http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

"Operacja Kwaśniewska". Czyj jest mój dom?

Wojciech Czuchnowski
2009-10-15, ostatnia aktualizacja 2010-08-13 00:43

Gdzie dziś pachnie agent Tomek? Właściciel domu w Kazimierzu bez skutku szuka agenta CBA, który dom od niego kupił w ramach "operacji Kwaśniewska" - ale nie zapłacił

Co o tym sądzisz? Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Marek Michałowski, szef rady nadzorczej Budimeksu, nie dostał za nieruchomość umówionych notarialnie 1,6 mln zł. Co gorsza - przestał być jej właścicielem.

Wczoraj w Radiu TOK FM powiedział, że właśnie dostał zawiadomienie z wydziału ksiąg wieczystych. - W rubryce "właściciel" został wpisany Tomasz Małecki, osoba, zdaje się, nieistniejąca. Ale on nie wpłacił pieniędzy. Starałem się dowiedzieć, kto to, czy mam szanse się rozliczyć - mówił Michałowski.

Napisał do CBA: - Pytałem, czy to rzeczywiście ich człowiek. Prosiłem, żeby zaproponowali jakieś rozwiązanie, zapłacili lub zwrócili mi nieruchomość. Nie dostałem odpowiedzi. Pytałem w prokuraturze, ale powiedzieli, że to nie ich sprawa.

Wyzuty z własności Michałowski to jedna z ofiar agenta, który pod fałszywymi nazwiskami rozpracowywał ludzi biznesu, polityki, rozrywki. Opisując w "Gazecie" jego łowy na Jolantę Kwaśniewską, odkryliśmy, że również on był słynnym kusicielem posłanki Sawickiej, której proces się toczy. - Młodszy ode mnie, gustownie się ubierał, miał sportowego mercedesa z białym wyposażeniem, duże pieniądze w portfelu, zawsze przyjemnie pachniał, miał wybielone zęby - opowiadała przed sądem.

Niedawno agent Tomek zastawił też sidła na Weronikę Marczuk-Pazurę, dzięki czemu postawiono jej zarzut przyjęcia łapówki.

Domem w Kazimierzu CBA się zainteresowało, podejrzewając, że prawdziwym właścicielem nie jest Michałowski, lecz żona byłego prezydenta RP. A Michałowski, znajomy Kwaśniewskich, został podstawiony, by para prezydencka mogła ukryć dochody.

By to udowodnić, Tomek omotał administratora domu. On zaś namówił Michałowskiego, by dom sprzedał. 29 lipca Michałowski podpisał z Tomkiem akt notarialny na 1,6 mln zł.

Po transakcji Tomek przekazał administratorowi jeszcze 1,5 mln zł - jako cichą część zapłaty, na którą się umówiono, by podatek był niższy. Akcja spaliła na panewce, bo administrator nie wziął teczki z gotówką. A to w teczce tkwił nadajnik, który - jak liczyło CBA - doprowadzi do Kwaśniewskiej.

Po tej klapie CBA zatrzymało administratora, jego matkę, która jako dawna właścicielka domem się opiekowała, i Michałowskiego. 1,5 mln zł CBA odzyskało. Prokuratura katowicka postawiła wszystkim zarzuty wprowadzenia w błąd notariusza dla uniknięcia podatku. Michałowski twierdzi, że nic o cichej dopłacie nie wiedział.

W filmie "Faceci w czerni" tajna agencja rządu USA szuka ukrywających się kosmitów, analizując doniesienia kolorowych pism. Informacja pt. "Mojego męża pożarła gąsienica" była dla agentów sygnałem, że działają "obcy".

Z czegoś podobnego wzięła się "operacja Kwaśniewska". W 2006 r. o "willi Kwaśniewskich" w Kazimierzu pisał "Super Express", wyliczając luksusy rezydencji. Powtórzył to były premier Józef Oleksy, który szczerze Kwaśniewskiego nie znosi, Aleksandrowi Gudzowatemu w rozmowie przy kieliszku skrycie nagranej przez biznesmena. A w taśmy Gudzowatego zasłuchało się CBA.



Zarzutów nie ma "Tomasz Małecki". W aktach śledztwa figuruje jako "anonimowy świadek", którego tożsamość podlega ochronie.

- Jeżeli osoba prawna, która była stroną czynności, nie istnieje, to mamy do czynienia z "czynnością nieistniejącą", czyli nieważną - tłumaczył wczoraj w TOK FM warszawski notariusz Leszek Zabielski.

Ale by ustalić, że "Małecki" nie istnieje, Michałowski musi iść do sądu cywilnego. Sąd wezwie CBA, by podało prawdziwe nazwisko agenta. Jeśli CBA odmówi, to - według Zabielskiego - musi wystąpić przed sądem jako osoba prawna reprezentująca skarb państwa.

Unieważnić transakcję można także dlatego, że agent nie zapłacił oficjalnej ceny 1,6 mln zł. Ale to również trzeba przeprowadzić przez sąd.

Nie znamy jeszcze odpowiedzi na pytania: •  Dlaczego Michałowski nie zabezpieczył transakcji, tak by umowa notarialna stała się ważna dopiero po zapłacie? •  Jaką gwarancję miał administrator, że „Małecki” da mu dodatkowe 1,5 mln po wyjściu od notariusza? Przy takich kwotach wystarczy przyjaźń i zaufanie?

- Właścicielem tego domu jest teraz fantom - mówi Michałowski.

Tomek rzeczywiście zniknął. Jest zdekonspirowany. Kiedyś brylował kosztownymi rekwizytami na salonach, dziś salony rozsyłają sobie jego zdjęcie telefonami komórkowymi.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 40 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    57 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':