http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Wyznania Weroniki Marczuk-Pazury

agko
2009-10-20, ostatnia aktualizacja 2010-08-13 00:47

Otwarty, bezpośredni, bogaty. Szybko się zaprzyjaźnia. Próbuje imponować porsche i harleyem. Ale mnie na to nie złapał - mówi Weronika Marczuk -Pazura. I opisuje jak działa jeden z najbardziej znanych agentów CBA Tomasz Małkowski.


O kulisach znajomości z nim opowiedziała w poniedziałek wieczorem w programie "Teraz My". Weronika Marczuk-Pazura podejrzewana jest o powoływanie się na wpływy oraz żądanie i wzięcie łapówki za pośredniczenie w korzystnym rozstrzygnięciu procesu prywatyzacji wydawnictwa. Wyszła z aresztu po wpłaceniu 600 tys. zł kaucji.

Agenta Tomka poznała wiosną 2008 roku w krakowskiej restauracji, gdzie jadł kolację ze znajomymi. Dwóch mężczyzn zafundowało im butelkę wina, ale towarzystwo Pazury jej nie przyjęło. Jednak mężczyźni niezrażeni tym wręczyli swoje wizytówki. Chcieli robić interesy na Ukrainie. - Od lat działam na tym polu i znam wszystkich ludzi, którzy pracują na styku Polski i Ukrainy - tłumaczyła Weronika Marczuk-Pazura.

Razem z Tomkiem pojechała na Ukrainę. Poznał jej znajomych i rodzinę. Marczuk - Pazura zapewnia, że wiosną 2008 roku, gdy agent próbował się z nią zaprzyjaźnić nie było wiadomo, że Wydawnictwa Naukowo-Techniczne będą prywatyzowane. - Ta informacja pojawiła się w lutym tego roku - powiedziała. - Tomasz nalegał, żeby znaleźć znajomości, wpływy. Jestem przekonana, że nie zrobiłam nic, co mogłoby udowodnić którykolwiek z zarzucanych mi czynów - broniła się.

Agenci CBA zatrzymali ją we wrześniu tego roku, gdy w papierowej torbie miała sto tysięcy złotych. Marczuk -Pazura broni się, że to pieniądze z usługi jakie jej kancelaria wykonywała dla firmy agenta Tomasza od początku tego roku. - Mówiłam, że nie ma pośpiechu, ale pan Tomasz nalegał. Kiedy spotkaliśmy się w restauracji, wręczył mi paczkę, która wyglądała jak pudełko perfum (Emporio Armani) i powiedział, że jest tam "stówka". Zdziwiło mnie to, bo umawialiśmy się na znacznie mniej - opowiadała w programie.

Przyznała, że dziwił ją pośpiech agenta Tomasza, który tłumaczył go nagłym wylotem do Londynu. Dlatego nie podpisała poświadczenia o zapłacie za usługi kancelarii. Bo na wystawienie faktury ma siedem dni- pomyślała.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 32 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    32 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':