Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny i międzynarodowa organizacja Centrum Praw Reprodukcyjnych wysłały miesiąc temu do Komitetu Ministrów Rady Europy (pilnuje wykonywania wyroków) pismo podające w wątpliwość, czy polski rząd należycie wykonał wyrok Trybunału Praw Człowieka.
Przypomnijmy - w marcu 2007 r. Trybunał w Strasburgu orzekł w sprawie Alicji Tysiąc, że skoro Polska przyjęła prawo, wedle którego aborcja jest w pewnych sytuacjach dozwolona, to powinna też udostępnić procedurę, dzięki której kobieta może to prawo wyegzekwować. Jeśli więc lekarz odmówi jej zaświadczenia, że spełnia kryteria do wykonania aborcji - to powinna móc odwołać się do jakiegoś niezależnego, fachowego ciała, które te decyzje zweryfikuje. I że taka procedura nie powinna trwać tak długo, by udaremnić możliwość przeprowadzenia zabiegu.
Rok temu uchwalono ustawę o prawach pacjenta (weszła w życie w czerwcu), w której zawarto przepis o prawie do "zgłoszenia sprzeciwu wobec opinii albo orzeczenia lekarza" do "komisji lekarskiej" działającej przy Rzeczniku Praw Pacjenta. Komisja ma 30 dni na rozpatrzenie sprzeciwu.
- W trakcie prac nad tą ustawą zgłaszałyśmy uwagi. M.in. taką, że 30 dni to w kwestii prawa do aborcji za długo, skoro aborcja jest możliwa tylko do pewnego etapu ciąży. Nasze uwagi nie zostały wzięte pod uwagę - mówi Wanda Nowicka, szefowa Federacji.
Przepisy o prawie do sprzeciwu jeszcze nie działają, bo minister zdrowia nie wydał rozporządzenia o trybie pracy komisji. Tydzień temu ministerstwo ogłosiło na swojej stronie internetowej projekt tego rozporządzenia, do którego można zgłaszać uwagi. Ale rozporządzenie nie może zmienić ustawowego terminu 30 dni na rozpatrzenie sprzeciwu.
Dlatego Federacja napisała do Komitetu Ministrów Rady Europy o wątpliwościach, czy przepis o prawie sprzeciwu można uznać za wykonanie wyroku w sprawie Alicji Tysiąc. Wątpliwości Federacja ma więcej. Np. żeby zaskarżyć decyzję lekarza, trzeba wskazać konkretny przepis, który został naruszony.
- To wymaga albo znajomości prawa, albo wynajęcia prawnika, a więc ogranicza dostęp do skargi osobom ubogim i niezaradnym - mówi Wanda Nowicka. Federacji nie podoba się, że decyzja komisji będzie ostateczna.
- Ogranicza to możliwość dochodzenia swoich praw. To chyba jedyny przypadek, gdy zamyka się drogę odwoławczą - podkreśla Nowicka. Kolejny zarzut dotyczy samej komisji - że nie daje gwarancji obiektywizmu.
- Działa przy Rzeczniku Praw Pacjenta, a ten z kolei przy Ministrze Zdrowia, co oznacza, że może nie być bezstronny. Komisja zaś ma się składać z samych lekarzy, co grozi wzmocnieniem solidarności zawodowej. W komisji powinien być przedstawiciel społeczny, a sama komisja powinna być interdyscyplinarna, bo prawa pacjenta to nie tylko kwestia medyczna - zaznacza Nowicka. I dodaje, że brak zarówno w ustawie, jak i w projekcie rozporządzenia o trybie działania komisji przepisu, który wymagałby od członków komisji bezstronności: - Chodzi o to, by członkiem komisji nie mógł zostać lekarz, który jest kolegą czy np. podwładnym lekarza, którego decyzję ma oceniać - mówi.
Komitet Ministrów Rady Europy może zwrócić rządowi uwagę, jeśli uzna zastrzeżenia Federacji za słuszne. - Zamierzamy monitorować działanie tych przepisów w praktyce. Będziemy pomagać kobietom, którym odmówiono aborcji w składaniu sprzeciwu, i obserwować, jak komisja je rozpatruje. I raportować Komitetowi Ministrów - zapowiada Wanda Nowicka.