http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Inteligent nie może spędzić życia w zachwycie

Jakub Halcewicz-Pleskaczewski
2009-10-19, ostatnia aktualizacja 2009-10-16 17:01

Jestem dumny i wdzięczny za dzisiejszą Polskę. Ale muszę pytać, co dalej. Inaczej trwanie inteligencji i formacja kolejnego jej pokolenia nie ma sensu

Jakub Halcewicz-Pleskaczewski
Fot. Kuba Atys / AG
Jakub Halcewicz-Pleskaczewski
ZOBACZ TAKŻE
Jak długo jeszcze będziemy słuchać, że żyjemy w normalnych, spokojnych czasach? Że pokojowo wyszliśmy z komunizmu i osiągnęliśmy strategiczne cele: należymy do NATO i Unii Europejskiej. Te zdania padają w niemal każdej inteligenckiej debacie.

Mam 25 lat. Opozycyjnej karty brak; edukację zacząłem w wolnym kraju. Wzruszyło mnie wciąganie na maszt natowskiej flagi, choć w gruncie rzeczy tego nie rozumiałem; wzruszyło mnie wejście do Unii, obserwuję zmiany w Polsce i Europie, choć nie czuję w pełni ich dramatyzmu. Nie przeżywam lęku, gdy przechodzę przez granicę - że sprawdzą czy zamkną.

Interesuję się historią, mam szacunek dla jej twórców. Cenię sobie spotkania z ludźmi, których postawa mogłaby być drogowskazem.

Niestety, inteligencja z pokolenia, które przeszło lata próby, które miało swój Październik '56, Marzec '68, dla której lata 1989, 1999 i 2004 to uwieńczenie ideowej i politycznej działalności, czuje się już spełniona, dzisiejsze czasy nazywa najlepszymi od 300 lat, uważa, że jej dziejowa rola się wypełniła. Może co najwyżej, jak chce Adam Michnik, gęgać - tzn. utrzymywać zdobycze demokracji.

Ale przecież nam nawet nie o tę samą demokrację chodzi.

Starsi nazywają ją "młodą polską demokracją". Dla młodszych to jedyna rzeczywistość, jaką znają, nie musimy o nią walczyć, tak jak nie musimy walczyć o prawa wyborcze kobiet albo uwłaszczenie chłopów.

Bycie inteligentem - praca umysłowa i wysuwanie dobra publicznego przed swoje własne - to ciągłe zadanie. Nie sposób się zgodzić, że czasy są spokojne i niewymagające, bo szybko okazuje się, że odpowiedzi na podstawowe - niezmienne - pytania znaleźć bardzo trudno. Przekonał się o tym pisarz Piotr Wojciechowski, który w książce "Café Navarra" (Warszawa 2007) proponował rozmowę o stanie umysłowym Polaków po 18 latach od odzyskania wolności. Jego zdaniem ludzie funkcjonują dziś "w przestrzeni bez dialogu" i są "obojętni wobec wartości". Pisał: "Myślę o tym społeczeństwie, zbierając śmieci nad Jeziorkiem Czerniakowskim. Boję się, że niezależnie od tego, jak udatnie wystawiać będziemy Wyspiańskiego i grać Szymanowskiego - oni muszą śmiecić, naiwnością jest oczekiwać, że cudownie przestaną". Autor ani nie żali się na młode pokolenie, ani nie tworzy postaci zramolałego inteligenta. On po prostu tego świata nie rozumie.

Czym są śmieci? Ich horyzont wyznacza współczesna kultura. Nietrudno się w niej pogubić: różne języki, religie, pamięci historyczne, tożsamości przy jednoczesnym skurczeniu się świata do globalnej wioski dzięki otwartym granicom i wolnemu obiegowi informacji to główne wyzwanie intelektualne współczesności. W ten las lepiej wchodzić z przewodnikiem.

Nasze nieszczęście polega na tym, że inteligencję blokują pokoleniowe doświadczenia, przyzwyczajenia, historyczne podziały.

Niezwykłość obecnego czasu polega też na panowaniu pozornego spokoju.

Nie jest odkryciem, że odkąd problemów codzienności nie wyznaczają warunki życia w zniewolonym państwie, wybór postawy nie stał się łatwiejszy. Moralne dylematy zastają nas w środowisku rozproszonych przekazów i idei. Wydają się one może bardziej subtelne, ale przecież, jeśli im się przyjrzeć, są takie jak zawsze - to pytania o zaangażowanie i konformizm, pytania o wartości i miejsce własnego ja. A poszukiwanie tożsamości urasta w tym świecie do zadania fundamentalnego, nadaje sens funkcjonowaniu w społeczeństwie.

Wiele przychodzi dziś łatwiej - nietrudno zdobyć wykształcenie, znaleźć pracę czy podróżować - ważne, by umieć odpowiedzieć na pytania: jakiego wykształcenia i do czego potrzebuję; która praca da mi poczucie satysfakcji, pozwoli się rozwijać i realizować pierwszy artykuł konstytucji. Co zrobić ze światem, który przestaje być zagadką, w którym płacisz tysiąc złotych i jesteś w Nowym Jorku? Mogę powiedzieć za Brunonem Jasieńskim: "stawiam kroki milowe, zamaszyste, jak świat", ale dokąd zmierzam?

W tych czasach, które starzy inteligenci nazywają spokojnymi i normalnymi, wcale nie czuję się pewnie, potrzebuję mistrza, lecz także partnera do rozmowy, nie mentora. Potrzeba spotkania. Potrzeba inteligencji, która przekroczy horyzont własnych doświadczeń. Będzie to ożywcze także dla niej. Wierzę, że na taką odnowę ją stać.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 43 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    30 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':