Choć Berlusconi jest właścicielem największego włoskiego koncernu medialnego, to lubi kreować się na ofiarę wrogich mediów, które - jak mówił niedawno w kontrolowanej przez siebie publicznej telewizji RAI - są pełne łotrów pragnących podstępnie oszukać opinię publiczną, oczernić rząd, a nawet obalić premiera.
- Trudno się dziwić, że gazety chciałyby mnie zobaczyć przed sądem. Przecież 72 proc. włoskich mediów jest w rękach lewicy - mówił premier po niedawnym orzeczeniu trybunału konstytucyjnego odbierającym mu immunitet. Berlusconi nie wytłumaczył, skąd wziął tę liczbę, bo zaraz potem zaczął węszyć lewicowe spiski także wśród sędziów trybunału oraz w pałacu prezydenckim.
Berlusconi ma prosty pomysł na wyciszenie gazet piszących o jego skandalach obyczajowych i korupcyjnych - ich redakcje pozywa do sądu pod zarzutem zniesławienia, a do najbogatszych biznesmenów publicznie apeluje, by nie zamieszczali reklam w "antywłoskich mediach".
- Przemysłowcy powinni zbuntować się przeciw tym oszczercom, którzy psują wizerunek Włoch - apelował kilka dni temu Berlusconi. Procesy grożą nie tylko Włochom, bo adwokaci premiera już przygotowują pozwy także przeciwko hiszpańskiemu dziennikowi "El Pais" oraz francuskiemu tygodnikowi "Le Nouvel Observateur".
Jednak niezależne gazety we Włoszech na razie tylko zyskują na nagonce ze strony Berlusconiego. Centrolewicowy dziennik "La Repubblica" (średnia sprzedaż w lipcu - 648 tys. egzemplarzy), który jest głównym celem premiera, informuje o stopniowym wzroście sprzedaży gazety oraz gwałtownym wzroście czytelnictwa w jego portalu internetowym. Stronę "La Repubbliki" odwiedza obecnie o 40 proc. więcej czytelników niż przed rokiem.
Według wstępnych danych poprawia się też sprzedaż tygodnika "L'Espresso". Oba tytuły należą do grupy wydawniczej Espresso, która na początku lat 90. ledwo wywinęła się od przejęcia przez koncern Berlusconiego. Choć tytuły tej grupy są ścigane przez premiera sądownie, to akcje tej spółki wzrosły od maja o 69 proc., podczas gdy główny indeks włoskiej giełdy podniósł się w tym samym okresie tylko o 20 proc.
Poważnie wzrosły też notowania wydawcy największego włoskiego dziennika "Corriere della Sera", który pomimo prób zachowania neutralności, też został ostatnio wciągnięty przez Berlusconiego na listę wrogów.
Włoskie władze walczą o dobry wizerunek Berlusconiego nie tylko za pomocą kija. Marchewką dla zagranicznych dziennikarzy ma być tworzona przez rząd grupa doradców medialnych, których zadaniem będzie przeczesywanie światowych gazet "od Japonii po Peru" w poszukiwaniu negatywnych artykułów o Włoszech. Po odkryciu takich materiałów rządowi spece będą oferować zagranicznym redakcjom "pomoc" - na razie nie wiadomo, w jakiej formie - w napisaniu czegoś pozytywnego o Włoszech.
Źródło: Gazeta Wyborcza