Agnieszka Kublik: Co myśli językoznawca o kondycji współczesnej polszczyzny mówionej, gdy czyta opublikowane fragmenty podsłuchanych rozmów między bossami z branży hazardowej a m.in. b. szefem największego klubu parlamentarnego Zbigniewem Chlebowskim?
Dr Katarzyna Kłosińska*: Nie trzeba podsłuchiwać cudzych rozmów telefonicznych, żeby wiedzieć, że język potoczny jest mało staranny. W tych stenogramach nie ma nic zaskakującego, biorąc pod uwagę cel i temat rozmowy. Składnia, słownictwo są tu charakterystyczne dla szybkich rozmów, w których celem jest załatwienie pewnej sprawy. Więc nie chodzi o to, żeby się delektować kontaktem, chodzi tylko o przekazanie komunikatu.
To może nie ma się czego czepiać? Do tego nie potrzeba wyszukanego języka.
- Ten język nie jest gorszy niż ten, którym na co dzień posługuje się zwykły Polak.
Ale tu mamy elity: poseł, minister, bogaty biznesmen...
- Chciałoby się, żeby elity mówiły ładniejszym językiem. Ale już dawno elity przestały być elitami, nie tylko jeśli chodzi o język, o maniery, ogólną kulturę osobistą. Przed wojną elita mówiła językiem zdecydowanie lepszym niż reszta Polaków. Uczono powszechnie łaciny i greki, a to dawało szacunek dla języka, kultury, tradycji. Język elit był staranny, sam w sobie był ważnym elementem kontaktu z drugim człowiekiem, z kulturą, ze światem w ogóle. Po II wojnie światowej, gdy władzę przejęli ludzie z tzw. awansu społecznego, często bez wykształcenia, wyznacznikiem bycia członkiem elity przestała być kultura osobista. A kultura języka jest częścią kultury osobistej.
Dziś liczy się przede wszystkim szybkość i skuteczność.
- I to się odbija w języku, który staje się wyłącznie narzędziem do załatwiania spraw, sam w sobie nie jest ważny. Nie myślimy, że możemy się między sobą porozumiewać nie tylko szybko, ale także językiem ładnym, eleganckim, poprawnym. Choć z drugiej strony trudno oczekiwać, by brudne interesy załatwiać literacką polszczyzną.
Bardzo popularne w niektórych kręgach słowo na "k" pojawia się u biznesmena Ryszarda Sobiesiaka jak przecinek, ale u posła Zbigniewa Chlebowskiego już nie.
- To plus dla Chlebowskiego. Ale tak, wulgaryzacja jest tu charakterystyczna. Pewnie dlatego, że rozmowom towarzyszą duże emocje.
Ale wszystkie są wyrażane tylko dwoma słowami - na "k" i na "p".
- I to świadczy o poufałości między rozmówcami.
Ale przede wszystkim o prymitywizmie językowym.
- O ogromnym ubóstwie. Bo ten biznesmen od hazardu używa słowa na "p" zamiast rzeczowników, czasowników, przymiotników.
Np. mówi: "Kawalec, Kapica K... ciągle mi się pier..." zamiast "ciągle mi się myli".
Albo: "Co oni tam wyprawiają z tą ustawą, że ona jest kompletnie pierd...", zamiast "nie taka jak powinna być" albo "z błędami" . Albo nawet dosadnie: "pochrzaniona", "schrzaniona".
Albo: "Oni mogą w 30 dni zmienić decyzję. Niech zapier...", zamiast "niech pracują", "niech się uwijają", "niech zasuwają".
Albo: "No bo oni rozpier..." zamiast "rozwalili", "pochrzanili".
Jaki jest ich portret na podstawie tych rozmów?
- Dla nich najważniejsze jest załatwianie interesów, w ogóle nie liczy się kultura obcowania z innymi, bo gdyby się liczyła, toby te interesy załatwiali nie tak ubogim, prymitywnym językiem. Mogliby wyrażać emocje, mówić soczyście, dosadnie, ale nie wulgarnie.
To dla językoznawcy przygnębiająca lektura?
- O tak. Coraz częstsze jest przekonanie, że język służy tylko do załatwiania spraw. Zapomina się o minimalnej staranności, o szacunku dla drugiego człowieka. Kiedyś językoznawcy pisali, że kodem ograniczonym - niewielka ilość słów, a jedno słowo opisuje bardzo wiele znaczeń, tak jak w omawianych przykładach - posługują się niższe warstwy społeczne.
A wzorem - także językowym - miały być warstwy wyższe. A tu się okazuje, że mamy faceta w garniturze za ok. 10 tys. zł, bywającego na salonach i posługującego się językiem niższej warstwy społecznej. Takich Dyzmów teraz jest na pęczki! Elity finansowe, elity władzy przestały być elitami w sensie kulturalnym. Tak, to jest smutne!
*dr Katarzyna Kłosińska,
JĘZYKOZNAWCA Z UNIWERSYTETU WARSZAWSKIEGO, SEKRETARZ RADY JĘZYKA POLSKIEGO, ANALIZUJE JĘZYK POLITYKÓW
Źródło: Gazeta Wyborcza