http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Trudno rozmawiać na kolanach

rozmawiała Natalia Wałoch
2009-10-14, ostatnia aktualizacja 2009-10-14 13:21

- Polski Kościół katolicki i środowiska kobiece to ekstremalnie różne światy. Im częściej Kościół odrzuca ich prośby, tym bardziej oddala się od ludzi - rozmowa z prof. Tomaszem Szlendakiem, socjologiem

ZOBACZ TAKŻE
Natalia Waloch: Często słyszymy zarzuty, że polski Kościół w sprawach kobiet jest bierny, że sprowadza je do roli matek Polek. Organizacje kobiece mają jednak opory przed proszeniem duchownych o pomoc w takich sprawach jak walka z przemocą w rodzinie, budowa przedszkoli itp. Skąd ten klincz?

Prof. Tomasz Szlendak: Problemem jest to, że Kościół jest strukturą hierarchiczną złożoną z mężczyzn. Podobnie jak w sferze polityki mężczyźni kooperują tutaj niemal wyłącznie z innymi mężczyznami. Takie środowisko niezależnie od tego, czy jego uczestnicy noszą sutanny, czy garnitury, zajmuje się męskimi sprawami. Jakim cudem może być mu bliski problem małej liczby przedszkoli?

Poza tym w Polsce nie ma ruchu przyparafialnego z prawdziwego zdarzenia, jaki jest na przykład w Stanach Zjednoczonych. On przybliża hierarchom i duchownym niższego szczebla przyziemne problemy wiernych.

Jeszcze inna sprawa: polski Kościół katolicki i polskie środowiska kobiece to dwa ekstremalnie różne światy. Po co więc kobiety z tych środowisk miałyby pukać do drzwi parafialnych?

Żeby wykorzystać jego siłę oddziaływania: na wsi czy w małym mieście trudno o lepszą reklamę kampanii społecznej niż słowo proboszcza z ambony.

- Oczywiście jako pewne narzędzie lobbingowe Kościół mógłby się sprawdzić i pomóc w niektórych sprawach. Tyle że spraw, w które bez specjalnych oporów doktrynalnych się zaangażuje, jest niewiele. W zasadzie poza tymi kilkoma, o których pani wspomina, trudno mi przypomnieć sobie coś jeszcze. Reszta kobiecych problemów zahacza o sferę obyczajową, w której duchowieństwo i środowiska kobiece reprezentują zupełnie inny światopogląd.

Doświadczenie kobiet walczących o przywrócenie Funduszu Alimentacyjnego pokazuje jednak, że czasem warto zapukać do parafii. Dzięki księżom samotne matki zebrały masę podpisów pod obywatelskim projektem ustawy.

- Tak, ale ich postulaty można nazwać "postulatami związkowymi". To były w społecznym odczuciu matki porzucone przez mężów, niemające za co utrzymać dzieci. Akurat ten temat wpisywał się w misję społeczną Kościoła.

Przedszkola i żłobki to też sprawa społeczna.

- Ale tu już pojawia się zgrzyt, bo dochodzi do znaczących różnic światopoglądowych. Kto zdaniem Kościoła powinien zajmować się dzieckiem? Według tradycyjnie nastawionych księży, a tych jest niestety nadal większość, społeczną rolą kobiety jest rodzenie i opieka nad małymi dziećmi, co oznacza w praktyce ograniczenie ich ról zawodowych i siedzenie w domu. I tu zaczynają się ruchome piaski.

Część księży, z którymi rozmawiałam, zgodziła się jednak poprzeć postulat większej liczby przedszkoli.

- Oczywiście jestem przekonany, że są światli księża, którzy takim pomysłom przyklasną. Pytanie, czy przychylni temu będą biskupi. To przecież oni faktycznie podejmują decyzje, czy podległe im parafie włączą się w jakąś kampanię społeczną, czy nie. Zatem klincz między środowiskami kobiecymi a duchowieństwem bierze się też z tego, że polski Kościół jest niejednorodny. Kobiety zgłaszające się z jakąś sprawą mogą trafić dobrze, ale też mogą trafić kulą w płot. Nie ma w Kościele jednolitej i jasnej polityki w tych sprawach, zatem zależnie z kim się rozmawia, taki dostaje się zwrot.

Joanna Piotrowska z Feminoteki opowiada o tym, że ksiądz nie wziął udziału w akcji przeciw przemocy wobec kobiet. Nieraz słyszała od duchownych, że to wina kobiety, że jest bita.

- To świetna ilustracja niejednorodności Kościoła, o której powiedziałem. Pani Piotrowska miała pecha i trafiła na niedokształconego szowinistę. Akurat nakłanianie mężczyzn do zrozumienia, że przemoc wobec żon i dzieci jest ciężkim grzechem, mieści się w nauce społecznej Kościoła. Problem polega na tym, że im częściej Kościół odrzuca prośby jak ta Feminoteki, tym bardziej oddala się od ludzi.

To przez to oddalenie duchowieństwa od problemów współczesnych kobiet coraz mniej z nich, jak pokazują badania, chodzi na msze?

- One są raczej stawiane przez Kościół poza nawiasem za sprawą skostniałych reguł. Spójrzmy na to przez pryzmat rozwodów, których jest coraz więcej.

Rozwiodło się wiele kobiet, które tylko w ten sposób mogły się uwolnić od mężów alkoholików, którzy je bili i stosowali przemoc psychiczną. Jednocześnie skazały się jednak na kościelną banicję. Przecież nie mogą uczestniczyć w pełni we wszystkich aspektach religijności i we wszystkich rytuałach. Jeśli z kimś się zwiążą, nie mogą przyjmować komunii. Nie mają wyjścia, często odchodzą z Kościoła, bo ten je poniekąd skreśla z listy pełnoprawnych wiernych.

Pamiętam kościół w niemieckiej Getyndze. Przy wejściu był stojak z ulotkami informującymi o działalności parafii: zajęcia wyrównawcze dla dzieci, spotkania dla młodych rodziców, którzy nie radzą sobie z niedospaniem i nowymi obowiązkami, kółko dla pań z menopauzą. U nas tak nie można?

- Pani mówi zapewne o Kościele protestanckim, który powstał m.in. z potrzeby radykalnej zmiany stosunku między wiernymi a duchownymi. Pastor jest tam sługą wiernych, nie stoi na piedestale wyżej od nich. Tam wierni sprawują faktyczną władzę nad Kościołem, a w polskim tradycyjnym katolicyzmie jest odwrotnie. To dlatego protestanckie świątynie realizują jednocześnie różne społeczne programy i są ośrodkami życia wiernych. W Polsce dzieje się tak w nielicznych parafiach, które miały szczęście trafić na wrażliwego proboszcza o duszy społecznika. W większości parafii ksiądz niestety cały czas pozostaje na piedestale. Kobiety nie mogą rozmawiać z nim na kolanach, bo tak się niczego nie załatwi.

* Prof. Tomasz Szlendak jest socjologiem, wykładowcą na toruńskim Uniwersytecie Mikołaja Kopernika, autorem m.in. takich książek jak "Zaniedbana piaskownica. Style wychowania małych dzieci a problem nierówności szans edukacyjnych" i "Supermarketyzacja. Religia i obyczaje seksualne młodzieży w kulturze konsumpcyjnej"

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 5 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    10 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':