We wtorek Donald Tusk odwołał szefa CBA Mariusza Kamińskiego. Wczoraj - na wniosek nowego szefa Biura Pawła Wotjunika - zdymisjonował Ernesta Bejdę i Macieja Wąsika, współtwórców CBA i najwierniejszych ludzi Kamińskiego.
Tymczasem ścisłe kierownictwo CBA objęli ludzie
Centralnego Biura Śledczego. Wojtunik był do wtorku szefem tej służby. Swoim zastępcą zrobił Janusza Czerwińskiego, który od niedawna kierował poznańską delegaturą CBA, ale w latach 2006-07 kierował
CBŚ (wtedy Wojtunik był jego zastępcą).
Według rozmówców "Gazety" dalsze zmiany w CBA będą przebiegać podobnie: awansować będą dawni funkcjonariusze CBŚ, a ci, którzy przyszli z nadania politycznego, stracą stanowiska.
Stopklatka Wojtunika Premier powiedział w środę, że oczekuje od Wojtunika trzech rzeczy: "Zera polityki w pracy, 100 proc. profesjonalizmu i pełnej bezwzględności w tępieniu zjawisk korupcyjnych". - Ze względu na dotychczasowe doświadczenie zawodowe, m.in. poważne zaangażowanie w kwestie nielegalnych aspektów rynku hazardu, a także dzięki doświadczeniom bardzo dobrze świadczącym o Pawle Wojtuniku z czasów przecieku w tzw. sprawie starachowickiej, nowy szef CBA ma szanse spełnić te oczekiwania - podkreślił Tusk.
Wojtunik dostał ochronę BOR. - Jego wizerunek stał się powszechnie znany. Może obawiać się odwetu grup przestępczych za działalność w policji - tłumaczy nam oficer BOR.
A w CBA rozpoczął się właśnie audyt. - Żadna ze spraw prowadzonych przez Biuro nie stanęła - zapewnia "Gazetę" Wojtunik. - Każdy nowy szef powinien zrobić "stopklatkę". Pracujemy nad dalszymi zmianami kadrowymi. Ale równocześnie nad planem na przyszłość: poprawą standardów pracy, jej jakości oraz wizerunku.
Kamiński bez certyfikatu Tymczasem wczoraj w Radiu RMF Jacek Cichocki, sekretarz Kolegium ds. Służb Specjalnych, powiedział, że były szef CBA
Mariusz Kamiński straci dostęp do informacji niejawnych. Powód? Postawiono mu zarzuty, a wtedy Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego automatycznie cofa certyfikat.
Kamiński dostał dymisję w wyniku ostrego konfliktu z premierem. Oskarżył Tuska, że z zemsty za ujawnienie sprawy hazardowego lobbingu rzeszowska prokuratura postawiła mu zarzuty karne w związku z tzw. aferą gruntową z 2007 r. Kamiński wskazał też kancelarię premiera jako źródło przecieku o działaniach CBA wokół polityków PO.
W ostatni piątek rządzone jeszcze przez Kamińskiego CBA znowu wszczęło alarm pod hasłem "zagrożenie interesu ekonomicznego państwa". Tym razem chodziło o prowadzoną przez rząd Tuska prywatyzację stoczni. Ale ujawnione materiały pochodziły sprzed kilku miesięcy. Rząd uznał to za przejaw "buntu służby specjalnej".
Prezydent ogłasza na Prezydent.pl W sprawie dymisji Kamińskiego głos zabrał prezydent Lech Kaczyński, który wcześniej nie przekazał Tuskowi pisemnej opinii w tej sprawie (dwie pozostałe opinie - od sejmowej speckomisji i kolegium ds. służb - premier dostał).
Wczoraj opinię Lech Kaczyński ogłosił na www.prezydent.pl. Nie widzi on "ustawowych przesłanek" dla odwołania Kamińskiego. "Nie pozostaje nic innego, jak ocenić, iż zamiar odwołania Pana Kamińskiego jest w sensie prawnym całkowicie bezpodstawny i trudno oprzeć się wrażeniu, że może on być związany z wykrytymi przez tę służbę nieprawidłowościami w działaniach osób piastujących kierownicze stanowiska państwowe".
Prezydent przypomina, że szef CBA specjalnie jest powoływany na czteroletnią kadencję, a "odwołanie go w jej toku jest silnie reglamentowane prawnie między innymi po to, aby nie mogło być spowodowane np. faktem wykrycia przez CBA, na wysokich szczeblach władzy, zachowań, które mogą rodzić podejrzenie korupcji".
Prezydenccy urzędnicy nie grozili już wczoraj postawieniem Tuska przed Trybunałem Stanu za dymisję bez opinii Lecha Kaczyńskiego. Wniosku o to nie złoży też PiS, bo przewagę w Sejmie ma
PSL i PO.
Ale PiS zapowiada inne ruchy. Europoseł
Zbigniew Ziobro oświadczył, że komisja śledcza, która zbada sprawę hazardowego lobbingu musi mieć dostęp do billingów telefonicznych premiera. Inny europoseł PiS Marek Migalski złożył na Tuska doniesienie do prokuratury - jego zdaniem złamał prawo, odwołując Kamińskiego bez opinii prezydenta.