http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Agent Tomek, ach co to był za typ!

Agnieszka Kublik, w
2009-10-20, ostatnia aktualizacja 2009-10-20 17:07

Super agent czy kiczowaty playboy? Profesjonalny tajniak czy żenujący uwodziciel? Propaństwowiec czy zwykły lowelas? Według b. szefa CBA Mariusza Kamińskiego Tomek to "niezwykle doświadczony funkcjonariusz państwa polskiego". Jego ofiary wspominają go jak najgorzej, np. że "ciągle rzygał w miejscach publicznych".

Jako pierwszy agenta Tomka opisał w "Gazecie Wyborczej" Wojciech Czuchnowski. Nazwał go "agentem na elity", bo Tomek (operacyjne nazwisko "Małecki") wkręcił się w elity polityczne, kulturalne i biznesowe. Tu polował na swoje ofiary.

Czuchnowski: zawsze lubił szpan

Ubrania od Armaniego i Prady, dodatki Dolce & Gabbana, mokasyny, wybielone lśniące zęby, porsche cayenne, porsche carrera i motocykl harley. Mieszkanie w apartamentowcu i portfel ostentacyjnie wypchany gotówką i kartami kredytowymi.

Dla swoich ofiar miał wyglądać jak bogaty biznesmen, który szuka w Polsce okazji, by dobrze zainwestować nieograniczoną gotówkę.

Rozpracowywał m.in. posłankę PO Beatę Sawicką, telewizyjną gwiazdę i bizneswoman Weronikę Marczuk-Pazurę, prowadził operację mającą wykazać, że Jolanta i Aleksander Kwaśniewscy kupili w Kazimierzu dom na podstawioną osobę.

Zanim w 2006 r. Tomek trafił do CBA, był funkcjonariuszem wrocławskiego CBŚ. "Gazeta" pisała: Dla przyjaciół "Kola". Ma 33 lata. W młodości z sukcesami trenował pływanie. Pracę w policji zaczynał od patrolowania ulic. Potem awansował do sekcji wywiadowczej i oddziałów antyterrorystycznych. W CBŚ działał w sekcji zwalczającej mafię samochodową. Już wtedy zdradzał talent aktorski. Policjanci "samochodówki" dla lepszej infiltracji środowiska złodziei sami wyglądali jak oni: markowe ciuchy, skórzane kurtki, firmowe dresy, złote łańcuchy i drogie auta służbowe. Odwiedzali nocne kluby, agencje towarzyskie, luksusowe restauracje. - "Kola" świetnie się do tego nadawał. Wszedł w rolę momentalnie i widać było, że lubi ten szpan - wspomina wrocławski policjant.

Sawicka: mówił, że jestem lekiem na całe zło

Była posłanka PO Beata Sawicka to pierwsza znana ofiara Tomka, który wtedy występował pod operacyjnym nazwiskiem "Piotrowski". Przed wyborami parlamentarnymi w 2007 r. została złapana na gorącym uczynku przyjęcia łapówki właśnie od niego.

Bogdan Wróblewski w "Gazecie Wyborczej" tak relacjonował zeznania Sawickiej przed sądem: - Opowieść zaczyna od kursu dla kandydatów na członków rad nadzorczych, na który w styczniu 2007 r. zapisała się z grupą posłów. Zapisał się też "Tomasz Piotrowski", młody przedsiębiorca. - Był młodszy ode mnie, ładnie, gustownie się ubierał, miał sportowego mercedesa z białym wyposażeniem, duże pieniądze w portfelu, zawsze przyjemnie pachniał, miał wybielone zęby, złotą biżuterię, długie kręcone włosy - opisywała Sawicka. Opowiadała o spotkaniach w restauracjach: - Tak się składało, że Tomasz zawsze siadał obok mnie.

O wypadach na tańce do warszawskich klubów: - Wiedział, że lubię tańczyć, mówił, że jest po kursie salsy.

