Z dachu domu widzi Syjon, Dolinę Cedronu, Getsemani i Górę Oliwną. Codziennie podziwia ten widok, coraz bardziej czując, że tylko w Jerozolimie chrześcijanin może odkryć swoją prawdziwą tożsamość. Jest rok 2000. Franciszkanin o. Maksymin Tandek obronił doktorat i przyjechał do Izraela na
studia do Studium Biblium Franciscanum. Czyta w oryginale zwoje Pisma Świętego. Po dwóch latach zaczyna tęsknić za Polską. Jest zakochany w Jerozolimie, ale wie już, że wróci do Polski i założy w Toruniu szkołę, jakiej jeszcze nie było. Taką, która na nowo połączy chrześcijan i żydów.
Po dwóch stronach Wisły Tak w Toruniu, tuż obok kościoła Franciszkanów na Podgórzu, powstała Wyższa Szkoła Filologii Hebrajskiej, pierwsza taka
szkoła w Polsce. W mieście to druga uczelnia założona przez duchownych. Po drugiej stronie dzielącej miasto na pół Wisły stoi potężny gmach Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej. W 2005 r. otworzył ją o. Tadeusz Rydzyk.
Pierwsi studenci szkoły hebrajskiej zaczęli naukę 5 października tego roku. Na razie uczelnia uruchomiła studia licencjackie. Potem chce też kształcić magistrów, prowadzić
kursy językowe oraz szkolić przewodników po Ziemi Świętej. Rektor o. Maksymin przewiduje, że w 2013 r. będzie miał 560 studentów. Główne przedmioty to biblijny i współczesny hebrajski, jidysz, historia Żydów i Izraela. Franciszkanin ściągnął do Torunia wykładowców m.in. z poznańskiego Uniwersytetu Adama Mickiewicza. Mają pojawić się też znani profesorowie z zagranicy m.in. wykładająca w Nowym Jorku prof. Rivka Halperin.
- Studiując w Izraelu, czułem się wyróżniony, że mogę dotykać korzeni naszej religii i tożsamości kulturowej - opowiada o. Maksymin. - Ale nie wielu stać, żeby się tam uczyć. Chciałem podzielić się tym, co było mi dane. Ideą szkoły jest dialog między chrześcijaństwem a judaizmem, Polakami i Żydami. Bo trzeba wystrzegać się myślenia stereotypami.
Zakonnik unika jednak porównań ze szkołą redemptorysty. Zapytany o to przez powiązany z Radiem Maryja "Nasz Dziennik" powiedział: - To są dwie niezależne szkoły, różne programy, różne misje.
- Mówiąc o WSFH, nie da się abstrahować od o. Rydzyka - uważa jednak senator PO Jan Wyrowiński od lat zaangażowany w dialog polsko-żydowski. - Ojciec Maksymin firmuje poprzez tę szkołę, pokazuje, że w polskim Kościele głosi się idee inne niż te, wygłaszane po drugiej strony Wisły.
Podczas uroczystości wmurowania poświęconego przez kardynała Stanisława Dziwisza kamienia węgielnego pod szkołę hebrajską o. Maksymin zapowiedział, że uczelnia jest otwarta dla wszystkich bez względu na wyznanie. Przemówienie wygłosił wówczas Szewach Weiss, były ambasador Izraela w Polsce i przewodniczący Knesetu, a zarazem przyszły wykładowca w WSFH.
Wirus ufności idzie pocztą - Jesteś jedną z tysięcy torunian, którzy ostatnio przeżywają fascynację ojcem Maksyminem? - spytała mnie koleżanka, kiedy usłyszała, że piszę o franciszkaninie.
W opowieściach o zakonniku najczęściej pojawiają się słowa: niezwykły, charyzmatyczny, wizjoner. Na jego msze przychodzą tłumy. Stronę internetową parafii odwiedziło prawie 123 tys. internautów. Dla porównania witrynę toruńskiego kościoła św. Antoniego obejrzało 31,6 tys. osób, św. Michała Archanioła niecałe 29 tys., a całej diecezji toruńskiej niespełna 30 tys. Rekord nie do pobicia ma tylko macierzysty kościół o. Rydzyka - ponad pół miliona wizyt na stronie. - Tyle że o. Maksymin nie ma
radia ani telewizji, o nim ludzie dowiadują się tylko pocztą pantoflową - zauważa Marta, 30-letnia specjalistka od PR.
O franciszkaninie z toruńskiego Podgórza dowiedziała się od znajomego, kiedy u jej matki wykryto raka i szukała wsparcia duchowego. - Poszłam do niego, bo byłam kompletnie zdruzgotana, nie umiałam dźwignąć choroby mamy - wspomina. - Mówił mi o konieczności zaufania Bogu, o bożej miłości do mnie. To nie było nic nowego, słyszałam takie rzeczy od różnych księży tysiące razy, ale wtedy po raz pierwszy w życiu naprawdę to poczułam. Słuchasz go i masz pewność, że on to czuje po czubki paznokci. Ale na czym to polega, nie potrafię ci powiedzieć.
- Jestem głęboko wierzący, chociaż jeśli chodzi o Kościół jako instytucję dość krnąbrny - mówi senator Wyrowiński. - O. Maksymina poznałem przy okazji tworzenia szkoły. Przebywając z nim, czuje się, jakby jeszcze obok niego czy też w nim było coś więcej. Jakaś moc. Myślę, że ma pewien specjalny kanał kontaktu z Szefem.
Po Toruniu krążą opowieści.
O tym, jak o. Maksymin poszedł na kolędę do trzydziestoparolatków. Nie mieli pieniędzy ani na ślub, ani na chrzest dwojga dzieci. Franciszkanin wyprawił im jedno i drugie za darmo. Przychodzą do kościoła, a tam wszystko przystrojone kwiatami, rozłożony odświętny dywan, organista gra. Oboje się popłakali.
O tym, jak ubogim wyprawia pogrzeby, nie biorąc od rodzin ani grosza.
O tym, że zawsze ma czas spotkać się z osobą w potrzebie. - Pamiętam, jak był ciężko chory, ktoś zadzwonił, a on od razu pobiegł na pomoc - mówi bezpartyjna radna Torunia Barbara Królikowska-Ziemkiewicz, zaangażowana w budowę WSFH.
Uzdrowiciel Msze dla chorych odprawiane są w pierwszą sobotę miesiąca. Mimo że przychodzę kilka minut przed czasem, w kościele nie ma gdzie wcisnąć szpilki. Obok mnie stoją:
40-letnia blondynka w skórzanej kurtce, w jednej ręce trzyma obrazek Jezusa Miłosiernego (tego od św. Faustyny), w drugiej ściska dłoń córki, starsza pani w znoszonym palcie, łysy mężczyzna w modnych okularach i z zawadiacko postawionym kołnierzem granatowej kurtki, czarnowłosa miłośniczka solarium z okiem pomalowanym a la Penelope Cruz.