Jedynie komuniści buntują się nadal i zwołują swych zwolenników na manifestacje. Wczoraj w Moskwie milicja rozpędziła demonstrację młodzieży protestującej przeciw wyborczym fałszerstwom.
Do Dumy wrócili posłowie z frakcji Władimira Żyrinowskiego i Sprawiedliwej Rosji, twierdząc, że odnieśli sukces, bo prezydent
Dmitrij Miedwiediew zgodził się spotkać z nimi i wysłuchać skarg na masowe, ich zdaniem, przypadki fałszowania wyborów, które pomogły we wszystkich regionach wygrać kandydatom kierowanej przez Władimira Putina partii Jedna
Rosja.
Obietnica prezydenta nie wystarczyła jednak komunistom. Ci żądają rewizji wyników wyborów.
Szczególnie upierają się przy unieważnieniu rezultatów głosowania w Moskwie, gdzie 32 z 35 mandatów w miejskiej Dumie przypadło Jednej Rosji. Przywódcy partii zapowiadają, że za tydzień przeprowadzą demonstracje na znak protestu przeciw fałszerstwom. Wezwali też swych ludzi w samorządach regionów i miast całej Rosji, by zbojkotowali przynajmniej jedno posiedzenie lokalnych władz.
Piątkowa prasa opublikowała kopie dokumentów świadczących o tym, że w niedzielę w stolicy fałszowano wyniki głosowania, mnożąc dorobek kandydatów partii Putina. "Moskowskij Komsomolec" wydrukował kopię protokołu komisji wyborczej w okręgu nr 1702, z którego wynika, że w wyborach wzięło tam udział 426 osób, z których 192 opowiedziały się za Jedną Rosją.
Tymczasem według oficjalnych wyników opublikowanych przez Miejską Komisję Wyborczą w tym samym okręgu do urn poszło 976 wyborców, wśród których znalazło się 742 zwolenników partii premiera.