Kurs dla kandydatów na członków rad nadzorczych skończył się na początku marca 2007 r., ale Tomasz kontynuował znajomość. Na wieczorku w klubie Dekada, jak mówiła była posłanka, "przekroczył barierę intymności. Mówił, jak bardzo mu się podobam, jak bardzo podobają mu się moje kręcone włosy, obsypywał mnie pocałunkami, zaszumiało mi w głowie". Dodała, co mówił Tomasz: "że niewiele mu mogą zaoferować młode kobiety, że imponują mu takie jak ona, z pozycją, że najważniejszy jest dla niego sukces". Dawał jej kwiaty owinięte sznurem pereł.

W kwietniu 2007 r. Tomasz zmienia emploi: - Pytałam, w czym mogę pomóc, Tomasz odpowiadał: - Wystarczy, że jesteś, jesteś lekiem na całe zło.

Marczuk-Pazura: robił do mnie maślane oczy

Marczuk-Pazura, bizneswoman i gwiazda TVN, została zatrzymana we wrześniu tego roku po wręczeniu jej 100 tys. zł łapówki przez... agenta "Tomka Małeckiego". Miała to być pierwsza rata łapówki za pomoc przy prywatyzacji państwowych Wydawnictw Naukowo-Technicznych. Do tej operacji CBA powołało fikcyjną firmę o nazwie "Estate Management Poland". Tomek ze swoim wspólnikiem o imieniu "Staszek" złożyli w imieniu tej firmy aplikację prywatyzacyjną do Ministerstwa Skarbu.

"Gazeta" opisywała, jak Tomek poznał Marczuk-Pazurę: - To było dwa lata temu w krakowskiej restauracji. Przedstawił się jako biznesmen, który w Polsce i na Ukrainie (skąd pochodzi Pazura) szuka okazji do inwestycji, bo ma dużo "wolnych pieniędzy". Kancelaria radcowska, którą prowadziła Pazura, miała mu pomagać w interesach. Dzięki niej "Tomek" nawiązywał znajomości, m.in. na zawodach tenisowych Porsche Open i w Fundacji Towarzystwa Przyjaciół Ukrainy (działa w niej polityk SLD Jacek Piechota, którego też rozpracowuje CBA). Agent zabiegał też o kontakt z fundacją Art Sport organizującą mecze aktorów z politykami.

Jesienią 2008 r. towarzyszył Marczuk-Pazurze i ekipie TVN w podróży do Kijowa w związku z ukraińską edycją programu "You Can Dance". Poznanym osobom rozdawał zaproszenia na "You Can Dance" czy "Taniec z gwiazdami" - jako znak swoich wpływów w światku telewizyjnym.

Marczuk-Pazura we wtorek opowiadała o nim w TVN: Zapraszał mnie do drogich restauracji, zawsze płacił. Sprawiał wrażenie, że ma mnóstwo pieniędzy i nie wie, jak je wydać. Zawsze był uśmiechnięty, miał szczere oczy, mówił, że nie bardzo się orientuje w polskiej rzeczywistości, że jest sierotą, że wychowywała go ciotka, nie zaznał ciepła domu rodzinnego.

Marczuk-Pazura przyznała, że zdobył jej zaufanie, że bardzo próbował ją uwieść, robił do niej maślane oczy, ale mu się nie udało.

Jan J: ciągle i wszędzie rzygał, było mi wstyd

Znajomość z Marczuk-Pazurą uwiarygodniła Tomka w oczach Jana J., administratora domu w Kazimierzu. Tomek wynajął mieszkanie w tym samym co on budynku. Przedstawiał się jako sierota, którego wychowywała ciotka, i który za granicą zdobył majątek. Z rodziną Jana J. spędził święta wielkanocne, zaprzyjaźnił się z jego narzeczoną i matką. Dom w Kazimierzu, do którego zawiózł go administrator, miał być dla Tomka wymarzonym gniazdem rodzinnym, którego nigdy nie miał. Powtarzał, że chciałby wreszcie poznać "Olka", czyli Aleksandra Kwaśniewskiego, a po transakcji "napić się z Olkiem wódki".

A naprawdę chodziło o to, że CBA podejrzewało, że Kwaśniewscy kupili dom przez podstawione osoby. Tomek miał to udowodnić.

