http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Kasjerki z Tesco mają dość

ms
2009-10-17, ostatnia aktualizacja 2009-10-17 01:04

Pracownicy Tesco wczoraj pikietowali przed hipermarketem w Lublinie. Domagają się 300 zł podwyżki i poprawy warunków pracy. Grożą strajkiem generalnym, jeśli nie zostaną wysłuchani.

20 marca, hipermarket Tesco przy ul. Kapelanka, pikieta pracowników, którzy domagali się 700 zł podwyżki
Fot. Michal Lepecki / AG
20 marca, hipermarket Tesco przy ul. Kapelanka, pikieta pracowników, którzy...
- Firma osiąga zyski, ale my zarabiamy grosze - irytowała się wczoraj Zofia Wach, szefowa związku Sierpień '80 w lubelskim hipermarkecie Tesco. - Nie dostajemy premii i dodatków stażowych. Przez nasze ręce przechodzą codziennie tony towaru. Pracujemy w stresie, na ciągle psujących się kasach. Żeby kupić dzieciom podręczniki, musiałam zrezygnować z zapłacenia czynszu. Jak długo można tak żyć?

Zofia Wach samotnie wychowuje czwórkę dzieci. Na stanowisku kasjerki w Lublinie pracuje od trzech lat. Elżbieta Fornalczyk, przewodnicząca Sierpnia '80 w Tesco Polska, mówiła w Lublinie, że połowa pracowników sieci zarabia 1-1,1 tys. zł na rękę. Była jedną z blisko stu osób biorących udział w pikiecie przed głównym wejściem do hipermarketu Tesco. Pracowników wspierali związkowcy z Sierpnia '80, m.in. z PZL w Świdniku. - Przyjechaliśmy wesprzeć dziewczyny - mówili.

Uczestnicy pikiety mieli czerwone kamizelki Sierpnia 80 i transparenty. Skandowali: "Godziwej pracy, nie jałmużny. Prezes do roboty za 500zł", robili hałas, uderzając metalowymi miskami.

Hipermarket pracował normalnie. Po kilkudziesięciu minutach protestujący weszli do środka, aby zrobić symboliczne zakupy i zapłacić za nie groszówkami. Demonstranci pozdrawiali koleżanki siedzące przy kasie. Cały czas pilnowali ich ochroniarze. Do pikietujących wLublinie nie wyszedł nikt z kierownictwa Tesco. Beata Rożek z biura prasowego Tesco podkreślała, że firma rozmawia ze związkowcami od lutego.

Zdaniem związkowców rozmowy nie przynoszą efektów. "Cztery związki zawodowe, które stoją za akcją w Lublinie, reprezentują niewielki odsetek naszych pracowników. Ich żądania podwyżki w wysokości 17 proc. są niemożliwe do spełnienia, zwłaszcza w czasach, kiedy wiele firm zamroziło płace czy nawet przeprowadza zwolnienia" - czytamy w stanowisku Tesco Polska.

Związkowcy grożą zaostrzeniem protestu: strajkiem generalnym zblokowaniem kas albo masowym braniem zwolnień lekarskich przed świętami Bożego Narodzenia, kiedy hipermarkety mają najwięcej pracy.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':