http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Niech Szwedzi nie lansują nazistów

Krzysztof Varga
2009-10-16, ostatnia aktualizacja 2009-10-13 12:43

czyli złość Cieślaka

Mieliśmy w tym roku szczęście - literacka i pokojowa Nagroda Nobla wywołały polemiki, obie były wielkim zaskoczeniem, uruchomiły wybitne publicystyczne pióra. Odbiły się dużym echem, a niektórym jednak odbiły się czkawką.

Wyróżnia się głos Jacka Cieślaka z "Rzeczpospolitej" ("Plus Minus", 10-11 października). Cieślak w tekście "Hitler, Walkiria i Nobel" celnie i błyskotliwie rozprawia się z laureatką Nobla Hertą Müller, Akademią Szwedzką oraz z III Rzeszą i Niemcami w ogóle. Cieślak prezentuje nam się jako posiadacz nie tylko błyskotliwej inteligencji i publicystycznej odwagi, ale także przenikliwy krytyk literacki, znawca problematyki światowej, analityk polityki historycznej i wnikliwy badacz dziejów XX wieku.

Żeby z Herty Müller i jej książek zrobić odpowiedzialnych za rewizjonizm historyczny i odkręcanie niemieckich win za II wojnę światową, trzeba doprawdy tęgiego umysłu!

Cieślak ma tęgi umysł i piękne pióro. Mam nadzieję, że ktoś szwedzkim akademikom tekst Jacka przetłumaczy, że oni go przeczytają i ze wstydu rzucą się w fale Bałtyku.

"Tegoroczną Literacką Nagrodę Nobla uważam za dowód politycznej i historycznej ignorancji - pisze Cieślak. - Hercie Müller należało się pewnie ważne niemieckie wyróżnienie, jednak decyzja Akademii Szwedzkiej świadczy, że jest to grono coraz bardziej prowincjonalne. Woli się pochylić nad marginesem historii, pomijając zjawiska zdecydowanie szersze, globalne".

Jakie zjawiska zostały przez Szwedów pominięte, tego nie wiemy, zapewne jest ich tak dużo, że nie było miejsca na ich wyliczenie. Rumunia i jej historia najnowsza, los niemieckiej mniejszości w Banacie nie znajdują uznania u Cieślaka, choć naturalnie wie o nich absolutnie wszystko.

Pozwolę sobie dodać, że Herta Müller ma już różne "ważne niemieckie wyróżnienia", np. Nagrodę Kleista, Nagrodę Kafki, Nagrodę Fundacji Adenauera. Prowincjonalni jak Szwedzi Irlandczycy także dali Müller nagrodę: International IMPAC Dublin Literary Award. Cieślak powinien sobie był te informacje przed napisaniem tekstu wygooglać.

Niestety, ubolewa Cieślak, Akademia nie widzi ważnych problemów i woli "wyeksponować koszmar życia pod wschodnioeuropejską dyktaturą. Ale jeśli tak bardzo brzydzi się Ceaus´escu i Securitate, pewnie znalazłaby kilku rumuńskich twórców, którzy o tych sprawach pisali".

Znów niestety Cieślak nie podaje nam konkretów. Skąd wie, żeby Akademia znalazła takich rumuńskich pisarzy? Cieślak zna dobrze rumuńską literaturę? Kojarzy jakieś nazwiska? Mógłby nam podać tytuły książek? "Wynoszenie - w tym kontekście - na ołtarze cierpienia Niemki, córki esesmana, robi wrażenie czystej perwersji i lokuje decyzję Akademii w sferze groteskowych żartów historii".

