa po cienkiej linii. Przeciwnicy oskarżają go o nacjonalistyczny populizm i igranie z demonami przeszłości. Kilka lat temu poparł Niemców i Austriaków nakłaniających Czechów i Słowaków do anulowania dekretów Benesza (na ich mocy wysiedlono z Sudetów Niemców po II wojnie światowej). Trzymanie w szeregach partii antysemitów może mu pomóc w wyborach, ale zaszkodzi w oczach Europy.