- Nie uważam, że traktat lizboński jest dobrą rzeczą dla Europy, dla Republiki Czeskiej. Jednak ten pociąg tak się już rozpędził i jest już tak daleko, że nie da się go zatrzymać ani zawrócić - stwierdził Klaus w wywiadzie dla sobotnich "Lidovych Nowin", którego udzielił praskiej gazecie za pośrednictwem poczty elektronicznej. - Spór o wolność i demokrację w Europie z pewnością będzie miał ciąg dalszy. Ratyfikacja traktatu lizbońskiego to nie koniec świata.
Klaus jest ostatnią przeszkodą dla wejścia w życie traktatu usprawniającego działanie Unii Europejskiej. Znany z eurosceptycyzmu prezydent uzależnia podpis od gwarancji, że w Czechach nie będzie obowiązywać
Karta Praw Podstawowych dołączona do traktatu.
Bo zdaniem Klausa opierając się na zapisach zawartych w Karcie, można dowodzić, że powojenne dekrety prezydenta Czechosłowacji Edwarda Benesza, na podstawie których wygnano trzy miliony Niemców sudeckich, były złamaniem praw człowieka. Prezydent obawia się, że na podstawie Karty
Niemcy sudeccy i ich spadkobiercy będą domagać się zwrotu majątków pozostawionych w Czechach.
Klausowi wystarczy, gdy Rada Europy, czyli przywódcy państw Unii, podpisze się pod deklaracją, że Karta nie obowiązuje w Czechach. Tak właśnie na czerwcowym szczycie przed drugim referendum na temat traktatu lizbońskiego Rada postąpiła z Irlandią. Zagwarantowała Irlandczykom, że Unia nie będzie narzucać im liberalizacji ustawy antyaborcyjnej czy domagać się rezygnacji z neutralności.
- Nigdy nie powiedziałem, że nie wystarczyłyby mi gwarancje, jakie Rada Europy dała Irlandczykom - mówi "Lidovkom" Klaus. Chciałby jednak, by czeska deklaracja Rady została dołączona do pierwszej umowy ratyfikowanej przez wszystkie 27 krajów. Czyli prawdopodobnie do umowy o przyjęciu do Unii Chorwacji.
Słowa Klausa oznaczają, że nie obowiązuje już wykładnia jego sekretarza Ladislava Jakla, który kilka dni temu stwierdził w telewizji, że prezydentowi nie wystarczy model irlandzki.
Odnosząc się do słów Klausa, wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej Niemiec Günter Verheugen uznał wczoraj, że przekonanie prezydenta do ratyfikowania Lizbony jest możliwe, ponieważ Niemcy nie mają roszczeń wobec Czech, a więc w rzeczywistości problem nie istnieje. - Na poziomie politycznym jest możliwe rozwiązanie - dodał.
Klaus po raz pierwszy jednoznacznie powiedział także, że nie zamierza czekać z podpisem do brytyjskich wyborów. David Cameron, przywódca konserwatystów, którzy najpewniej wygrają, zapowiada, że rozpisze referendum na temat traktatu, jeśli proces ratyfikacji nie będzie definitywnie zakończony. Kilka miesięcy temu Cameron napisał do Klausa list z wezwaniem, aby traktatu nie podpisywał.
Na złagodzenie tonu Klausa w sprawie ratyfikacji mogły wpłynąć - zdaniem niektórych obserwatorów - poufne przymiarki rządu Jana Fischera do uchwalenia ustawy kompetencyjnej, która precyzowałaby konstytucyjne uprawnienia prezydenta. Nakazywałaby mu podpisanie ratyfikacji w określonym terminie (np. dwóch tygodni) od uchwalenia jej przez parlament oraz rozpatrzeniu skarg przez
Trybunał Konstytucyjny.
Obecnie w czeskim prawie taki termin określony jest tylko dla zwykłych ustaw, a nie dla ratyfikacji umów międzynarodowych. Gdyby prezydent odmawiał podpisu w terminie, to ratyfikację - w myśl projektu - mógłby formalnie zatwierdzić szef parlamentu bądź premier.
Droga do rozwiązania kwestii dodatku Klausa na poziomie Unii nie będzie jednak taka prosta. Przeciwko jest
Austria, tradycyjny w ostatnich latach adwokat Niemców sudeckich i ostry krytyk dekretów Benesza. Wiedeń już oświadczył, że jeśli warunek Klausa oznaczałby pogorszenie sytuacji Niemców sudeckich w ich sporach z Czechami, to Austria się na to nie zgodzi.
• Ponad 60 proc. Czechów uważa, że odkładanie przez prezydenta podpisania traktatu lizbońskiego szkodzi Republice Czeskiej i powinien on złożyć podpis. W drugim sondażu 2/3 twierdzi, że popierają zamiar prezydenta zyskania dodatkowych gwarancji ważności dekretów Benesza. Ta sama liczba badanych stwierdza, że obawia się, iż traktat mógłby zagrozić ważności dekretów i trzeba by było zwrócić wygnanym Niemcom ich majątek.
Zdaniem socjologów hasło "dekrety Benesza" i obawy przed Niemcami sudeckimi są w Czechach wciąż aktualne i dlatego Klaus używa tego straszaka. Gdy po spełnieniu swych warunków podpisze traktat, zostanie uznany przez rodaków za zwycięzcę.
Niespodziewanie wczoraj wieczorem Słowacy zapowiedzieli, że zablokują na szczycie UE przyjęcie deklaracji, której domaga się Klaus, jeśli nie otrzymają tego samego. Szef słowackiej dyplomacji Miroslav Lajczak powiedział w wywiadzie telewizyjnym: - Dekrety Benesza są dla nas tak samo
ważne.
Tydzień temu Lajczak twierdził, że traktat nie otworzy drogi do żądań odszkodowań dla 100 tys. Niemców karpackich wysiedlonych po wojnie z dzisiejszej Słowacji. - Bratysława nie wie, dlaczego chce takiej samej deklaracji jak Czesi -powiedział nam wysoki rangą urzędnik Komisji Europejskiej. -Mamy poważny problem.