- Firma osiąga zyski, ale my zarabiamy grosze - irytowała się wczoraj Zofia Wach, szefowa związku Sierpień '80 w lubelskim hipermarkecie Tesco. - Nie dostajemy premii i dodatków stażowych. Przez nasze ręce przechodzą codziennie tony towaru. Pracujemy w stresie, na ciągle psujących się kasach. Żeby kupić dzieciom podręczniki, musiałam zrezygnować z zapłacenia czynszu. Jak długo można tak żyć?
Zofia Wach samotnie wychowuje czwórkę dzieci. Na stanowisku kasjerki w Lublinie pracuje od trzech lat. Elżbieta Fornalczyk, przewodnicząca Sierpnia '80 w Tesco Polska, mówiła w Lublinie, że połowa pracowników sieci zarabia 1-1,1 tys. zł na rękę. Była jedną z blisko stu osób biorących udział w pikiecie przed głównym wejściem do hipermarketu Tesco. Pracowników wspierali związkowcy z Sierpnia '80, m.in. z PZL w Świdniku. - Przyjechaliśmy wesprzeć dziewczyny - mówili.
Uczestnicy pikiety mieli czerwone kamizelki Sierpnia 80 i transparenty. Skandowali: "Godziwej pracy, nie jałmużny. Prezes do roboty za 500zł", robili hałas, uderzając metalowymi miskami.
Hipermarket pracował normalnie. Po kilkudziesięciu minutach protestujący weszli do środka, aby zrobić symboliczne zakupy i zapłacić za nie groszówkami. Demonstranci pozdrawiali koleżanki siedzące przy kasie. Cały czas pilnowali ich ochroniarze. Do pikietujących wLublinie nie wyszedł nikt z kierownictwa Tesco. Beata Rożek z biura prasowego Tesco podkreślała, że firma rozmawia ze związkowcami od lutego.
Zdaniem związkowców rozmowy nie przynoszą efektów. "Cztery związki zawodowe, które stoją za akcją w Lublinie, reprezentują niewielki odsetek naszych pracowników. Ich żądania podwyżki w wysokości 17 proc. są niemożliwe do spełnienia, zwłaszcza w czasach, kiedy wiele firm zamroziło płace czy nawet przeprowadza zwolnienia" - czytamy w stanowisku Tesco Polska.
Związkowcy grożą zaostrzeniem protestu: strajkiem generalnym zblokowaniem kas albo masowym braniem zwolnień lekarskich przed świętami Bożego Narodzenia, kiedy hipermarkety mają najwięcej pracy.
Źródło: Gazeta Wyborcza