W opublikowanym w sobotę oświadczeniu działacze partii napisali, że stołeczne komisje wyborcze po głosowaniu 11 października odebrały im dwie trzecie głosów. Przez to ich partia nie pokonała 7-procentowego progu wyborczego i nie wprowadziła do samorządu stołecznego ani jednego kandydata.
Ofiarami podobnej kradzieży głosów zaliczonych potem partii władzy padły też inne ugrupowania. Efekt jest taki, że w dumie Moskwy znalazło się 32 deputowanych Jednej Rosji i trzech komunistów.
Szczególne powody do oburzenia ma Siergiej Mitrochin, przewodniczący Jabłoka. - Z całą rodziną zagłosował w obwodzie nr 192. Głos oddał na siebie, ale z protokołu komisji wyborczej wynika, że w tej komisji na Jabłoko nie zagłosował nikt - mówi "Gazecie" Igor Jakowlew, działacz partii.
Partii udało się zmusić miejską komisję wyborczą, by zwróciła się do prokuratury z prośbą o zbadanie skarg na kilka przypadków szczególnie drastycznych naruszeń prawa. Na przykład z protokołu komisji nr 1701 na południu Moskwy wynika, że Jabłoko otrzymało tylko tam pięć razy więcej głosów, niż potem naliczyła im w całym obwodzie komisja wyborcza.
Wybory lokalne stały się przyczyną niesłychanego w Rosji skandalu. Trzy frakcje parlamentarne porzuciły posiedzenie Dumy, protestując przeciw powszechnemu ich zdaniem fałszowaniu wyników. Bunt frakcji Władimira Żyrinowskiego i Sprawiedliwej Rosji trwał jednak krótko i ich posłowie już w piątek wrócili na salę obrad. Komuniści nadal jednak bojkotują Dumę.
Źródło: Gazeta Wyborcza