http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

A kto to jest Chlebowski?

Rafał Kalukin
2009-10-16, ostatnia aktualizacja 2009-10-14 15:43

Każdemu naobiecywał, że coś załatwi. Chciał pokazać, że wszystko może. Nic z tego nigdy nie wynikło


Fot. Wojciech Olkuśnik
Gdy w 2001 roku po raz pierwszy został posłem, cały Żarów ekscytował się debiutem w Sejmie swego burmistrza. W którym fotelu siedzi? Kiedy będzie można go zobaczyć w telewizji? Czy poznał już tych wielkich - Tuska, Rokitę, Płażyńskiego? Ale Lilla Gruntkowska, koleżanka z gminnego samorządu, najbardziej zazdrościła Zbyszkowi, że tak po prostu będzie mógł sobie pogadać z Zytą Gilowską. Choć lubelska profesor tak samo jak Zbyszek dopiero debiutowała w roli posła, jej świetne opracowania o finansach samorządów były elementarzem dla każdego ambitnego działacza lokalnego. Zresztą Gruntkowska poznała kiedyś Gilowską na szkoleniu dla samorządowców i była pod wrażeniem inteligencji i błyskotliwości tej kobiety. I pomyśleć, że teraz to nowa koleżanka naszego Zbyszka!

- Tylko on sam nie czuł się za dobrze - opowiadają w Żarowie. - Jak użył wszystkich swych talentów do wysforowania się na czoło stawki w walce o miejsce na liście wyborczej PO i jak już w końcu zdobył wymarzony mandat, liczył pewnie na kolejne szybkie triumfy - tym razem już w podbijaniu stolicy. Szybko został sprowadzony na ziemię, gdy na sali sejmowej ujrzał mosiężną tabliczkę ze swym nazwiskiem przytwierdzoną do fotela w przedostatnim rzędzie. To cholernie daleko. Tak daleko, że operatorzy kamer w Sejmie nigdy nie skierują tam obiektywów. Istna strefa cienia dla posłów, którzy robią w Sejmie za tłum i poza dyscypliną nikt niczego od nich nie wymaga. Zbigniew Chlebowski nie chciał robić za tłum. Chciał być kimś.

Przyjeżdżał z Warszawy do Żarowa i powtarzał niedawnym współpracownikom: - Teraz to ja już jestem politykiem krajowym.

Bo może jeszcze wróci do łask

Obecny kryzys polityczny zaczął się od ujawnienia przez CBA treści rozmów posła PO Zbigniewa Chlebowskiego z biznesmenem z branży hazardowej Ryszardem Sobiesiakiem.

Chlebowski przeprasza za niefortunne rozmowy, ale zapewnia, że nie został skorumpowany. Nie naciskał na kształt ustawy, zgrzeszył tylko "nieroztropnością i zbyt małą wstrzemięźliwością wypowiedzi".

Mimo to natychmiast zrezygnował z kierowania Klubem Parlamentarnym PO i uchodzi dziś za polityka upadłego. "O nim mówi się w czasie przeszłym", "już go nie ma", "a kto to jest Chlebowski?" - takie głosy usłyszeć można w Sejmie wśród jego kolegów z PO.

W rodzinnych stronach posła opinie nie są tak kategoryczne. Większość samorządowców nie chce pod nazwiskiem mówić o Chlebowskim. Obawiają się, że on jeszcze wróci do łask i zacznie się mścić. Zwłaszcza że zarzutów korupcyjnych nikt mu nie postawił. A zatem obciąża go tylko nieciekawa znajomość z Sobiesiakiem i fatalny język ich rozmowy. A to znowu nie tak wiele.

Dominuje tu zresztą przekonanie, że Chlebowski jest w istocie niewinny. - Dużo gada, niewiele z tego wynika - opisuje posła jego dawny współpracownik (anonimowo, bo "nie chce kopać leżącego"). - Wszystkim coś tu naobiecywał, ale tylko paru swoich przydupasów potrafił ustawić. On nie umie odmówić prośbom o pomoc. Nie dlatego, że jest mało asertywny. Po prostu musi wszystkim nieustannie pokazywać, co to nie on, i że wszystko może. Zbudował w ten sposób mit Chlebowskiego. Dlaczego z jego kontaktami z Sobiesiakiem miałoby być inaczej?

Gwoli ścisłości - "mit Chlebowskiego" nie wszędzie działa z równą siłą. W Wałbrzychu najmocniej, tam Chlebowski rządzi i dzieli. Tak samo jak rządził wcześniej SLD-owski baron Marek Dyduch, a jeszcze dawniej partyjni sekretarze z KW.

- Wałbrzych zawsze musiał mieć jakiegoś "Dyducha", który co dzień ogłasza, że załatwi to czy tamto. To robotnicze miasto z ogromnymi problemami społecznymi i słabą elitą. Dziś "Dyduchem" jest Chlebowski - dworują sobie w sąsiedniej Świdnicy.

Choć oba miasta tworzą jeden okręg wyborczy, więcej je dzieli, niż łączy. Świdnica jest raczej inteligencka, atrakcyjna turystycznie, a przede wszystkim dominuje tu prawica. Tutejsze elity nie dają posłuchu sugestiom Chlebowskiego.

- Zbyszek odpuścił sobie Świdnicę. Tutejszy wicestarosta Ryszard Wawryniewicz już dwa razy był posłem, więc trudno grać przy nim światowca. Na początku prawicowy komitet Wawryniewicza był zresztą w powiatowej koalicji z PO, ale Chlebowski kazał nam przejść do opozycji - tłumaczy działacz świdnickiej Platformy.

Triumwirat w gminie Żarów

Chlebowski, Gruntkowska i Leszek Michalak we troje zgodnie rządzili 12-tysięczną gminą Żarów przez pierwszą dekadę wolnej Polski. Mniej więcej rówieśnicy, od podstaw uczyli się samorządu. Poznali się na pierwszej sesji rady gminy po wyborach samorządowych w maju 1990 roku. Gruntkowska i Michalak weszli z Komitetu Obywatelskiego "Solidarność", Chlebowski - z poparciem "Solidarności" Rolników Indywidualnych. O włos, jednym głosem przewagi nad kolejnym kandydatem.

Miał 26 lat, dyplom z mechanizacji rolnictwa i nieźle prosperujące gospodarstwo.

- Tylko trzy osoby w radzie były z wyższym wykształceniem. Starszyzna doszła do wniosku, że trzeba oddać gminę młodym. Niech rządzą, z duchem nowych czasów - wspomina Helena Słowik, wówczas przewodnicząca rady gminy.

W tamtych czasach burmistrza wybierali radni. Chlebowski przyszedł na sesję jak na piknik - w kraciastej koszuli i klapkach z białego skaju. W takim stroju został pierwszym burmistrzem Żarowa. Ponoć najmłodszym w Polsce.

Do Żarowa jedzie się ze Świdnicy kilkanaście minut. Dawniej było tu województwo wałbrzyskie. Jak komuna upadała, większość żarowian musiała chodzić za potrzebą do toalet na zewnątrz budynków. Bieżąca woda w czteropiętrowych blokach dochodziła z reguły do pierwszego piętra. Zresztą tylko dwie wsie w gminie (na dziewięć) miały dostęp do wodociągu.

- Bida z nędzą na zakręcie - kwituje Helena Słowik.

Źródło: Duży Format
  • 8 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    22 głosy

Policjanci chorują nam na potęgę

MSWiA przyznaje, że w okresie absencji chorobowej "podejmowana jest praca zarobkowa". Nikt tego jednak nie może sprawdzić