Ale przejrzystość programu to tylko jedna z ofert, które szefowa amerykańskiej dyplomacji przywiozła wczoraj do Moskwy, gdzie spotkała się z prezydentem Dmitrijem Miedwiediewem i szefem
MSZ Siergiejem Ławrowem.
Amerykanie chcieliby również stworzyć z Rosją wspólny bank wymiany danych o potencjalnych zagrożeniach atakiem rakietowym i sposobach obrony przed nimi. Oficjalnie zaprosili też rosyjskich oficerów do dowództwa operacyjnego obrony antyrakietowej w Colorado Springs. - Ten system ma być kolejnym obszarem głębokiej współpracy między naszymi krajami - mówiła Clinton na konferencji prasowej.
Stojący obok Ławrow nie krył zadowolenia. Przed dziennikarzami snuł wizję, że wspólna tarcza antyrakietowa mogłaby chronić nie tylko
USA i Rosję, ale też Europejczyków. Pod warunkiem że Rosjanie ostatecznie przekonają się, że program nie jest dla nich zagrożeniem. Bo choć miesiąc temu prezydent
Barack Obama skasował program tarczy antyrakietowej stworzony za rządów George'a Busha (zakładał m.in. budowę wyrzutni antyrakiet w Polsce i radaru w Czechach), by rozwijać system oparty o rakiety SM-3 stacjonujące na okrętach z systemem Aegis, a potem ruchomych platformach w Europie, to Kreml dalej jest nieufny.
- Nowa propozycja tarczy przynosi więcej pytań niż odpowiedzi - mówił kilka dni temu Ławrow wzburzony zapowiedzią, że do projektu ma być włączona również
Ukraina. Amerykanie pośpiesznie to dementowali.
Oferta Clinton to kolejny pozytywny sygnał, który administracja Obamy wysyła do Kremla. Eksperci nie kryją, że USA zdecydowały się na "reset" stosunków z Rosją, by przekonać ją do zaostrzenia stanowiska w sprawie irańskiego programu atomowego. Moskwa do tej pory sprzeciwiała się nakładaniu kolejnych sankcji na Teheran. Wczoraj Clinton też niewiele ugrała. - Grożenie Iranowi nowymi sankcjami nie przyniesie dobrych rezultatów - rozwiewał jej nadzieje Ławrow. Przyznawał wprawdzie, że może sobie wyobrazić sytuację, kiedy sankcje nałożyć będzie trzeba, ale w sprawie Teheranu ten scenariusz jest odległy. Sama Clinton zapewniała dziennikarzy, że o nic Rosji jeszcze nie prosiła, a współpraca z Kremlem w sprawie Iranu jest doskonała.
Po spotkaniach z politykami Clinton pojechała uspokajać rosyjskich działaczy praw człowieka oraz dziennikarzy opozycyjnej "Nowej Gaziety". Niepokój wśród rosyjskiej opozycji demokratycznej wywołał Michael McFaul doradca Obamy ds. Rosji, który miał powiedzieć szarej eminencji Kremla Władysławowi Surkowowi, że Waszyngton nie będzie więcej pouczać jej w sprawach demokracji. - Pani Clinton wie, że w Rosji wciąż mordowani są działacze praw człowieka. Powiedziała nam, że mimo "resetu" stosunków Ameryka będzie dalej patrzeć Moskwie na ręce - mówiła po spotkaniu Tatiana Lokszina z rosyjskiego Human Rights Watch.