http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

W imię dziecka

Katarzyna Klukowska, Ewa Kłak-Zarzecka, Sylwia Sałwacka
2009-10-16, ostatnia aktualizacja 2009-10-14 15:23

Chciał, żebym przestała karmić piersią. I żeby niemowlę było dwa tygodnie ze mną w Polsce, a dwa z nim w Holandii

Anna cieszy się z  każdej chwili spędzonej z synkiem
Fot. Piotr Skórnicki
Anna cieszy się z każdej chwili spędzonej z synkiem
ZOBACZ TAKŻE
Policjanci podjechali cywilnym autem pod gimnazjum. Poprosili dyrektora, by wezwał nauczycielkę niemieckiego Annę Chmielewską do swego gabinetu. Tam pokazali jej europejski nakaz aresztowania, który wydało holenderskie ministerstwo sprawiedliwości: - Jest pani zatrzymana. Ma pani jakąś ostrą broń?

Uprowadzenie Ebiego

Miesiąc wcześniej, w poznańskiej kawiarni. Anna rozpina bluzkę i zaczyna karmić piersią 15-miesięcznego Euzebiusza.

- Wiem, że w tym wieku dzieci często już tego nie robią - jakby się tłumaczy. - Ale synek widocznie tego potrzebuje, ciągle się domaga piersi.

Anna ma 28 lat, skończyła germanistykę i dyrygenturę chóralną w Poznaniu, przez ostatnie trzy lata mieszkała w Maarssen w Holandii. Dorabiała jako organistka w katolickim kościele, wcześniej krótko była sekretarką.

- Lekarze w Holandii mówili, że nie będę mieć dzieci. Jak ja się cieszyłam, kiedy zaszłam w ciążę.

Mąż Anny Dennis jest Holendrem, ma 36 lat, handluje maszynami poligraficznymi. - W 2004 roku kupowałam z kuzynem maszynę poligraficzną od Dennisa - opowiada Anna. - Wydał nam się sympatyczny, zaprosiliśmy go do odwiedzenia nas w Polsce. Po dwóch tygodniach zadzwonił, że jest pod Poznaniem. Myśleliśmy, że to jakiś żart. Ale on rzeczywiście przyjechał. Zaczął mnie odwiedzać co weekend, dwa. Bywało, że zostawał na tydzień. Ślub wzięliśmy po dwóch latach, ja na pewno z miłości. Rodzice wyprawili nam piękne wesele w pałacu w Wąsowie. Ale tuż przed ślubem Dennis kazał mi podpisać intercyzę: mieszkanie jest jego, samochód jego, konto jego. Dostawałam co miesiąc 500 euro: na jedzenie, jego papierosy i piwo, moje wyjazdy na studia do Polski. Rachunki płacił sam. Jak poszłam do pracy, zabrał mi te 500 euro. Za własne pieniądze kupowałam jedzenie. Kupił łódkę, bo Holandia to Wenecja Północy, ale ja musiałam kupować benzynę, choć mąż jest zamożny. Dziecku nigdy nic nie kupił. Przepraszam: raz, parę śpiochów.

W marcu tego roku, gdy Ebi miał osiem miesięcy, Dennis powiedział Annie, że chce się rozwieść, bo od dawna nie jest z nią szczęśliwy, i chce zacząć życie od nowa. Chciał, by Anna się od niego wyprowadziła. Odmówiła. Nie rozumiał: "Jaka jest twoja motywacja, by tutaj zostać?". Pytał, czy rozwód załatwią w Holandii, czy w Polsce i czy będzie uczyła synka holenderskiego.

Anna: - Wtedy nie zamierzałam wyjeżdżać. Ale 7 marca zadzwoniła mama, że ojciec źle się czuje. Zabrałam synka i wyjechałam do rodziców. Myślałam, że będę w Polsce tydzień, dwa, a potem wrócę do Holandii. Że Dennisowi przejdzie. Wcześniej już dwa razy wyrzucał mnie z domu. Ale 10 marca mąż powiedział mi przez telefon, że wymienił zamki w drzwiach. Spytał, co zrobić z moimi rzeczami, które są już spakowane. Gdyby poprosił, żebym wróciła, zrobiłabym to. Kochałam go. Nawet dziś... Ale wtedy poczułam się tak zraniona i oszukana... Powiedziałam, że w takim razie zostaję w Polsce. Złożyłam pozew o rozwód, podałam go o 1500 euro alimentów - to go z pewnością rozzłościło. W kwietniu Dennis zawiadomił ministerstwo sprawiedliwości, że uprowadziłam dziecko, i zwrócił się o wydanie syna w trybie konwencji haskiej.

