Chodzi o jedną z najkrwawszych zasadzek zastawioną na żołnierzy NATO przez talibów. W sierpniu 2008 r. otoczyli oni grupę 60 francuskich żołnierzy w okolicy Sarobi na wschód od Kabulu. Podczas dwudniowej bitwy, w której Francuzi musieli stawić czoła trzy razy liczniejszemu przeciwnikowi zginęło 10 z nich, a 21 zostało rannych. Stało się to w zaledwie miesiąc po przejęciu prowincji przez Francuzów od Włochów.
Talibowie zbezcześcili ciała zabitych Francuzów, a później pozwalali się fotografować ze zdobycznym uzbrojeniem i zegarkiem jednej z ofiar.
Szybko wyszło na jaw, że Francuzi byli bardzo słabo przygotowani do walki. Było ich za mało, mieli niewystarczającą ilość broni, amunicji i nie mieli zabezpieczenia lotniczego. Dysponowali też niewystarczającym sprzętem do komunikacji radiowej. Z opresji wyciągnęli ich Amerykanie, którzy pojawili się akurat w okolicy i wezwali lotnictwo.
Zdaniem "The Times" Francuzi byli źle przygotowani, ponieważ przyjechali z przeświadczeniem, że okolica jest względnie spokojna. W ciągu poprzedniego roku zginął tam tylko jeden włoski żołnierz.
Tymczasem - jak pisze londyński
dziennik - włoskie służby specjalne płaciły dziesiątki tysięcy dolarów talibskim dowódcom i lokalnym watażkom, by utrzymać okolicę w spokoju. Nie powiedziano o tym Francuzom ani innym sojusznikom z NATO. Według "Timesa" Amerykanie dowiedzieli się o tym później z podsłuchanych rozmów telefonicznych.
Dziennik powołuje się na kilka źródeł Sojuszu w Afganistanie. "Nie można podchodzić do tej sprawy zbyt doktrynersko. Być może ma sens kupowanie lokalnych grup i działanie bez przemocy, by ograniczyć przemoc. Ale nie poinformować o tym swoich sojuszników to absolutne szaleństwo - mówi rozmówca "Timesa". "To absolutna hańba. NATO jest wystarczająco delikatną konstrukcją i bez tych facetów działających za naszymi plecami" - dodaje inny.
Według rozmówców "Timesa" Amerykanie dowiedzieli się, że Włosi płacą talibom w innym regionie Afganistanu jeszcze przed feralną bitwą w Sarobi i złożyli protest dyplomatyczny, ale sprawy nie nagłaśniano. Dopiero później ustalili, że to samo dzieje się w Sarobi.
Włoskie władze zaprzeczają całej sprawie. "Rząd Silvia Berlusconiego nigdy nie zapłacił ani nie zgodził się na wypłatę jakichkolwiek pieniędzy talibom w Afganistanie. Nie wie też nic o jakichkolwiek tego typu inicjatywach poprzedniego rządu" - pisze w oświadczeniu po ukazaniu się artykułu biuro włoskiego premiera. Minister obrony Ignazio La Russa nazwał doniesienia "Timesa" obraźliwymi dla Włochów, którzy zginęli, oraz dla całej armii. Ministerstwo lub rząd pozwie dziennik.