Kiedyś był gwiazdą awangardowej sceny Chicago. Teraz bardziej popularne są jego zespoły. Ale właśnie powraca. I to w wielkim stylu. Dobrych parę lat temu kornecista, kompozytor i producent Rob Mazurek zaszył się gdzieś w Brazylii, a więc zupełnie z dala od jazzowego światka. Do Chicago co prawda od czasu do czasu powracał, koncertował ze swymi zespołami (Exploding Star Orchestra, Chicago Underground), nagrywał z nimi płyty. Ale w zespołach jego indywidualność jakoś się zatraciła. I tak mało kto dziś pamięta, kiedy ukazała się ostatnia jego autorska, sygnowana własnym nazwiskiem płyta. Bycie anonimowym twórcą najwyraźniej zaczęło mu jednak doskwierać. I po latach przerwy nagrał autorski album, ukazujący się właśnie w renomowanej wytwórni Delmark. "Sound Is" jest niejako hołdem dla chicagowskiego gwiazdora Roscoe Mitchella, odwołuje się bowiem do jego historycznego nagrania "Sound", uważanego za jedną z najsłynniejszych płyt w katalogu wytwórni Delmark. I jest to hołd naprawdę wielki. Mazurek popisuje się doskonałą techniką, bogatą inwencją improwizatora i genialnymi pomysłami kompozytorskimi. Wraz z towarzyszami potrafi odlecieć w totalnie improwizowane szaleństwo, ale wprowadza też trochę elementów magicznego transu, a nawet jazzowej liryki. Niezwykły kolor jego muzyce dodają dwie linie basu - motoryczna gitara basowa Matthew Luxa plus rozwibrowane i szarpane dźwięki kontrabasu Josha Abramsa. Plus ostra, funkowa perkusja Johna Herndona i wprowadzający w istną hipnozę wibrafon Jasona Adasiewicza. Mazurek znów jest na szczycie!