Fundacja Helsińska prosi min. sprawiedliwości i prokuratora generalnego Krzysztofa Kwiatkowskiego o zbadanie sprawy byłych adwokatów Lwa R. - Piotra Rychłowskiego i Marka Małeckiego.
Prokuratura Apelacyjna w Łodzi zarzuca obrońcom, którzy cztery lata temu reprezentowali Lwa R. w sprawie o płatną protekcję na szkodę Agory, utrudnianie sprawy o odroczenie wykonania kary producenta filmowego. Uważa, że świadomie posłużyli się przed sądem dokumentacją medyczną poświadczającą nieprawdę, by chronić Lwa R. przed dwuletnim więzieniem.
Prokurator Daniel Lerman wydał precedensowe postanowienie o zawieszeniu Rychłowskiego i Małeckiego w wykonywaniu zawodu adwokata - co ujawniliśmy w środę.
Według prokuratury ten zakaz ma zabezpieczać śledztwo przed próbą docierania adwokatów do świadków oraz nakłaniania ich do składania fałszywych zeznań. Przypomnijmy - śledztwo dotyczy zdarzeń z marca 2005 r.
Prawdopodobnie decyzja łódzkiej prokuratury nie ma precedensu co najmniej od czasów stanu wojennego. Ani w Ministerstwie Sprawiedliwości, ani w Prokuraturze Krajowej nie potrafiono nam podać podobnego przykładu. W obserwowanych przez "Gazetę" procesach karnych adwokatów taka sytuacja nie miała miejsca.
"Fakt zastosowania tak daleko idących środków zapobiegawczych (...), a także uzasadnienie podane przez Prokuraturę Apelacyjną w Łodzi, budzi głębokie wątpliwości" - pisze do min. Kwiatkowskiego zarząd Fundacji Helsińskiej. "Niepokojące jest jeżeli taką decyzję - za adwokata czy organy adwokatury - podejmuje w sposób nagły prokuratura będąca zazwyczaj przeciwnikiem procesowym i naturalnie znajdująca się w sytuacji konfliktu interesów".
Warszawska Okręgowa Rada Adwokacka reaguje mocniej. "Niedopuszczalne jest eliminowanie adwokata z procesu, poprzez stwarzanie atmosfery zagrożenia, a następnie stawianie mu zarzutów karnych dotyczących sposobu prowadzenia przez niego obrony" - czytamy w środowej uchwale ORA. Uchwała przesłana została wczoraj ministrowi sprawiedliwości oraz łódzkiej prokuraturze.
Adwokaci mec. Małeckiego i Rychłowskiego zaskarżyli decyzję prokuratury do sądu.
Źródło: Gazeta Wyborcza