Wstępne wyniki wyborów mówiły o 55-procentowym poparciu dla Karzaja, ale komisja wyborcza nakazała ponowne przeliczenie 10 procent głosów. Przedstawiciele ONZ mówili, że skala oszustw mogła sięgnąć nawet 30 proc. głosów.
Tymczasem amerykańskie władze zapowiedziały, że nie podejmą decyzji w sprawie wysłania dodatkowych wojsk do Afganistanu póki sprawa wyborów w tym kraju nie zostanie wyjaśniona. Szef administracji Baracka Obamy Rahm Emmanuel przyznał, że podejmowanie takiej decyzji w obecnej sytuacji byłoby lekkomyślne.
Podobną opinię, tyle, że w znacznie ostrzejszych słowach wyraził były demokratyczny kandydat na prezydenta, wpływowy senator John Kerry. Jego zdaniem, byłoby to nieodpowiedzialne w sytuacji gdy nie zostały tam zakończone wybory, nie wiadomo kto jest prezydentem, ani z jakim rządem Amerykanie będą pracować.
Prezydent Hamid Karzaj przyznaje, że podczas wyborów doszło do nieprawidłowości, ale odrzuca oskarżenia o masową skalę oszustw. Twierdzi, że wygrał wybory już w pierwszej turze.
Według wstępnych rezultatów wyborów, drugi w wyścigu prezydenckim był niegdysiejszy szef afgańskiej dyplomacji Abdullah Abdullah. To właśnie z nim zmierzyłby się Hamid Karzaj w drugiej rundzie, jeśli do niej dojdzie. Ostateczną decyzję w tej sprawie podejmie Niezależna Komisja Wyborcza w Kabulu.
Źródło: Gazeta Wyborcza