Kiedy czytam to zdanie, to wydaje mi się, że to Cieślak żartuje, że on czytelnika prowokuje, że celowo ośmiesza myślenie w rodzaju "dziadek w Wehrmachcie". Napisać, że noblistce się Nobel nie należy, bo jej stary, zanim ją spłodził, to się zapisał do SS, to jest kapitalny i celny żart. "Nie potrafię pochylać się nad krzywdą, jaka spotkała najbliższych esesmanów - jakkolwiek by to źle brzmiało i źle o mnie świadczyło" - pisze Cieślak. Ja bym zdecydowanie wolał, żeby wszystko, co napisał w tym tekście Cieślak, źle o nim świadczyło, źli ludzie bywają bowiem ciekawi i inteligentni. "Nie stać mnie w tych sprawach na polityczną poprawność. To nie jest kwestia do rozważania niuansów. To jest kwestia pryncypiów" - dodaje odważnie Cieślak.

Rozumiem, że Cieślak przeczytał wszystkie książki Herty Müller, które wyszły po polsku. W tekście co prawda nie ma ani słowa, które by na to wskazywało, ale z pewnością znów wynika to z braku miejsca na szpaltach. Cieślak, jestem o tym przekonany, ma w małym palcu wszystkie siedem książek Müller, które zostały na polski przełożone. Zna na pamięć opisy koszmaru życia w Rumunii pod rządami Ceaus´escu, sceny nękania i przesłuchań w wykonaniu Securitate.

Pamięta wstrząsające opisy egzystencji na banackiej wsi, brutalne, ale i oszczędne sceny śmierci zwierząt, atmosferę strachu i bólu, która się nad stronami tych książek unosi. Jakby tych książek dokładnie nie przeczytał, jakby nie przeanalizował działań najbardziej złowrogiej bezpieki w bloku wschodnim, toby nie odważył się na stwierdzenie, że historia komunizmu w Rumunii to jest "margines historii".

Wreszcie - jakby Cieślak tych książek nie czytał, toby przecież nie napisał tak pryncypialnego tekstu. Jeżeli ktoś pisze o sobie, że jest pryncypialny, to z największą pewnością jest merytorycznie przygotowany do udowodnienia swoich tez.

Co więcej - Cieślak musiał już czytać w oryginale nową powieść Müller pt. "Atemschaukel", która po polsku wyjdzie dopiero w przyszłym roku. Wskazuje na to poruszony przez niego wątek "Niemców pracujących przymusowo w Związku Radzieckim, co było losem matki Müller i jej przyjaciół".

Przecież nie wziął tej informacji wyłącznie z depesz agencyjnych, jest zbyt oczytanym znawcą literatury rumuńskiej i niemieckiej, żeby pozwolić sobie na takie ułatwienie publicystycznej roboty. Zazdroszczę mu, niestety nie znam niemieckiego, pozostaje mi czekać na polski przekład, może Cieślak wcześniej szczegółowo streści tę książkę na łamach "Plusa Minusa".

Pisarstwo Müller wpisuje się Cieślakowi w ciąg relatywistycznych dzieł, które winę Niemców za wojnę chcą przekuć w cierpienie Niemców. Sięga tutaj po filmy z ostatnich lat, jak niemiecki "Upadek" o końcowych dniach Hitlera czy hollywoodzką "Walkirię" z Tomem Cruise'em jako von Stauffenbergiem dokonującym zamachu na Führera. To jest znów błyskotliwa i kapitalna analogia.

Z pewnością Akademia Szwedzka, dając rumuńskiej Niemce nagrodę, myślała jednocześnie o wyżej wymienionych filmach.

Na koniec Cieślak postuluje, żeby Akademia nagrodziła Noblem zamiast Müller powieść Jonathana Littella "Łaskawe".

Też bym chciał, dzieło Littella jest arcydziełem, to fakt, może kiedyś francusko-amerykański pisarz tego Nobla dostanie, książka jest bardzo gruba, może po prostu akademicy nie zdążyli jej przeczytać. Z tym, że Littell sprzedał się na świecie w obłędnych nakładach, Müller przy nim jest totalnie niszową autorką, może więc po prostu prowincjonalni Szwedzi chcieli nagrodzić kogoś, kto nie miał takiego szczęścia do zainteresowania mediów i czytelników jak Littell, a ciężar dramatu, który opisuje, wcale nie ustępuje ciężarowi "Łaskawych"?

Źródło: Duży Format
  • 3 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    41 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':