Pierwsza rozprawa w Polsce o uprowadzenie Euzebiusza odbyła się pod koniec czerwca w sądzie w Śremie pod Poznaniem. Dennis potwierdził, że to on odszedł od żony, i przyznał, że jeśli Anna wróci do Maarssen, będzie musiała sobie sama wynająć w mieście mieszkanie. Opowiadał w sądzie: "Bardzo przeżyłem rozstanie z synem, nie mogę pracować. Ciągle mnie ta myśl zaprząta. Kiedy mieszkaliśmy razem, dzieckiem opiekowała się żona, ale najbardziej babcia, jej matka. Ale ja też zajmowałem się synem. Proponowałem żonie, abyśmy byli współopiekunami syna, tzn. częściowo ona się zajmuje dzieckiem, częściowo ja. Od marca nie byłem u dziecka, ponieważ holenderskie ministerstwo sprawiedliwości odradza mi to. Ich zdaniem ktoś mógłby to potraktować jako moją akceptację tego, że dziecko pozostaje w Polsce. (...) Jestem w stanie przedłożyć też dokumenty, że nie ma już konieczności karmienia dziecka piersią".

Anna: - Chciał, żeby dziecko było dwa tygodnie w Polsce, dwa tygodnie w Holandii. Nie zgodziłam się, przecież Ebi jest na to za mały. Mówiłam mu sto razy: jeśli chcesz, przyjedź, zobacz się z dzieckiem, ale nie zabieraj go na razie!

W lipcu sąd w Śremie uznał, że ojciec dziecka ma pełne prawa do opieki oraz że zachodzą "przesłanki do zwrotu dziecka", bo chłopiec urodził się i mieszkał w Holandii. "O ile nie można przecenić roli matki, to matka nie może samodzielnie łamać ustaleń co do pobytu dziecka i zabierać go bez zgody ojca do innego kraju, bo to ogranicza jego prawa". Sąd zarządził wydanie dziecka ojcu, ale w ostatniej chwili wstrzymał wykonanie postępowania do czasu jego uprawomocnienia się.

W sierpniu Dennis złożył zażalenie do Sądu Okręgowego w Poznaniu, a ten stwierdził: "Karmienie piersią w tym przypadku nie jest przeszkodą do oddzielenia dziecka od matki i wydania go ojcu, (...) choć optymalnym rozwiązaniem byłoby, gdyby Chmielewska wróciła razem z synem do Holandii i tam zamieszkała".

- Nie mam tam mieszkania, pracy. Z grania na organach nie wyżyję, nie opłacę mieszkania, opiekunki, mąż chce mi dać 600 euro. Dlaczego on ma prawo do decydowania, z kim chce mieszkać, a ja nie mogę decydować, gdzie chcę mieszkać?

Anna złożyła odwołanie i zażądała powołania biegłego psychologa przez sąd apelacyjny.

Artur Łata, adwokat Anny: - Nie wiem, co siedzi w głowie człowieka, który chce odebrać tak małe dziecko matce. Sam mam 15-miesięczną córeczkę, wiem, że dla niej najważniejsza jest matka.

Policja zatrzymała Annę w zeszłą środę na wniosek holenderskiego ministerstwa sprawiedliwości. Sąd w Utrechcie dał Dennisowi prawo do opieki nad dzieckiem i wydał nakaz aresztowania Anny w sprawie o uprowadzenie dziecka.

Anna spędziła dobę na komendzie w Kościanie, nazajutrz zakuta w kajdanki pojechała do Poznania. Tam sąd postanowił, że nie zostanie jednak wydana Holandii. Zgodnie z polskim prawem nie doszło do przestępstwa uprowadzenia dziecka, gdyż Anna ma pełnię praw rodzicielskich.

Następnego dnia Sąd Apelacyjny w Poznaniu odłożył ostateczne rozpatrzenie sprawy wydania Ebiego do Holandii do 21 października.

Ebi za kilka dni skończy 16 miesięcy, ojciec nie odwiedził go od siedmiu miesięcy.

Źródło: Duży Format
  • 24 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    30 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':