Jan J. wystąpił w poniedziałek w TVN. Opowiadał o Tomku: człowiek kompletnie bez skrupułów, bez sumienia, karierowicz. Dużo pił. - On dużo wymiotował, wymiotował praktycznie zawsze jak pił, na podłogę, na swoje buty, w klubie, na ulicy rano, ludzie go omijali, było mi okropnie wstyd. Potem żartowaliśmy, że to był "rzygający agent". Próbował mi zaimponować np. harleyem. Szybko się zorientował, że to na mnie nie działa, więc zaczął wzbudzać litość, że jest sierotą, że mu dawno zmarli rodzice. Miał dwa porsche, terenowe i sportowe. Nie najlepiej jeździł, raz puknął inny samochód w tylny zderzak, innym razem urwał drzwi boczne, w ogóle się tym nie przejmował, mówił, że jest ubezpieczony, wydawało mi się to podejrzane, bo każdy na porsche dmucha i chucha.

W klubach wydawał ogromne ilości pieniędzy, zawsze miał gotówkę, np. w klubie pod Warszawą wydał 2 tys. zł, w tym 800 zł poszło na napiwki dla personelu.

W rozmowie z "Gazetą" Jan J. opowiadał, że Tomek nie zawsze miał wyczucie dobrego stylu: - Lubił złote łańcuchy, na szyi i na nadgarstku. Jak pierwszy raz wychodziliśmy do klubu, powiedziałem mu: "Tomek nie obraź się, ale tu jest Warszawa, tu się tego nie nosi" i kajdany zostawił w domu.

Stokłosa: mecenas sztuki

Janusz Stokłosa, kompozytor z teatru Buffo opowiadał w TVN, że Tomek (tu również występujący jako "Małecki") za 2 tys. zł wykupił fotel w teatrze. Na fotelu, z tyłu przybito tabliczkę: "Tomasz Małecki, mecenas sztuki". Razem z nim fotel wykupił kolega przedstawiający się jako "Nowicki". Stokłosa deklaruje, że chętnie zwróci pieniądze "uprawnionemu przedstawicielowi CBA".

Kompozytor sam stał się ofiarą akcji Biura. Niedawno został zatrzymany w dużej sprawie korupcji przy wydawaniu licencji na latanie samolotami. Część kursantów miało płacić łapówki za zdanie skomplikowanego egzaminu teoretycznego.

Mariusz Kamiński: niezwykle doświadczony funkcjonariusz państwa polskiego

Oto, co o Tomku mówi w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej" jego były przełożony Mariusz Kamiński: - Funkcjonariusze działający pod przykryciem stanowią elitę funkcjonariuszy operacyjnych. Aby skuteczne i wiarygodnie funkcjonować w danym środowisku, muszą stanowić niejako lustro tego środowiska. Oznacza to, że muszą uzewnętrzniać te "wartości", które są kultywowane w danym środowisku. Atrybuty, jakich używają: ubrania, samochody, styl bycia itd., nie są przejawem ich ekstrawagancji, ale mają przekonać dane środowisko, że ma do czynienia z jednym ze swoich. Ostatnio głośno jest o funkcjonariuszu CBA używającym nieprawdziwego imienia i nazwiska Tomasz Piotrowski. Wokół jego osoby pojawia się mnóstwo pomówień i podłych insynuacji. W rzeczywistości mamy do czynienia z niezwykle doświadczonym funkcjonariuszem państwa polskiego od lat realizującym wymagające najwyższego profesjonalizmu i zaangażowania operacje specjalne. Z oczywistych względów nie mogę mówić o szczegółach, ale operacje te m.in. miały charakter zwalczania międzynarodowych grup przestępczych i realizowane były z udziałem funkcjonariuszy służb innych państw. Dotyczyły one handlu narkotykami i przemytu. Z tego człowieka robi się dzisiaj bawidamka i lowelasa. To ocena skrajnie niesprawiedliwa. Zważywszy, że wcześniej brał on udział również w rozbijaniu siatek handlarzy narkotyków, musimy się liczyć z zagrożeniem jego życia.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 32 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    46 głosów