http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

K... ciągle mi się wszystko pier..., czyli polska mowa biznesu i polityki

Rozmawiała Agnieszka Kublik
2009-10-15, ostatnia aktualizacja 2009-10-15 17:29

Dlaczego w ujawnianych podsłuchach z rozmów biznesmenów z politykami jest tyle wulgaryzmów? - Elity finansowe, elity władzy przestały być elitami w sensie kulturalnym. Mamy facetów w garniturach za ok. 10 tys. zł, bywających na salonach i posługujących się językiem niższej warstwy społecznej. Takich Dyzmów teraz jest na pęczki! - mówi językoznawca.

SERWISY
Agnieszka Kublik: Co myśli językoznawca o współczesnej polszczyźnie mówionej, gdy czyta stenogramy podsłuchanych rozmów biznesmenów od hazardu z szefem największego klubu parlamentarnego Zbigniewem Chlebowskim?

Dr Katarzyna Kłosińska*: Nie trzeba podsłuchiwać cudzych rozmów telefonicznych, żeby wiedzieć, że język potoczny jest mało staranny. W tych stenogramach nie ma nic zaskakującego, biorąc pod uwagę cel i temat rozmowy. Składnia, słownictwo są tu charakterystyczne dla szybkich rozmów, w których celem jest załatwienie pewnej sprawy. Więc nie chodzi o to, żeby się delektować kontaktem, tylko o przekazanie komunikatu.

To może nie ma się czego czepiać? Do tego nie potrzeba wyszukanego języka.

- Ten język nie jest gorszy niż ten, którym na co dzień posługuje się zwykły Polak.

Ale tu mamy elity: poseł, minister, bogaty biznesmen...

- Chciałoby się, żeby elity mówiły ładniejszym językiem. Ale już dawno elity przestały być elitami, nie tylko jeśli chodzi o język, o maniery, ogólną kulturę osobistą.

Przed II wojną światową elita mówiła językiem zdecydowanie lepszym niż reszta Polaków. Uczono powszechnie łaciny i greki, a to dawało szacunek dla języka, kultury, tradycji. Język elit był staranny, sam w sobie był ważnym elementem kontaktu z drugim człowiekiem, z kulturą, ze światem w ogóle. Po II wojnie światowej, gdy władzę przejęli ludzie z tzw. awansu społecznego, często bez wykształcenia, wyznacznikiem bycia członkiem elity przestała być kultura osobista. A kultura języka jest częścią kultury osobistej.

Dziś liczy się przede wszystkim szybkość i skuteczność.

- I to się odbija w języku. Język staje się wyłącznie narzędziem do załatwiania spraw, sam w sobie nie jest ważny. Nie myślimy, że możemy się między sobą porozumiewać nie tylko szybko, ale także językiem ładnym eleganckim, poprawnym. Choć z drugiej strony trudno oczekiwać, by brudne interesy załatwiać literacką polszczyzną.

Bardzo popularne w niektórych kręgach słowo na "k" pojawia się u biznesmena Ryszarda Sobiesiaka jak przecinek, ale u polityka Zbigniewa Chlebowskiego już nie.

- To plus dla Chlebowskiego. Ale tak, wulgaryzacja jest tu charakterystyczna. Pewnie dlatego, że rozmowom towarzyszą duże emocje.

Ale wszystkie są wyrażane tylko dwoma słowami: na "k" i na "p".

- I to świadczy o poufałości między rozmówcami.

Ale przede wszystkim o prymitywizmie językowym.

- O ogromnym ubóstwie. Bo ten biznesmen od hazardu używa słowa na "p" zamiast rzeczowników, czasowników, przymiotników.

Na przykład mówi: "Kawalec, Kapica k... ciągle mi się pier...", zamiast "ciągle mi się myli".

Albo: "Co oni tam wyprawiają z tą ustawą, że ona jest kompletnie pierd...", zamiast "nie taka jak powinna być", albo "z błędami" . Albo nawet dosadnie: "pochrzaniona", "schrzaniona".

Albo: "Oni mogą w 30 dni zmienić decyzję. Niech zapier...", zamiast "niech pracują", "niech się uwijają", "niech zasuwają".

Albo: "No bo oni rozpier..." zamiast: "rozwalili", "pochrzanili".

Jaki jest ich portret na podstawie tych rozmów?

- Dla nich najważniejsze jest załatwianie interesów, w ogóle nie liczy się kultura obcowania z innymi, bo gdyby się liczyła, toby te interesy załatwiali nie tak ubogim, prymitywnym językiem. Mogliby wyrażać emocje, mówić soczyście, dosadnie, ale nie wulgarnie.

To dla językoznawcy przygnębiająca lektura?

- O, tak. Coraz częstsze jest przekonanie, że język służy tylko do załatwiania spraw. Zapomina się o minimalnej staranności, o szacunku dla drugiego człowieka.

Kiedyś językoznawcy pisali, że kodem ograniczonym (czyli niewielka ilość słów, a jedno słowo opisuje bardzo wiele znaczeń, tak jak w omawianych przykładach) posługują się niższe warstwy społeczne.

A wzorem - także językowym - miały być warstwy wyższe. A tu się okazuje, że mamy faceta w garniturze za ok. 10 tys zł, bywającego na salonach i posługującego się językiem niższej warstwy społecznej.Takich Dyzmów teraz jest na pęczki! Elity finansowe, elity władzy przestały być elitami w sensie kulturalnym. Tak, to jest smutne!

* Dr Katarzyna Kłosińska, językoznawca z Uniwersytetu Warszawskiego, sekretarz Rady Języka Polskiego, analizuje język polityków

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 129 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    80 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':