Sto rakiet typu ziemia-powietrze, którymi handluje polski Bumar, trafiło do Gruzji latem 2007 r. Dostawę poprzedziła wizyta w Tbilisi delegacji na wysokim szczeblu: przedstawiciela Bumaru, handlującego bronią Libańczyka Abdula El-Assira oraz wiceszefa Kancelarii Prezydenta RP Roberta Draby.
Według źródeł "Gazety" przed podróżą do Gruzji
ABW na polecenie koordynatora służb specjalnych w rządzie
PiS Zbigniewa Wassermanna wystawiła El-Assirowi pozytywne świadectwo. Czy dzisiaj Agencja powtórzyłaby tę opinię? "Nie odnosimy się do korespondencji b. kierownictwa ABW z b. koordynatorem ds. służb specjalnych panem Zbigniewem Wassermannem" - napisała nam rzeczniczka Agencji ppłk Katarzyna Koniecpolska-Wróblewska.
A czy ABW miała zastrzeżenia do osoby El-Assira, który był pośrednikiem w nieudanej transakcji sprzedaży polskich stoczni? Pada odpowiedź równie enigmatyczna: "W sprawie sprzedaży majątku polskich stoczni ABW, na bieżąco i zgodnie z przyjętymi procedurami, przekazywała właściwym organom pozostające w jej posiadaniu informacje".
Gruziński kontrakt z Bumarem okazał się jednorazowy. Ale sprawa polskich rakiet znalazła nieoczekiwany finał rok później. Jesienią 2008 r. prokremlowski
dziennik "Izwiestia" ogłosił, że "w porozumieniu z
CIA Polacy sprzedali broń czeczeńskim partyzantom".
"Izwiestia" zamieściły zdjęcia gromów, które rosyjskie służby miał odnaleźć w kryjówce czeczeńskich bojowników. Według "Izwiestii" Czeczeni ukrywali rakiety w górskiej wiosce Childecharoj w pobliżu granicy z Gruzją, skąd niedawno niecelnie ostrzelali rosyjski samolot wojskowy. "Następnym razem mogliby podjąć próbę strącenia cywilnych samolotów podchodzących do lądowania w Groznym" - straszyła rosyjska gazeta.
Mogły to być rakiety, które w 2007 r. Polska legalnie sprzedała Gruzji. Jak trafiły do Czeczenów? Zdaniem polskiego
MSZ, które wtedy odpowiadało na zarzuty rosyjskiej prasy, gromy zostały latem 2008 r. przejęte przez wojska rosyjskie i osetyjskie, które wkroczyły do Gruzji. Potem rosyjski wywiad podrzucił je do Czeczenii, by ogłosić, że Polska zbroi tamtejszych bojowników. Prowokacja się nie udała, bo wcześniej Rosjanie zbyt otwarcie chwalili się zdobyciem na Gruzinach polskiego uzbrojenia.